Czy można zostawić pewną ścieżkę awansu na stanowisko dyrektorskie w korporacji bez planu B? Barbara Karska-Woźniak złożyła wypowiedzenie i powiedziała Bogu: „Masz moje ręce i głowę”.
Barbara Karska-Woźniak to międzynarodowy coach chrześcijański. Dla powołania odeszła z pracy w korporacji i pomaga innym odnaleźć wolę Bożą.
Lubisz nasze artykuły?
Zamieniła dyrektorski awans na Boże powołanie
Aleteia: W naszej pierwszej krótkiej rozmowie wspomniała Pani, że rzuciła pracę w korporacji na rzecz coachingu chrześcijańskiego. To brzmi dość poważnie i radykalnie. Jak do tego doszło?
Barbara Karska-Woźniak: Tak, to była rzeczywiście radykalna decyzja i odpowiedź na Boże powołanie. Ten aspekt jest mi niezwykle bliski do dzisiaj – rozumiem powołanie jako relację między Powołującym, czyli Bogiem, a nami, którzy na to wezwanie odpowiadamy lub nie.
Pracowałam jako HR Manager, docelowo miałam objąć stanowisko dyrektora. Czekała na mnie prosta, korporacyjna ścieżka. Przez ostatnie trzy lata pracy docierało jednak do mnie, że to nie jest moje miejsce. Czułam narastający brak sensu, ale nie wiedziałam jeszcze, co innego mogłabym robić. Pamiętam, że bardzo prosiłam Boga o wskazanie kierunku, lecz nie otrzymywałam jednoznacznej odpowiedzi.
W końcu, po duchowym rozeznaniu, postanowiłam wypłynąć na głębię. Złożyłam wypowiedzenie i powiedziałam Bogu, że nie interesują mnie już moje własne plany ani świecka kariera – chcę tylko wypełniać Jego wolę. Okres wypowiedzenia minął 30 czerwca 2016 roku. Wyszłam z firmy ze słowami: „Oto jestem. Masz moje ręce i moją głowę, rób ze mną, co chcesz”.
Tutaj znajdziesz Barbarę Karską-Woźniak
Przełożeni w biznesie musieli być zaskoczeni.
Moi przełożeni i CEO pytali o moje plany A, B czy C. Kiedy odpowiedziałam, że ludzkiego planu nie mam wcale, ale wierzę w plan Boga, patrzyli na to jak na ogromne ryzyko.
Na początku poprosiłam Boga o dwa miesiące wakacji – po 18 latach ciągłej pracy na etacie po raz pierwszy chodziłam po Warszawie bez pośpiechu, smakując życie. Po powrocie ze Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, na początku sierpnia, w mojej skrzynce czekała wiadomość. Ktoś przeczytał mój profil na Facebooku i zapytał, czy prowadzę indywidualną pracę, jako coach. Miałam ukończoną roczną szkołę coachingu chrześcijańskiego, więc odczytałam to jako sygnał. To była moja pierwsza klientka. Potem kolejne osoby zaczęły przychodzić same, drogą pantoflową.
Odkrywanie talentów bez względu na wiek
Z jakimi sprawami trafiają do Pani klienci?
Najczęściej jest to coaching kariery. Z racji wcześniejszego doświadczenia w dziale rozwoju i rekrutacji oraz własnej drogi zmiany, łatwo mi zrozumieć te sytuacje. Na początku myślałam, że zostanę międzynarodowym coachem biznesowym, ale Bóg postawił przede mną zwykłych ludzi, którzy pracują w różnych miejscach i czują, że to nie ich droga. Często są to osoby zmagające się z frustracją i wypaleniem zawodowym.
Sama przeszłam przez moment, gdy przed odejściem z korporacji moje własne ciało dawało sygnały psychosomatyczne, że czas na zmianę. Od lat moją misją jest pomaganie w odkrywaniu głębszego powołania, opartego na wartościach. Praca powinna opierać się na trzech filarach: talentach, pasji i poczuciu sensu. Jeśli któregoś z nich brakuje, warto szukać dalej bo prędzej czy później taka praca nas wypali lub pozbawi poczucia spełnienia się i rozwoju
Ludzie często myślą, że nie mają żadnych szczególnych talentów.
Przypowieść ewangeliczna mówi o talentach – nawet jeśli ktoś uważa, że ma tylko jeden mały talent, naszym zadaniem jest go odkryć i pomnożyć. Często zaczynamy w procesie od zera. Diagnozujemy osobowość zawodową, predyspozycje, właśnie talenty i wartości. Niekiedy okazuje się, że nasze najcenniejsze zasoby są niewykorzystane i zagłuszone a dotychczasowa praca staje w sprzeczności z tym, kim dany człowiek naprawdę jest. Zgłaszają się do mnie osoby nawet po pięćdziesiątce i zaczynają ten proces. Na odkrycie powołania nigdy nie jest za późno.
Pamiętam klientkę, która podczas coachingu odkryła marzenie z dzieciństwa o wyjeździe na misje. Pracowała w zwykłej firmie i nie mogła znaleźć swojego miejsca. Po przejściu całego procesu rzeczywiście wyjechała na misje. Dziś pisze, że w końcu czuje, że jest na swoim miejscu i niczego jej nie brakuje.
Rzeczywistość i finanse
Wyobrażam sobie jednak, że nie zawsze jest tak kolorowo. Ktoś może marzyć o byciu fryzjerem czy otwarciu małego biznesu, ale ma na utrzymaniu trójkę dzieci i kredyt. Zderzenie z rzeczywistością bywa bolesne.
To prawda, wiele osób odkłada pragnienia lub nigdy ich nie realizuje z racjonalnych powodów. Proces rozeznawania jest wielowątkowy i wymaga dojrzałości. Sama przeszłam długą drogę – oprócz intensywnej modlitwy uczestniczyłam w rekolekcjach dla przedsiębiorców np. w Duszpasterstwie Talent u Sercanów w Warszawie , a także w rocznej biznesowej szkole rozwoju dla kobiet. W pewnym momencie wydawało mi się, że chcę otworzyć kawiarnię. Podjęłam konkretne kroki, szukałam lokalu. Dopiero z czasem zrozumiałam, że ludzie przychodzą do kawiarni na kawę i ciastko, a mi chodziło o znacznie głębszą pracę z człowiekiem, gdzie będę mogła nieść realną pomoc na konkretne potrzeby ludzi
Pracując w rekrutacji, widziałam kandydatów na księgowych czy logistyków, którzy zapytani o prawdziwe pasje, opowiadali o chęci bycia leśnikiem, masażystką czy fryzjerem. Czułam niezgodę na to, jak wielu ludzi żyje w odcięciu od własnych marzeń. Powołanie jest również często odpowiedzią na ból, który dostrzegamy w świecie i na który nie chcemy się godzić.
Kiedy w 2016 roku wchodziłam na rynek jako „chrześcijański coach”, wielu ostrzegało mnie, że z samego coachingu trudno się utrzymać, a dodanie członu „chrześcijański” drastycznie zawęzi grupę odbiorców. Ja jednak czułam w sercu, że muszę być wierna swoim wartościom. Nazwa mojej działalności „Wypłyń na głębię” przyszła na modlitwie, gdy przez pół roku śpiewałam pieśń „Oceans” o chodzeniu po wodzie. Zapytałam wtedy siebie, czy naprawdę ufam Bogu na tyle, by iść tam, gdzie mnie wzywa.
Okazało się, że to była własna, unikalna nisza. Trafiają do mnie głównie chrześcijanie, ale też osoby niewierzące, które szukają profesjonalizmu i szanują jasno określone wartości.
I myślę, że w tym tkwi sedno powołania. Jeśli naprawdę rzetelnie podejdziemy do poznania siebie, swoich talentów i misji życiowej, to będziemy gotowi podjąć to ryzyko i zaufać Bogu nawet w obliczu lęków o finanse. Jeśli rzeczywiście mamy powołanie do robienia czegoś innego, to będziemy w tym najlepsi, a nie tylko przeciętni i ta nowa praca przyniesie nieoczekiwane owoce i zaspokoi nam nasze potrzeby. Mówię to ze swojego doświadczenia ale również wielu moich podopiecznych w coachingu kariery.
Coaching, psychoterapia a towarzyszenie duchowe
Czy zdarzają się sytuacje, w których musi Pani odmówić współpracy i odesłać klienta do innego specjalisty?
Oczywiście. Trzymam się standardów etycznych akredytacji ICF (International Coaching Federation), którą zdobywałam na kursie w Australii. Coaching wymaga jasno określonego celu i gotowości do przejścia z punktu A, gdzie jesteśmy do punktu B gdzie chcielibyśmy być
Jeśli podczas konsultacji wstępnej widzę, że człowiek przychodzi z nierozwiązanymi traumami, uogólnionym cierpieniem czy silnymi stanami lękowymi, nie podejmuję się coachingu. W takich sytuacjach proponuję konsultację u psychologa, psychoterapeuty lub psychiatry. Coaching nie zastępuje leczenia i nie jest odpowiedzią na wszystkie nasze problemy.
Lubisz nasze artykuły?
A jak porównałaby Pani coaching chrześcijański do kierownictwa duchowego?
Coaching to proces zamknięty i ukierunkowany na konkretne działanie. Świecki coaching prowadzi osobę z punktu A do B (np. zmiana pracy), natomiast coaching chrześcijański uwzględnia punkt C – czyli miejsce, w którym dany człowiek chce być według woli Bożej. Zawsze pracujemy jednak na konkretach: jak zarządzać ludźmi, jak wypracować asertywność czy jak wdrożyć nawyk regularnego czytania Pisma Świętego. Każda sesja kończy się zadaniem do wykonania.
Kierownictwo duchowe dotyczy bezpośrednio sfery relacji z Bogiem i nie zawsze musi przekładać się na mierzalne, strukturalne cele projektowe – może być po prostu towarzyszeniem i rozmową.
Jako coach nigdy też nie daję gotowych odpowiedzi ani nie doradzam, bo to byłoby branie odpowiedzialności za czyjeś życie. Poprzez pytania i narzędzia prowadzę klienta tak, aby sam odnalazł właściwą drogę i podjął za nią odpowiedzialność.
Tutaj znajdziesz Barbarę Karską-Woźniak








![Oszałamiający kościół na Bagnach Lublańskich [zdjęcia]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2023/09/st-miachel-church-lublana.jpg?resize=150,150&q=75)




