Jakiś czas temu podczas homilii usłyszałem ciekawe zdanie: „wiara to świętość”. Czy ksiądz się nie zagalopował?
Skąd bierze się świętość? Czy rodzi się z własnej pracy, czy z wiary w Boga?
Do świętych
Do wszystkich przez Boga umiłowanych, powołanych świętych, którzy mieszkają w Rzymie (Rz 1, 7).
Paweł, z woli Bożej apostoł Chrystusa Jezusa, i Tymoteusz, brat, do Kościoła Bożego, który jest w Koryncie, ze wszystkimi świętymi, jacy są w całej Achai”(2 Kor 1, 1).
Paweł, z woli Bożej apostoł Chrystusa Jezusa – do świętych, którzy są [w Efezie], i do wiernych w Chrystusie Jezusie (Ef 1, 1).
Oto początki listów św. Pawła do Rzymian, Koryntian i Efezjan. Apostoł nazywa wierzących w Chrystusa „świętymi”. Czy i Apostoł Narodów przesadza?
Jeśli pojmujemy świętość tak, jak robimy to najczęściej – jako perfekcję, doskonałość moralną i bezbłędność wynikające z ciężkiej, heroicznej pracy człowieka – to owszem. Wtedy żadnego wierzącego nie sposób byłoby nazwać świętym. Paweł musi mieć zatem na myśli coś innego.
Święty, czyli jaki?
Ze Starego Testamentu dowiadujemy się, że Bóg jest kadosz, co tłumaczymy jako „święty”. Słowo to oznacza, że Bóg jest inny i oddzielony od ludzi. Najświętszy Bóg w Księdze Kapłańskiej wzywa swój wybrany naród do świętości:
Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz! (Kpł 19, 2).
Ta świętość miała być osiągana przez przestrzeganie Tory, ale – jak po wiekach od jej napisania zauważa św. Paweł:
Natomiast na tych wszystkich, którzy polegają na uczynkach Prawa, ciąży przekleństwo. Napisane jest bowiem: Przeklęty każdy, kto nie wypełnia wytrwale wszystkiego, co nakazuje wykonać Księga Prawa (Ga 3, 10).
Skoro zatem człowiek własnym wysiłkiem nie może osiągnąć Bożej świętości, nasz Pan zrobił coś niewyobrażalnego:
On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi (Flp 2, 6–7).
Świętość osiągamy nie przez uczynki, lecz przez wiarę w Jezusa – w to, że On dla nas stał się człowiekiem, umarł i zmartwychwstał.
To, co robię, jest nieważne (?)
Swoim wysiłkiem nie mogę osiągnąć usprawiedliwienia ani świętości. Mogę je jedynie przyjąć jako dar Boga. Wiara jest bowiem – jak mówi Katechizm Kościoła Katolickiego:
Wiara jest najpierw osobowym przylgnięciem człowieka do Boga; równocześnie i w sposób nierozdzielny jest ona dobrowolnym uznaniem całej prawdy, którą Bóg objawił (KKK 150).
Skoro zaś jest osobowym przylgnięciem do Boga, wiąże się z nią konkretne działanie człowieka stanowiące konsekwencję przyjęcia Pana: postępowanie zgodne z wiarą, modlitwa, pogłębianie wiedzy i duchowości, służba drugiemu człowiekowi czy udział w liturgii.
Jeśli w życiu chrześcijanina zabraknie owego osobowego przylgnięcia, nawet najdoskonalej spełniane uczynki będą podszyte lękiem i chęcią zasłużenia na miłość Boga. A ta udzielona jest nam za darmo, gdyż:
Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami (Rz 5, 8).



![{"rendered":"[GALERIA] Nawr\u00f3cenie \u015bw. Paw\u0142a w malarstwie"}](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2019/01/conversion_on_the_way_to_damascus-caravaggio_c.1600-1.jpg?w=620&h=310&crop=1?resize=1200,600&q=75)




![Zawierzyłam Bogu i wygrałam z rakiem [wywiad]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2025/08/jadwiga-z-rodzina-swiadectwo.jpg?resize=150,150&q=75)




