Przejdz do tresci glownej

Adam Kuba Matejkowski: „Nie moja, lecz nasza Matka Boska”

10 min czytania
Monumentalna figura Matki Bożej w Konotopiu na tle nieba

Autor: Nadesłane

Figura Matki Bożej w Konotopiu

„Bałem się, że diabeł zamiesza ogonem i z próżności zechcę uczynić Ją najpiękniejszą na świecie – to nie konkurs piękności” – mówi Adam Kuba Matejkowski, autor monumentu Matki Bożej Miłosiernej w Konotopiu. Opowiada o inspiracji rzeźbą grecką, poszukiwaniu ludzkiej twarzy Maryi, kulisach powstania dzieła i osobistej wdzięczności wobec Matki Bożej.

TODO MESSAGE :

W Konotopiu w gminie Kikół stanął monument Matki Bożej Miłosiernej o łącznej wysokości 55,6 metra. Sama figura mierzy 40,6 metra, a jej podstawę stanowi piętnastometrowa korona z tarasem widokowym. Autorem projektu rzeźbiarskiego jest Adam Kuba Matejkowski. Figura zostanie poświęcona 15 sierpnia 2026 r. Z artystą rozmawia Michał Jędryka.

Lubisz nasze artykuły?

Przez długi czas oglądał pan tę postać jako rysunek, model i niewielki odlew. Co pan poczuł, kiedy po raz pierwszy zobaczył ją w Konotopiu w rzeczywistej, ponadczterdziestometrowej skali?

Pierwszą rzeczą, którą poczułem, była ulga. Jako zawodowiec od początku zdawałem sobie sprawę, jakie pojawią się skróty perspektywiczne i co może się wydarzyć. Proszę spojrzeć na słońce: gdy znajduje się przy horyzoncie, wydaje się ogromne, a kiedy jest w zenicie – małe, chociaż jego odległość od nas się nie zmienia. Podobnie jest z rzeźbą. Aby człowiek patrzący z poziomu ziemi mógł ją właściwie odebrać, niektóre elementy trzeba odpowiednio powiększyć.

Wiedziałem o tym nie tylko z własnego doświadczenia. Studiowałem wielkie figury, które już powstały, a także rzeźbę grecką. Zależało mi, aby wszystko było jak najprostsze. Draperia i zewnętrzny ubiór powinny wskazywać, że pod nimi znajduje się prawidłowo zbudowany człowiek. Nie mogą być materią, pod którą da się ukryć błędy. W takiej skali niczego się nie ukryje.

To zaskakujące, że przy nowym monumencie maryjnym wskazuje pan na inspirację antyczną rzeźbą grecką.

To kolebka naszej europejskiej kultury i w wielu przypadkach niedościgniony wzór. Proszę spojrzeć na rzeźby, które zachowały się często jedynie we fragmentach, choćby na Nike z Samotraki. Zostały wykonane perfekcyjnie, w kamieniu i za pomocą narzędzi dostępnych w tamtych czasach. Ich budowa anatomiczna nie pozostawia dla mnie żadnych wątpliwości.

Dolna część szaty Maryi jest w istocie potężną kolumną, która zwęża się ku górze. Perspektywa i tak sprawia, że patrząc z dołu, widzimy takie zwężenie, ale zostało ono zaprojektowane świadomie. Dzięki temu postać wydaje się jeszcze wyższa, bardziej niebiańska.

Pierwszy model, który zamknął pewien etap pracy, odlano w brązie i ustawiono przy kościele. Projekt jednak nadal ewoluował. Kiedy skończyłem tę wersję, poczułem, że mam jeszcze dość siły, aby coś poprawić i zrobić lepiej. Ostateczna postać była chyba trzecią wersją. W pewnym momencie wykonałem głowę, którą uważałem za piękną, lecz po dwóch dniach uznałem, że niesie w sobie zbyt mało.

Dr Jerzy Szczepkowski, architekt, który pomagał przy przedsięwzięciu, powiedział, że ostateczna twarz jest ludzka. Dzięki temu łatwiej się z nią skomunikować. Maryja ma pochyloną głowę i dłonie zwrócone ku człowiekowi. One mówią, że zeszła, aby być z nami: nie tylko jako przedmiot modlitwy, lecz jako nasza Matka i Wspomożycielka.

Wspominał pan, że inspiracją dla niektórych rysów były najbliższe panu osoby: żona i córka. Dlaczego właśnie one?

Nie czułem potrzeby, aby Matka Boża była do kogoś podobna i aby przez to sprawić komuś przyjemność. Byłoby to niegodne wobec takiego wizerunku. Podobieństwo jest więc zbyt dużym słowem.

Kiedy patrzyłem na oczy mojej córki, widziałem w nich nie tylko ich kształt, lecz także młodzieńczą otwartość. Przy takim spojrzeniu człowiek czuje, że zostanie zrozumiany i nie będzie oszukany, bo dzieci nie oszukują. Pozostałe rysy należą natomiast do kobiety dojrzałej, do matki, nie do pięknej dziewczyny. Połączenie tych dwóch elementów wyklucza podobieństwo do jednej żyjącej osoby. Powiedziałem w jednym z wywiadów, że były one inspiracją, ale absolutnie nie wzorem.

Powiedział pan również, że podczas pracy bał się pan, aby nie ośmieszyć wizerunku Matki Bożej. Czego obawiał się pan najbardziej?

Najbardziej obawiałem się, że diabeł zamiesza ogonem i z próżności zechcę uczynić Ją tak piękną, aby była najpiękniejsza na świecie. Bałem się, że pójdę właśnie w tym kierunku. A to nie konkurs piękności. 

W tym czasie przeczytałem książkę dr. Jerzego Szczepkowskiego „Katechizm antykultury”, poświęconą między innymi zagrożeniom, które sami stwarzamy we współczesnym świecie, odbierając sobie wolność. Dla mnie ważne było, abyśmy przy spotkaniu z tą figurą poczuli się wolni i zapytali samych siebie, czego właściwie pragniemy.

Maryja niesie ze sobą to, co najpiękniejsze: wolność, pokój i miłość. Daje człowiekowi poczucie, że jest otoczony opieką. Jest kobietą i Matką naszego Pana Jezusa Chrystusa. Nie można od tego odchodzić ku dowolnym interpretacjom.

Lubisz nasze artykuły?

We wrześniu 2023 roku skontaktował się z panem prof. Mirosław Krajewski. Co usłyszał pan podczas pierwszej rozmowy i jak wyglądały początki pracy?

Usłyszałem, że mam zostać autorem tej wielkiej rzeźby. Od razu przygotowałem projekty rysunkowe i poszedłem z nimi na spotkanie. Zostały zaakceptowane. Otrzymałem również swobodę w wyborze wielkości, dlatego zaproponowałem czterdzieści metrów.

Pojawiła się sugestia, aby figura była nieco większa od figury Chrystusa [Chodzi o figurę w Świebodzinie — przyp. red.]. Zamawiający ma prawo do takich życzeń, ale uważałem, że czterdzieści metrów to właściwa wielkość. Trzeba przy tym uwzględnić podstawę w kształcie korony, która jest integralną częścią kompozycji. Całość ma przecież wspólnie przemawiać. Razem daje to ponad pięćdziesiąt pięć metrów.

Początkowo sądziłem, że będę odpowiadał również za sposób wykonania figury. Rozważałem druk 3D i nałożenie zewnętrznej warstwy, która dawałaby wrażenie formy wykonanej ręcznie, jakby z piasku. Miało to sens artystyczny, ale nie zapewniało takiego bezpieczeństwa i trwałości jak technologia ostatecznie zastosowana przez wykonawców mających doświadczenie przy budowie mostów i wiaduktów.

Dwumetrowy model został zeskanowany i powiększony. Na podstawie skanu, za pomocą specjalistycznych maszyn, wykonano za granicą negatywy, które posłużyły jako formy dla konstrukcji. Wszystko zrealizowano perfekcyjnie. Wcześniej nie spotkałem obiektu wykonanego w taki sposób, przy wykorzystaniu najnowszej techniki.

Nazwałem to rzeźbą XXI wieku. Jestem pełen podziwu dla ludzi, którzy wykonali ją w tak krótkim czasie i z tak wielkim poświęceniem. Bywałem na budowie podczas pogody, w którą człowiek nie chciałby wyjść z domu, a oni nieprzerwanie ciężko pracowali. Należy im się wielkie uznanie.

Na świecie istnieją również wyższe przedstawienia Maryi, lecz trzeba zapytać, czy zachowano w nich właściwe ludzkie proporcje i jaką wysokość ma sama figura. Ja oparłem się na kanonach greckich i zwróciłem ku antycznej prostocie. Nie poszedłem w stronę rozbuchanej, nowoczesnej formy odpowiadającej chwilowym trendom. Maryja była, jest i będzie.

Inspirowała mnie również prostota Chrystusa z Rio de Janeiro. Ludzki wzrok natychmiast zauważa nieprawidłowości anatomiczne. Gdy ktoś kuleje albo ma problem z kręgosłupem, widzimy to od razu. W figurze również dostrzeglibyśmy każdy błąd. Zamiast kierować myśli ku temu, co najważniejsze, człowiek zastanawiałby się, co jest nie tak. Najbardziej bałem się, że któraś z proporcji – na przykład dłoni albo głowy – okaże się niewłaściwa i ktoś powie: „Piękna Matka Boża, ale głowę ma za małą”. Nawet niezamierzony błąd dewaluowałby wartość takiego dzieła.

Kiedy zobaczyłem gotową postać, stałem przez pół godziny oparty o płot. Ludzie obok mówili miłe rzeczy, a ja po prostu cieszyłem się, że jest dobrze.

To pan znalazł działkę, na której stanął monument, prawda?

Powiedziałbym raczej, że to ona znalazła mnie.

Z miejsca, z którego po raz pierwszy na nią patrzyłem, figura nie sprawia wrażenia, jakby stała na podstawie. Korona znajduje się trochę niżej i Maryja wygląda tak, jakby schodziła z nieba. Za Nią nie ma lasu ani żadnej innej przeszkody. Niezależnie od tego, jakie są chmury i niebo, zawsze ma wokół siebie przestrzeń.

Rzeźba – mówię oczywiście o rzeźbie, nie o Matce Bożej – oddycha tam pełną piersią i nie boi się ogromnej przestrzeni, ponieważ ma w niej właściwą skalę. Gdybyśmy ustawili ją na przykład w Kikole, koło mostu, gdzie również rozważano lokalizację, mogłaby przerażać wielkością i nie miałaby tej dostępności ani godności.

Kiedy zobaczyłem obecne miejsce, od razu poczułem, że będzie najlepsze. Na świecie znajdują się piękne obiekty, które duszą się przez swoje otoczenie. Tutaj przestrzeń i wielkość figury mówią o jej mocy. Liczba metrów była dla mnie ważna, ale nie najważniejsza.

Lubisz nasze artykuły?

W tej historii pozostaje pewna tajemnica. Fundatorzy mówią o wotum wdzięczności, ale nie ujawnili publicznie jego dokładnej intencji. Czy pan ją zna i czy miała wpływ na pańską wizję?

Oczywiście, że miała. Aby w człowieku narodził się taki pomysł, potrzebna jest bardzo silna pobudka. Pan Roman Karkosik znalazł się w trudnej sytuacji zdrowotnej i uznał, że doświadczył łaski, którą obdarzyła go Matka Boża. Dlatego powstał ten monument.

Sam od czasu do czasu używam słowa „pomnik”, chociaż nie oddaje ono właściwie charakteru tego dzieła. Trudno było je wcześniej jednoznacznie nazwać. Najważniejsze, że powstało z potrzeby serca i ducha. Pobudki były piękne, a dzieło zostało przeznaczone dla wszystkich. Fundatora było stać na tak wielki gest wdzięczności, którym teraz możemy się wspólnie cieszyć. Czy to nie jest piękna idea?

Co odpowiedziałby pan ludziom, którzy stawiają zarzut gigantomanii?

Maryja jest wielka, piękna, mądra, wspaniała i kochana. Mamy też głęboko zakodowane przekonanie, że to, co wielkie, jest ważne.

Po poświęceniu dzieło zacznie żyć własnym życiem. Ludzie przyjadą ze swoimi prośbami, podziękowaniami i własnymi interpretacjami. Czy łatwo oddaje się tak osobiste dzieło innym?

Oddałem je już w chwili, kiedy je tworzyłem. Nie mówię: „moja Matka Boska”. Mówię: „nasza”.

Gdyby mógł pan stanąć sam przed figurą i powiedzieć Maryi tylko jedno zdanie, co chciałby pan powiedzieć?

Powiedziałbym Jej, że tak wiele Jej zawdzięczam i że chociaż troszkę z tego spłaciłem.

Lubisz nasze artykuły?