Przejdz do tresci glownej

„Nie pozwalajcie nazywać się nauczycielami”. Czy wolno zatem mówić „proszę księdza”?

5 min czytania
kaplan_w_czasie_modlitwy.jpg

Autor: Shutterstock

W Ewangelii według św. Mateusza Jezus mówi do uczniów: „Nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście” (Mt 23,8). Chwilę później dodaje: „Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem” oraz „Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami” (Mt 23,9–10).

TODO MESSAGE :

Czy z tych słów wynika, że chrześcijanin powinien zrezygnować z każdego tytułu odnoszącego się do osoby duchownej, a zwrot „proszę księdza” uznać za sprzeczny z Ewangelią? Takie sugestie pojawiły się ostatnio w mediach społecznościowych, ale interpretacja ta wydaje się zbyt daleko idąca. Pomija zarówno kontekst wypowiedzi Jezusa, jak i sposób, w jaki rozumieli ją dawni komentatorzy chrześcijańscy.

Jezus przestrzega nie przed słowem, lecz przed pychą

Cały fragment Mt 23,5–12 dotyczy uczonych w Piśmie i faryzeuszów, którzy zabiegali o pierwsze miejsca, publiczne oznaki uznania i zaszczytne pozdrowienia. Problemem nie był zatem sam tytuł „Rabbi”, lecz pragnienie wywyższenia się ponad innych i przypisania sobie autorytetu należnego ostatecznie Bogu.

Tak właśnie odczytuje ten tekst św. Jan Chryzostom. W komentarzach zebranych przez św. Tomasza z Akwinu w Catena Aurea zauważa on, że Jezus piętnuje przede wszystkim próżność oraz ambicję związaną z zajmowaniem „katedry nauczyciela”. Pseudo-Chryzostom dopowiada, że chodzi o ludzi, którzy chcą być nazywani nauczycielami, lecz zaniedbują obowiązki nauczyciela. Pragną nazwy, ale nie chcą podjąć służby, którą ta nazwa oznacza.

To ważne rozróżnienie. Jezus nie układa słownika zakazanych wyrazów. Odsłania raczej chorobę serca: głód zaszczytów, potrzebę dominowania nad innymi oraz pokusę uczynienia z duchowego urzędu narzędzia własnej wielkości.

Tytuł nie może zastąpić Boga

Szczególnie jasno ujmuje to Pseudo-Chryzostom: człowiek nie powinien przywłaszczać sobie tego, co należy do Boga, ani oddawać innemu człowiekowi czci boskiej. Jeden jest bowiem Nauczyciel w znaczeniu ostatecznym — Ten, od którego pochodzi prawda i zdolność jej przyjęcia.

Nie znaczy to jednak, że nie istnieją ludzcy nauczyciele. Sam św. Paweł nazywa siebie „nauczycielem pogan” (por. 1 Tm 2,7), a chrześcijan w Koryncie określa jako swoje dzieci zrodzone przez Ewangelię (por. 1 Kor 4,15). Pismo Święte posługuje się więc słowami „ojciec” i „nauczyciel” w odniesieniu do ludzi. Czyni to jednak bez odbierania Bogu Jego wyjątkowego ojcostwa i nauczycielskiego autorytetu.

Święty Hieronim, komentując 23 rozdział Ewangelii wg św. Mateusza, wyjaśnia, że czym innym jest być Ojcem lub Nauczycielem z natury, a czym innym uczestniczyć w ojcostwie albo nauczaniu i nosić taki tytuł ze względu na wiek, szacunek czy pełnioną posługę. Jeden Ojciec i jeden Nauczyciel nie wykluczają więc istnienia ludzkich ojców oraz nauczycieli. Ich autorytet jest pochodny — nie zastępuje Boga, lecz powinien do Niego prowadzić.

Orygenes dodaje jeszcze jeden istotny warunek: głoszący słowo Boże powinien wiedzieć, że to Chrystus daje jego posłudze owoc. Dlatego ma uważać się za sługę, a nie za źródło prawdy. Sednem Jezusowego wezwania pozostają słowa: „Największy z was niech będzie waszym sługą” (Mt 23,11). 

Co właściwie znaczy polskie słowo „ksiądz”?

Warto zauważyć, że „ksiądz” nie jest polskim odpowiednikiem słowa „Rabbi” ani deklaracją, że dany człowiek jest najwyższym nauczycielem wiary.

Wyraz ten ma długą i ciekawą historię. Według Wielkiego słownika języka polskiego PAN pochodzi od prasłowiańskiego kъnędzь, oznaczającego panującego, władcę lub księcia; jego dalszym źródłem jest germańskie kuningaz — „król”. Dawne znaczenie „pan” zostało w średniowieczu przeniesione na osoby duchowne, które zwyczajowo tak tytułowano. Znaczenie odnoszące się do kapłana jest w polszczyźnie poświadczone już od drugiej połowy XIII wieku. 

„Ksiądz” stał się więc nazwą duchownego posiadającego święcenia kapłańskie, a zarazem tradycyjną polską formą zwracania się do niego. Słowo to opisuje posługę i miejsce człowieka we wspólnocie. Samo w sobie nie przyznaje mu boskiej godności, nie czyni go właścicielem prawdy ani nie stawia ponad Chrystusem.

Szacunek, który nie jest kultem

Mówiąc „proszę księdza”, nie wyznajemy wiary w nieomylność konkretnego człowieka. Posługujemy się przyjętą w polskiej kulturze formą grzecznościową — podobnie jak mówimy „panie profesorze”, „pani doktor” czy „panie sędzio”. Tytuł wyraża uznanie dla pełnionej funkcji, nie zaś zgodę ze wszystkim, co dana osoba mówi i robi.

Oczywiście każdy tytuł może zostać źle użyty. Duchowny może przywiązać się do oznak prestiżu, a wierni mogą otaczać go czcią, która przesłania Chrystusa. Właśnie przed tym ostrzega Ewangelia. Ostrzeżenie to powinno być traktowane poważnie — najpierw przez samych duchownych. Nie wynika z niego jednak obowiązek wykreślenia z języka słów określających kościelne posługi.

Dlatego żądanie, aby na podstawie Mt 23,8 nie używać tytułu „ksiądz”, jest nadużyciem sensu biblijnego tekstu. Bierze jedno zdanie w oderwaniu od kontekstu i zamienia wezwanie do pokory w przepis językowy.

Możemy więc powinniśmy nadal mówić „proszę księdza” — życzliwie, naturalnie i bez teologicznego niepokoju. Dobrze jednak, aby temu tytułowi zawsze towarzyszyła pamięć o słowach Jezusa: w Kościele wszyscy jesteśmy braćmi, a każdy powierzony urząd ma być przede wszystkim służbą. Tytuł jest uprawniony. Ewangelia przypomina jedynie, że najpiękniej brzmi wtedy, gdy człowiek, który go nosi, nie szuka własnej chwały, lecz wskazuje na jedynego Nauczyciela — Chrystusa.