Przejdz do tresci glownej

Katecheci odpowiadają Barbarze Nowackiej: nie chodzi o „przymusową katechezę”

5 min czytania
shutterstock_2469833709.jpg

Autor: Shutterstock

„Nie domagamy się przywileju dla religii. Domagamy się szacunku dla obywateli” – pisze Stowarzyszenie Katechetów Świeckich w liście otwartym do minister edukacji Barbary Nowackiej. Katecheci zarzucają szefowej MEN, że przedstawia spór o miejsce religii w szkole jako konflikt rządu z biskupami, choć za postulatem zmian stoi obywatelski projekt ustawy poparty przez ponad pół miliona osób.

TODO MESSAGE :

Stowarzyszenie Katechetów Świeckich odpowiedziało na wypowiedzi minister edukacji Barbary Nowackiej dotyczące stanowiska Prezydium Konferencji Episkopatu Polski. W opublikowanym 25 sierpnia liście otwartym organizacja przekonuje, że sednem obecnego sporu nie jest wprowadzenie obowiązkowej katechezy, lecz pytanie o miejsce wychowania religijnego i etycznego w szkole oraz o prawa rodziców i uczniów.

Bezpośrednim tłem listu jest oświadczenie Prezydium KEP „Młody człowiek zasługuje na więcej”. Biskupi skrytykowali w nim politykę MEN wobec lekcji religii i zaapelowali o przywrócenie im właściwego miejsca w systemie edukacji.

Religia albo etyka, a nie obowiązkowa katecheza

Pierwszy i zasadniczy argument katechetów dotyczy określenia „przymusowa katecheza”. Zdaniem SKŚ takie przedstawianie postulatu biskupów jest niezgodne z jego rzeczywistą treścią.

Proponowane rozwiązanie nie oznacza bowiem, że każdy uczeń miałby obowiązkowo chodzić na religię. Chodzi o obowiązek wyboru między religią a etyką. Uczeń – lub w przypadku młodszych dzieci jego rodzice – zachowywałby więc możliwość wyboru zajęć odpowiadających jego przekonaniom.

„Nie chodzi więc o przymus uczestnictwa w katechezie, lecz o zagwarantowanie każdemu młodemu człowiekowi udziału w zajęciach służących formacji aksjologicznej” – podkreśla Stowarzyszenie.

Drugi argument SKŚ dotyczy obywatelskiego charakteru inicjatywy. Katecheci zwracają uwagę, że postulat religii lub etyki nie pojawił się dopiero w oświadczeniu Episkopatu.

Jest zasadniczą częścią obywatelskiego projektu „TAK dla religii i etyki w szkole”. Pod projektem zebrano ponad pół miliona podpisów. Trafił on do Sejmu jako druk nr 1603, przeszedł pierwsze czytanie i został skierowany do prac w komisjach. Pierwsze czytanie odbyło się we wrześniu 2025 r., co potwierdza dokumentacja sejmowa.

Prace nad projektem jednak utknęły. W maju 2026 r. posiedzenie komisji zajmujących się projektem zostało przerwane w oczekiwaniu na stanowisko rządu.

I właśnie tutaj SKŚ dostrzega jeden z najważniejszych problemów obecnej debaty. Zdaniem stowarzyszenia minister edukacji odpowiada przede wszystkim biskupom, podczas gdy pomija fakt, że za proponowanym rozwiązaniem stoi formalna inicjatywa obywatelska.

„Projekt obywatelski nie jest własnością Kościoła ani żadnej partii politycznej. Jest własnością obywateli, którzy złożyli pod nim swoje podpisy” – zaznaczają autorzy listu.

Czy biskupi mają prawo zabierać głos w sprawie szkoły?

Katecheci odnoszą się również do zarzutu, że biskupi nie powinni ingerować w kwestie związane z programem nauczania.

Zdaniem SKŚ takie postawienie sprawy jest nieporozumieniem. Przedstawiciele Kościołów i związków wyznaniowych – podobnie jak organizacje rodziców, nauczycieli czy inne środowiska społeczne – są uczestnikami debaty publicznej. Mogą zatem przedstawiać swoje stanowisko w sprawach dotyczących wychowania, praw rodziców czy obecności religii w przestrzeni publicznej.

Czym innym jest bowiem podejmowanie decyzji przez władzę publiczną, a czym innym prawo do uczestniczenia w debacie nad tymi decyzjami.

„Demokracja nie polega na tym, że minister edukacji może decydować, kto ma prawo wyrażać opinię na temat szkoły. Demokracja polega także na wysłuchaniu tych, z którymi się nie zgadzamy” – pisze Stowarzyszenie.

A co z młodymi odchodzącymi od Kościoła?

SKŚ odpowiada również na argument minister Nowackiej, że biskupi powinni zastanowić się przede wszystkim nad przyczynami odchodzenia młodych ludzi od Kościoła. Co ciekawe, autorzy listu nie odrzucają samego pytania. Przyznają, że można i należy dyskutować zarówno o kondycji Kościoła, jak i o jakości katechezy czy spadającej frekwencji na lekcjach religii.„Możemy – i powinniśmy – pytać, co zrobić, aby młodzi chcieli na te lekcje przychodzić” – stwierdzają.

Ich zdaniem jest to jednak osobny problem. Nawet słabość katechezy czy spadek zainteresowania nią nie rozstrzygają kwestii prawnej i politycznej: w jaki sposób państwo powinno traktować rodziców i uczniów, którzy chcą korzystać z edukacji religijnej, oraz obywateli, którzy skorzystali z konstytucyjnego prawa inicjatywy ustawodawczej.

Katecheci chcą sporu na argumenty

W końcowej części listu Stowarzyszenie apeluje przede wszystkim o zmianę sposobu prowadzenia debaty. Jego przedstawiciele sprzeciwiają się określaniu sporu wokół religii w szkole mianem „awantury” i używaniu wobec jego uczestników politycznych etykiet. Ich zdaniem dyskusja powinna powrócić do konkretnego pytania: co dalej z obywatelskim projektem ustawy popartym przez ponad pół miliona osób?

SKŚ nie ukrywa przy tym własnego stanowiska. Uważa, że religia i etyka powinny zachować ważne miejsce w polskiej szkole, a prawo rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami powinno być realnie respektowane.

List kończy się jednak argumentem szerszym niż sam spór o katechezę. Chodzi o sposób, w jaki państwo traktuje obywateli, którzy korzystają z demokratycznych procedur. „Ponad pół miliona podpisów zobowiązuje nie tylko jego autorów. Zobowiązuje przede wszystkim tych, którzy sprawują władzę w imieniu obywateli” – podkreślają katecheci.I dodają: „Nie domagamy się przywileju dla religii. Domagamy się szacunku dla obywateli, prawa do wychowania zgodnego z przekonaniami oraz uczciwej debaty o tym, czego potrzebuje młody człowiek”.