„Czułem się jak zawodnik wielkiej ligi, który wybija grand slama”. Ks. Mike Metz z Fort Bragg mówi tak o pewnym lipcowym dniu w kościele pw. św. Michała Archanioła.
Ks. Mike Metz jest aktywny na facebooku i dzieli się tam doświadczeniem swojego życia. „Jezus z rozmachem i łaską tchnie swojego Ducha w naszych ludzi!”, napisał 6 lipca 2026 r. Podzielił się też tym, że dzień wcześniej po raz pierwszy w swoim kapłaństwie dane mu było sprawować „wszystkie siedem sakramentów jednego dnia!”.
W rozmowie z Aleteią opowiedział, jak bardzo go to rozpaliło, jak niezwykli są ludzie przebywający w bazie wojskowej, jak bardzo są spragnieni łask płynących z sakramentów i jak „wiele Kościół ma do zaoferowania”. Ich otwartość „na przyjęcie pełni Bożego życia” już współdziała z tym, co robi Bóg.
Dzięki tej wzajemności, dodał ks. Metz, „to miejsce naprawdę buzuje”.

Jeden dzień, siedem sakramentów, wiele spotkań z duszami
Ks. Metz udzielił sakramentów chrztu, pierwszej Komunii Świętej i bierzmowania mężczyźnie wychowanemu w mormonizmie, który do katolicyzmu doszedł przez lekturę, wspierany przez żonę. Konwalidacja małżeństwa tej pary, czyli sakrament małżeństwa, była czwartym sakramentem tego dnia.
Piąte było wysłuchanie licznych spowiedzi: przez 45 minut przed Mszą Świętą udzielał sakramentu pojednania, a podczas samej Mszy Świętej ochrzcił pięcioro niemowląt z rodzin mieszkających w bazie. Szóstym sakramentem było namaszczenie chorych, którego udzielił parafialnemu wolontariuszowi chorującemu na raka, przed jego operacją.
Siódmego sakramentu, święceń kapłańskich, nikt tego dnia nie przyjął, ale to właśnie dzięki nim wszystkie pozostałe były możliwe. „Czułem się jak zawodnik wielkiej ligi, który wybija grand slama, kiedy sprawowałem te wszystkie sakramenty jednego dnia” – opowiadał z radością.

Jak to się zaczęło
Ks. Metz urodził się w San Diego w Kalifornii jako drugie z jedenaściorga dzieci swoich rodziców. Nie jest jedynym z tej „wielkiej, pięknej rodziny”, który służy w wojsku. Jego ojciec przez 10 lat był pilotem odrzutowca . Jedna z młodszych sióstr służyła jako pielęgniarka wojskowa, dwaj bracia w służbie czynnej ukończyli West Point, a młodsza siostra, należąca do drużyny spadochronowej West Point, wkrótce wróci do służby czynnej.
Pierwszymi księżmi, z jakimi zetknął się młody Metz, byli kapelani ze Zgromadzenia Legionistów Chrystusa w Pinecrest Academy w Cumming w stanie Georgia, gdzie uczył się od drugiej klasy aż do matury. Uważał wtedy, że są wspaniali, ale kapłaństwo jako powołanie było „dla kogoś innego”. Dużo się umawiał na randki i ciągnęło go do wojska: zapisał się do programu ROTC, szkolącego kandydatów na oficerów, i w 2012 roku ukończył Christian Brothers University.
Powołanie do kapłaństwa przyszło między trzecim a czwartym rokiem studiów, a jego częścią było dostrzeżenie, jak bardzo potrzeba księży jako kapelanów wojskowych. Jak zauważono w relacji ze święceń ks. Metza z 18 czerwca 2018 roku:
„Od zamachów z 11 września liczba kapelanów w służbie czynnej spadła z ponad 400 do około 205. Spośród nich tylko 81 służy obecnie w wojskach lądowych. Choć katolicy stanowią mniej więcej 25% wszystkich żołnierzy Sił Zbrojnych USA, księża katoliccy to zaledwie 6% kapelanów wojskowych”.
Jako „największa diecezja z najmniejszą liczbą księży” archidiecezja podzieliła się na początku tego roku napawającą nadzieją wiadomością o rosnącym zainteresowaniu katolickich księży posługą kapelana wojskowego.
Nawet jeśli wiara i przekonania moralne każą żyć wbrew kulturze, ks. Metz przyznaje, że jest w tym pewna wolność. „To kładzie ciężar pracy i odpowiedzialności tam, gdzie jego miejsce” – powiedział.
Ja mam po prostu być sobą: synem Boga Ojca i kapłanem Jezusa Chrystusa. A dalej mogę kochać człowieka, który stoi przede mną, takim, jaki jestem, z taką miłością i łaską, na jaką mnie stać. Zbawianie należy do Jezusa, i to jest cudowne, bo znaczy, że mogę kochać sercem kapłana mnóstwo ludzi, którzy inaczej nigdy nie spotkaliby księdza…
Wcielam w życie Jego miłość najlepiej, jak potrafię, a resztą zajmuje się Jezus… To Jego sprawa. To On sieje ziarna. To On sprawia, że rosną. Ja mam tylko dopilnować, żeby uprawiać ogród i nie wchodzić Mu w drogę.

Dokąd go to zaprowadziło
Zgodnie ze zwyczajem, według którego kapelani zdobywają najpierw doświadczenie duszpasterskie, pierwsze trzy lata kapłaństwa ks. Metz spędził w parafiach swojej rodzimej archidiecezji. Kolejnych pięć przypadło na przydział do największego pod względem liczby ludzi obiektu wojskowego na świecie, czyli Fort Bragg w Karolinie Północnej.
Baza służy ponad 250 tysiącom osób, a na jej terenie mieszka ponad 50 tysięcy żołnierzy służby czynnej wraz z rodzinami. Stacjonują tu Dowództwo Operacji Specjalnych Wojsk Lądowych USA oraz 82. Dywizja Powietrznodesantowa. Ta elitarna jednostka szybkiego reagowania przeszła do historii dzięki udziałowi w lądowaniu w Normandii w czerwcu 1944 roku, a później w walkach w głębi lądu, podczas bitwy o Ardeny.
Ks. Metz zaczynał w 82. Dywizji Powietrznodesantowej, potem trafił do 3. Grupy Sił Specjalnych, a obecnie pełni funkcję księdza garnizonowego. Bycie jednym z dwóch księży posługujących mniej więcej 10 tysiącom katolickich żołnierzy w bazie (choć nie wszyscy praktykują) to zarazem wielka szansa i błogosławiony ciężar.
Fort Bragg, jak wyjaśnia, jest „sterem dowództwa operacji specjalnych” i domem dla wielu, jak się tu mówi, „high speed soldiers”, czyli żołnierzy działających na najwyższych obrotach.
„Żyją w szybkim tempie i są szaleni… Dużą częścią tutejszej kultury jest wyskakiwanie z samolotów. To jedna z rzeczy, z których dumna jest 82. Dywizja: zdolność do desantu spadochronowego w strefie zrzutu, żeby wykonać zadanie” – dodał wojskowy ksiądz.
Żołnierze są tu w większości w wieku 18–22 lat, a charakter ich zadań, jak zauważa ks. Metz, przyciąga mnóstwo młodych ludzi pełnych energii i szukających przygody. „Nasi chłopcy to rozrabiaki” – powiedział – „więc wysłuchujemy wielu spowiedzi”.
Sam jest spadochroniarzem, z dodatkowym przeszkoleniem jumpmastera, czyli instruktora kierującego skokami, więc z bezbronnością żołnierzy spotyka się nie tylko w konfesjonale. Podczas ćwiczeń ze skokami należy do zespołu, który sprawdza i zakłada spadochrony oraz czuwa nad bezpiecznym przebiegiem ćwiczenia, a jego twarz może być ostatnią, jaką skoczek widzi przed opuszczeniem samolotu.
„Moje życie jest fascynujące” – stwierdził. „I to takie błogosławieństwo przeżywać kapłaństwo w ten sposób…”. Doświadczenie wojskowe dostarcza mu świetnych metafor życia duchowego. Analogii ze skokiem z samolotu używa „w rozmowach o cnotach…”, ale przede wszystkim mówiąc o teodramacie zbawienia. Samo Wcielenie jest w jego ujęciu rodzajem „manewru spadochronowego: Chrystus zstępuje na ziemię, żebyśmy my mogli wznieść się do nieba”.

Sprawować i zapewniać
Wojskowe „hasło” opisujące rolę kapelana, jak zauważa ks. Metz, brzmi tak: to specjalista od spraw religijnych, który sprawuje i zapewnia posługi religijne w przydzielonej mu jednostce. W pluralistycznym środowisku amerykańskiej armii oznacza to, że sprawuje to, co może jako katolicki ksiądz, ale jest zarazem kapelanem dla niewierzących, Żydów, muzułmanów i protestantów ze swojej jednostki.
Ks. Metz wyjaśnił dalej, że łącząc obowiązki religijne z zadaniami strategicznymi po stronie operacyjnej, jako oficer podlegający dowódcy, ma między innymi doradzać „w sprawach religijnych istotnych dla obowiązków i ryzyka”, jakie jednostka podejmuje w swoim rejonie działań.
„Mam być ekspertem od religijnej temperatury w terenie: od tego, czym musimy się przejmować i o czym informować naszych żołnierzy w kwestiach religijnych czy kulturowych. Chodzi o to, żebyśmy dobrze wykonali swoje zadanie, a dowódca, mając rozeznanie religijne w rejonie, mógł podjąć najlepsze decyzje co do szerszej misji jednostki i sposobu jej realizacji, przy jak najmniejszym ryzyku i jak największym powodzeniu”.
Lubi myśleć o kapelaństwie przez analogię do pierwszych misjonarzy i męczenników Ameryki Północnej.
„Jak jezuiccy misjonarze, którzy tu przypłynęli i nie znali ani języka, ani ludzi. Właściwie nie wiedzieli, co robią ani jak wejść w tamto społeczeństwo, ale po prostu znaleźli się wśród nich i zabrali się do pracy… Nie zaczynali od »opowiem ci o tym i o tamtym«, tylko brudzili sobie razem z nimi ręce… »Pozwól, że jako misjonarz nauczę się twojego języka, że będę spał obok ciebie, że będę pachniał jak ty, wyglądał jak ty, chodził i mówił jak ty… A skoro rozumiem już twoje człowieczeństwo, mogę wykorzystać własne jako most prowadzący do Boskości«”.
Z takim właśnie poczuciem obowiązku ks. Metz stara się jak najlepiej dopasować do wojska, nie odkładając na bok swojej tożsamości kapłana. Relacje buduje na otwartości i zaufaniu, często sięgając po „armijne słowa”, żeby przekazywać Ewangelię i udzielać sakramentów z jak największym „powodzeniem misji” w imię Jezusa Chrystusa.
Artykuł jest tłumaczeniem z amerykańskiej edycji Aletei.








![Tam, gdzie słońce znika na dwa miesiące. Polak proboszczem na końcu świata [wywiad]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2025/10/Ks-Rafal-Ochojski-012.jpg?resize=150,150&q=75)



