Przejdz do tresci glownej

Warszawa nie może stać się rynkiem zbytu dla surogacji. Czas na jasny zakaz

5 min czytania
shutterstock_2096223250.jpg

Autor: Shutterstock

12 i 13 września w Warszawie ukraińska klinika BioTexCom planuje konferencję, na której będzie oferować pakiety komercyjnej surogacji wycenione nawet na blisko 65 tysięcy euro. To wydarzenie – choć zorganizowane pod szyldem spotkania informacyjnego – powinno być sygnałem alarmowym. Nie dlatego, że ktoś próbuje ominąć przepisy w jakimś marginalnym zakresie prawa. Dlatego, że w Polsce wciąż nie ma jasnego przepisu, który wprost zakazywałby handlu ciałem kobiety i losem dziecka jeszcze przed jego narodzeniem.

TODO MESSAGE :

Polskie prawo nie zna dziś instytucji macierzyństwa zastępczego – ani jej nie reguluje, ani nie zakazuje wprost jako odrębnego przestępstwa. Jedynym punktem odniesienia pozostaje art. 61 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, według którego matką jest kobieta, która urodziła dziecko, niezależnie od wcześniejszych umów. To przepis pomyślany do innych celów, a nie po to, by rozstrzygać, czy transgraniczny biznes reprodukcyjny może swobodnie rekrutować klientów na polskiej ziemi.

Efekt tej luki widać dziś jednak bardzo dobrze. Firma, która na Ukrainie działa legalnie, przyjeżdża do Warszawy, wynajmuje lokal przy Alejach Jerozolimskich i w formularzu rejestracyjnym wprost pyta uczestników o zainteresowanie „macierzyństwem zastępczym” z użyciem własnych komórek jajowych lub komórek dawczyni oraz procedurami in vitro. Cennik nie pozostawia złudzeń co do charakteru oferty: pakiet Standardowy to 39,9 tys. euro, Standardowy Plus – 49,9 tys. euro, a pakiet VIP – niemal 65 tys. euro.

Prawnicy Ordo Iuris trafnie wskazują, że konkretne działania – przekazanie dziecka za wynagrodzeniem, pośrednictwo w takiej transakcji – mogą podpadać pod przepisy o handlu ludźmi (art. 189a k.k.) lub nielegalnym pośrednictwie w adopcji (art. 211a k.k.). Ale to wciąż interpretacja, która musi przejść przez prokuraturę i sąd, a nie jasna, z góry ustalona granica. Poseł Michał Wójcik i Grzegorz Braun złożyli w tej sprawie odrębne zawiadomienia do prokuratury – co samo w sobie pokazuje, jak bardzo obowiązujące prawo nie nadąża za rzeczywistością.

To nie jest wyłącznie polski spór

Sprzeciw wobec komercyjnej surogacji nie jest odosobnionym stanowiskiem środowisk pro-life w Polsce – ma oparcie zarówno w nauczaniu Kościoła, jak i w dokumentach organizacji międzynarodowych zajmujących się ochroną dzieci.

Papież Franciszek w przemówieniu do korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy Stolicy Apostolskiej w styczniu 2024 roku wprost wezwał społeczność międzynarodową do powszechnego zakazu surogacji, nazywając tę praktykę „godną pożałowania” i „poważnym naruszeniem godności kobiety i dziecka”. Podkreślił, że dziecko „jest zawsze darem, a nigdy podstawą umowy handlowej” – i że życie nienarodzonego dziecka nie może być „przedmiotem handlu”.

Także na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych temat nie jest traktowany jako marginalny. Specjalny Sprawozdawca ONZ ds. sprzedaży i wykorzystywania seksualnego dzieci, Maud de Boer-Buquicchio, w raporcie dla Rady Praw Człowieka z 2018 roku poświęciła osobne studium tematyczne relacji między surogacją a sprzedażą dzieci, zwracając uwagę na ryzyko, że komercyjne umowy surogacyjne mogą w praktyce prowadzić do traktowania dziecka jak towaru. W pkt 41 stwierdza też, że komercyjna surogacja w praktykowanej obecnie formie zazwyczaj stanowi sprzedaż dzieci w rozumieniu praw człowieka.

Dlaczego regulacja nie wystarczy – potrzebny jest zakaz

Krytycy komercyjnej surogacji, w tym organizacje pro-life z Polski i Ukrainy, które wspólnie wystąpiły przeciwko konferencji BioTexCom, wskazują na dwa splecione ze sobą problemy. Po pierwsze – wyzysk ekonomiczny kobiet w trudnej sytuacji materialnej, nasilony dodatkowo przez wojnę w Ukrainie. Według danych ukraińskiej policji pośrednicy potrafili pobierać od klientów 50–70 tys. euro za dziecko, podczas gdy same matki zastępcze otrzymywały zaledwie 8–10 tys. euro. Po drugie – uprzedmiotowienie dziecka, które od poczęcia staje się przedmiotem kontraktu, z ceną, specyfikacją i możliwością wyboru „pakietu”.

W tym kontekście samo „uregulowanie” surogacji – czyli np. dopuszczenie jej w formie altruistycznej, bez opłaty – nie usuwa fundamentalnego problemu jakim rozdzielenia macierzyństwa biologicznego od prawnego na mocy umowy oraz mechanizmu, w którym dziecko jest przekazywane stronie trzeciej zaraz po urodzeniu, niezależnie od tego, czy przepływają przy tym pieniądze. Dlatego głosy domagające się jasnego zakazu – a nie tylko doprecyzowania przepisów – mają fundamentalne uzasadnienie – dobro dziecka i godność kobiety trudno pogodzić z jakąkolwiek formą kontraktowego macierzyństwa zastępczego.

Warszawa jako precedens

Wydarzenie zaplanowane na 12–13 września trzeba traktować jako test, czy Polska pozwoli, by na jej terytorium – bez wyraźnego zakazu w prawie krajowym – rozwijał się rynek usług, których etyczna i prawna ocena od lat budzi sprzeciw Kościoła, organizacji broniących praw dziecka i jest sprzeczna z tradycją moralna i religijną naszego kraju. Jeśli państwo nie zareaguje jasnym przepisem, dzisiejsza konferencja informacyjna może stać się jutro elementem stałej oferty na polskim rynku. Istnieje niebezpieczeństwo, że Polska stanie regionalnym hubem dla tego niegodziwego procederu. Ta sprawa nie jest błaha, co więcej może połączyć bardzo różne środowiska działające z rozmaitych motywacji, ponieważ surogacja uderza w tak wiele fundamentalnych zasad etycznych, że znajduje przeciwników zarówno u ludzi religijnych jaki i religijnie obojętnych, także u wyborców prawicy i lewicy.