Przejdz do tresci glownej

Więziony przez UB, młodych uczył wolności. Aleksander Hall wspomina o. Bronisława Srokę SJ

6 min czytania
None

Autor: Archiwum Kancelarii Prezydenta RP / Wikimedia Commons / GFDL 1.2

Był brutalnie przesłuchiwany, wspierał represjonowanych robotników, modlił się pod bramą Stoczni Gdańskiej, a tuż przed pacyfikacją strajku odprawił Mszę św. w Sali BHP. Aleksander Hall żegna o. Bronisława Srokę SJ jako kapłana, który w czasach zniewolenia budził w młodych ludziach ducha wolności.

TODO MESSAGE :

Ojciec Bronisław Sroka SJ zmarł 17 sierpnia 2026 r. Miał 90 lat. Aleksander Hall poświęcił mu osobiste wspomnienie opublikowane w „Rzeczpospolitej”. Nie jest to jednak tylko opowieść o kapłanie zasłużonym dla opozycji demokratycznej. To także świadectwo człowieka, który sam wiele o. Bronisławowi zawdzięczał.

Hall poznał jezuitę w 1974 r. Należał wówczas do grupy młodych ludzi zdecydowanie sprzeciwiających się systemowi komunistycznemu. Kilka lat później współtworzyli oni Ruch Młodej Polski. Ojciec Sroka dał im coś więcej niż miejsce do prowadzenia rozmów. Pomógł stworzyć środowisko, w którym dojrzewały przyjaźnie, przekonania i gotowość do publicznego upomnienia się o wolność.

UB wybiło mu zęby. Nie złamało przekonań

Bronisław Sroka urodził się 1 maja 1936 r. w Bratysławie. Jego rodzice, pochodzący ze Śląska Cieszyńskiego, pracowali przed wojną w polskiej służbie konsularnej. Lata wojenne rodzina spędziła w Budapeszcie, a po 1945 r. zamieszkała w Gdańsku.

Już jako uczeń IV Liceum Ogólnokształcącego młody Bronisław uważał, że Polska pozostaje pod sowiecką okupacją. Zaangażował się w młodzieżową konspirację antykomunistyczną. W 1953 r. został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa. Podczas brutalnego śledztwa stracił znaczną część uzębienia. Otrzymał wyrok pięciu lat więzienia, lecz po dwóch latach, wraz z nadchodzącą polityczną odwilżą, odzyskał wolność.

Doświadczenie więzienia nie odciągnęło go ani od działalności publicznej, ani od powołania. Po maturze wstąpił do jezuickiego nowicjatu w Kaliszu. W 1968 r. przyjął święcenia kapłańskie, a studia teologiczne odbył na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

Dwa lata później został ponownie aresztowany – tym razem w związku z działalnością niepodległościowej organizacji „Ruch”. Hall przywołuje wykonane przez funkcjonariuszy SB zdjęcie zatrzymanego jezuity. Nie widać na nim strachu, jest pewność człowieka, który zna cenę swoich przekonań i nie zamierza się ich wyrzec. O. Sroka wyszedł na wolność w styczniu 1971 r., bez wyroku.

Duszpasterstwo, w którym dojrzewała wolność

W latach 70. o. Bronisław był duszpasterzem akademickim i katechetą w kościele jezuitów przy ul. Mickiewicza w Gdańsku-Wrzeszczu. Wokół niego gromadzili się młodzi ludzie szukający nie tylko odpowiedzi na pytania religijne, lecz także przestrzeni swobodnej rozmowy o Polsce.

Wśród nich był Aleksander Hall, a także przyszli działacze Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela oraz Ruchu Młodej Polski. W spotkaniach uczestniczył również Bogdan Borusewicz. Pojawiali się na nich zaproszeni goście, m.in. Władysław Bartoszewski i Lech Bądkowski.

O. Sroka miał wyraziste poglądy narodowe i katolickie. Kiedy uważał, że polskość jest niesprawiedliwie atakowana, potrafił reagować ostro. Jednocześnie – co wyraźnie podkreśla Hall – umiał współpracować z osobami reprezentującymi inne nurty ideowe. Patriotyzm nie był dla niego narzędziem partyjnego podziału. Wynikał z odpowiedzialności za wspólnotę i z przekonania, że prawdziwa wolność wymaga odwagi, pamięci oraz uczciwości.

Jedyny duchowny wśród 92 sygnatariuszy

Gdy w połowie lat 70. opozycja demokratyczna zaczęła działać jawnie, jezuita znalazł się w jej pierwszym szeregu. Podpisał list środowisk gdańskiego i lubelskiego przeciwko zmianom w konstytucji PRL, które miały potwierdzić kierowniczą rolę partii oraz sojusz ze Związkiem Sowieckim. Jak zaznacza Hall: „Wśród grona 92 sygnatariuszy był jedynym duchownym”.

O. Sroka zbierał pieniądze dla robotników represjonowanych po protestach w Radomiu i Ursusie, wspierał Komitet Obrony Robotników i podpisywał dokumenty ROPCiO. Władze komunistyczne nie pozostawały bierne. Jesienią 1977 r., pod naciskiem aparatu bezpieczeństwa, zakonnik został przeniesiony z Gdańska do Lublina. Nie oznaczało to jednak końca jego działalności.

18 grudnia 1979 r., podczas nielegalnej manifestacji pod bramą Stoczni Gdańskiej, prowadził modlitwę za robotników poległych w grudniu 1970 r. Dwa lata później, 14 grudnia 1981 r., już po wprowadzeniu stanu wojennego, odprawił Mszę św. dla strajkujących w Sali BHP. Wkrótce potem strajk został spacyfikowany.

Kapłan był świadomy, czym może zakończyć się taki gest. Pozostał jednak z ludźmi, którzy go potrzebowali.

Wiara, która nie zatrzymywała się na słowach

Życiorys o. Sroki pokazuje charakterystyczny rys wielu kapłanów czasu PRL. Ich zaangażowanie nie polegało jedynie na wygłaszaniu patriotycznych kazań. Kościół stawał się miejscem, w którym można było mówić prawdę, pomagać represjonowanym, zachowywać pamięć i odbudowywać społeczne zaufanie.

O. Bronisław pełnił posługę w wielu miastach, wszędzie starając się kształtować w młodych postawy odpowiedzialności za Polskę. W 2007 r., w trzydziestą rocznicę powstania ROPCiO, prezydent Lech Kaczyński odznaczył go Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

Ostatnie lata życia jezuita spędził w zakonnej infirmerii w Gdyni. Hall wspomina, że był „człowiekiem wielkiej wiary” i z pogodą ducha przygotowywał się na spotkanie z Bogiem.

Kapłan i rycerz

W osobistym wspomnieniu Aleksander Hall nazywa o. Bronisława Srokę „jednym z najdzielniejszych ludzi, jakich poznałem”. Dostrzegał w nim „cechy kapłana i rycerza” – a może, jak dopowiada, kapłana-powstańca, podobnego do duchownych z 1863 r.

To porównanie dobrze oddaje jego drogę. O. Sroka nie szukał walki dla samej walki. Kiedy jednak człowiek był poniżany, prawda zakłamywana, a wolność odbierana, uważał, że kapłan nie powinien stać z boku.

Pozostało po nim nie tylko świadectwo odwagi, lecz także ludzie, którym pomógł dojrzeć do odpowiedzialności. I wdzięczność tych, którzy dzięki niemu zrozumieli, że miłość do Boga i miłość do ojczyzny nie muszą być głośnymi deklaracjami. Najpełniej wyrażają się w wierności – zwłaszcza wtedy, gdy trzeba za nią zapłacić.