Przejdz do tresci glownej

Czy Nolan psuje Homera? Grecy mogą powiedzieć chrześcijanom więcej, niż przypuszczamy

6 min czytania
shutterstock_2811926723.jpeg

Autor: lev radin | Shutterstock

Filmowa „Odyseja” Christophera Nolana wywołała spór o wierność Homerowi. W tym samym czasie ukazała się książka prof. Michała Wojciechowskiego, która pozwala postawić pytanie ważniejsze: czy my jeszcze w ogóle potrafimy czytać Greków?

TODO MESSAGE :

Christopher Nolan dokonał rzeczy, która jeszcze niedawno wydawała się mało prawdopodobna: sprawił, że miliony ludzi zaczęły rozmawiać o Homerze.

Jedni zachwycili się rozmachem filmowej „Odysei” i historią wojownika powracającego z wojny. Inni zarzucili reżyserowi, że zamiast Homera zekranizował samego siebie. Miał zamienić Odysa w człowieka współczesnego Zachodu, obciążonego wojenną traumą i poczuciem winy.

Można więc zapytać: czy Nolan dobrze przeczytał Homera? Istnieje jednak pytanie bardziej podstawowe: skąd właściwie wiemy, jak Homera należy czytać?

Lubisz nasze artykuły?

Homer nie był muzealnym eksponatem

Ciekawą odpowiedź proponuje Paweł Milcarek w dwóch rozmowach opublikowanych na YouTube: „Homer nieznany” oraz „Czy Nolan psuje Homera?”.

Przypomina, że Homer nigdy nie był tylko zabytkiem przechowywanym pod szkłem. Kolejne epoki czytały go przez własne doświadczenia i pytania. Co więcej, dla łacińskiej Europy poematem formacyjnym przez stulecia była przede wszystkim „Eneida” Wergiliusza.

Homer opowiadał o zwycięzcach spod Troi. Wergiliusz uczynił bohaterem człowieka należącego do pokonanych. Eneasz uchodzi z płonącego miasta, niesie ojca, prowadzi syna i ocala to, co święte.

Milcarek porównuje kulturę europejską do wielowarstwowego kołacza: Wergiliusz znajduje się w jego głębszych warstwach, natomiast odzyskany później przez Zachód Homer bywa na nim lukrem. Obraz jest celowo przesadny, ale przypomina, że Europejczycy patrzą na Homera przez Rzym, chrześcijaństwo i całe doświadczenie własnej historii.

Z tej perspektywy Nolanowski Odys może być człowiekiem poranionego Zachodu. Wraca spod Troi jako zwycięzca, który nie potrafi uwierzyć w niewinność własnego zwycięstwa. Jest wodzem, ale również rozbitkiem. Zwycięstwo nie usuwa winy, siła nie usprawiedliwia okrucieństwa, a prawdziwy powrót wymaga zmierzenia się z prawdą o sobie.

Nie jest to spojrzenie czysto greckie. Odbijają się w nim elementy chrześcijańskie albo postchrześcijańskie. Trudno jednak uznać je za całkowicie obce europejskiej tradycji.

Książka pisana przez dwadzieścia lat

Niemal równocześnie z filmem ukazała się książka prof. Michała Wojciechowskiego „Chrześcijanin czyta Greków. Człowiek – bóstwo – moralność”.

Nie powstała pod wpływem ekranizacji. Autor wyjaśnia, że pisał ją „przez wiele lat, około dwudziestu” (s. 14). Jej pojawienie się właśnie teraz jest zbiegiem okoliczności – ale wyjątkowo szczęśliwym.

Nolan sprawił, że zaczęliśmy spierać się o „Odyseję”. Wojciechowski pokazuje, jak wiele straciliśmy, zanim ten spór się rozpoczął. Coraz mniej osób potrafi bowiem umieścić poematy Homera w wielkiej greckiej rozmowie o człowieku, Bogu, sumieniu, prawie, wolności i śmierci.

Autor stawia polskiej edukacji ostrą diagnozę:

„Dopiero oderwanie naszej szkoły od tradycji klasycznej, co jest efektem komunizmu, postkomunizmu i niekompetencji władz oświatowych, spowodowało, że Ezop wypadł z kanonu lektur. Zresztą nawet Homera polska szkoła zredukowała…” (s. 40).

Z Homera pozostały nam efektowne przygody: koń trojański, syreny, Cyklop i wierna Penelopa. Mitologia stała się magazynem ciekawych fabuł. Zniknęła natomiast rozmowa o człowieku.

„Człowieka mi opowiedz, Muzo”

Wojciechowski odkrywa Homera innego niż ten zapamiętany ze szkolnych streszczeń.

„Iliada” okazuje się nie tylko opowieścią o wojnie i chwale. Zaczyna się od niszczącego gniewu Achillesa. Homer pokazuje świat rządzony prawem silniejszego, lecz potrafi stanąć po stronie pokonanych, jeńców, kobiet i dzieci.

Wielkość Achillesa objawia się nie wtedy, gdy zabija Hektora, ale gdy spotyka jego starego ojca Priama. W cierpieniu wroga rozpoznaje własne człowieczeństwo.

Również Odys nie jest tylko sprytnym wojownikiem pokonującym potwory. To człowiek przemieniony przez doświadczenie bólu.

„Ciężko doświadczony Odyseusz zna jednak cierpienie, los tułacza, i to czyni go lepszym” – pisze Wojciechowski. Jest „pełnym człowiekiem, dzielnym i szlachetnym, a zarazem grzesznikiem i pokutnikiem” (s. 29).

Pierwsze słowa eposu autor proponuje więc oddać następująco:

„CZŁOWIEKA mi opowiedz, Muzo” (s. 29).

Nie opowiedz mi nieskazitelnego herosa. Opowiedz człowieka: dzielnego i winnego, zwycięskiego i złamanego, wiernego i błądzącego. Powrót Odysa nie jest już tylko drogą z Troi do Itaki. Staje się powrotem przez prawdę o samym sobie.

Grecy czekający na odpowiedź

Największą wartością książki Wojciechowskiego nie jest jednak samo odkrywanie Homera. Autor uczy czytać całą wielką opowieść Greków.

Nie próbuje przekonywać, że byli oni ukrytymi chrześcijanami. Pokazuje ludzi, którzy nie znali Ewangelii, ale dzięki rozumowi, sumieniu i doświadczeniu potrafili zbliżać się do prawdy.

Antygona wybiera prawo boskie przeciwko rozkazowi władcy. Stoicy odkrywają sumienie i odpowiedzialność za własne czyny. Grecy pytają, czy wolność oznacza brak wszelkich ograniczeń, a w małżeństwie dostrzegają wartość przyjaźni trwalszej od samej namiętności.

„Tragicy greccy podjęli te same ogólnoludzkie problemy, co Biblia. Ku Bogu i prawdzie posunęli się tak daleko, jak mogli” – pisze Wojciechowski. Widzieli „wielkość i nędzę człowieka”, a chrześcijanin może powiedzieć, że „czekali na odpowiedź Ewangelii” (s. 67).

Pierwsi chrześcijanie nie odrzucili całego dorobku pogańskiego świata. Klemens Aleksandryjski uważał, że filozofia przygotowywała Greków do Ewangelii, podobnie jak Stary Testament przygotowywał Żydów. Święty Justyn mówił o ziarnach Logosu rozsianych w ludzkiej myśli (s. 25).

Chrześcijanin nie czyta więc Homera, Sofoklesa i stoików tylko po to, aby sporządzić listę ich błędów. Szuka również pracy ludzkiego rozumu i sumienia: pragnienia sprawiedliwości, tęsknoty za Bogiem i przekonania o istnieniu prawa wyższego od woli człowieka.

Czy potrafimy jeszcze rozmawiać z Homerem?

Czy Nolan wiernie przeczytał Homera? Pod pewnymi względami tak, pod innymi zapewne nie. Narzucił starożytnemu bohaterowi własną wrażliwość i własne pytania. Tak jednak działa żywa tradycja: nie zamyka klasyków pod szkłem, lecz podejmuje z nimi rozmowę.

Aby ta rozmowa nie stała się wyłącznie projekcją naszych wyobrażeń, trzeba najpierw nauczyć się słuchać.

Największym problemem nie jest zatem to, że Nolan mógł źle przeczytać Homera. Groźniejsze jest to, że możemy już nie mieć wystarczającej pamięci kulturowej, aby rozpoznać, co w nim przeczytał – i co pominął.

„Chrześcijanie powinni więc czytać Greków i Rzymian, poznawać kulturę klasyczną i jej bronić. W gruncie rzeczy jest to nasza kultura ojczysta” – podsumowuje Wojciechowski (s. 239).

Film może rozpocząć spór. Książka „Chrześcijanin czyta Greków” przywraca nam narzędzia, dzięki którym ten spór ma sens.

Lubisz nasze artykuły?