Przejdz do tresci glownej

Chrześcijanie w Ziemi Świętej. „Żywe kamienie” coraz bardziej zagrożone

8 min czytania
Jerusalem

Autor: Shutterstock

W Jerozolimie spotykają się z wyzwiskami i opluwaniem. Na Zachodnim Brzegu tracą ziemię i możliwość swobodnego przemieszczania się. W Gazie chronią się w kościołach. Chrześcijanie stanowią dziś zaledwie niewielki ułamek mieszkańców Ziemi Świętej, ale ich obecność nie jest jedynie pozostałością historii. Francuska Aleteia od wielu miesięcy pokazuje, że bez nich miejsca znane z Ewangelii mogą pozostać pięknymi sanktuariami, lecz przestaną być domem żywej wspólnoty.

TODO MESSAGE :

Ziemia Święta nie jest jednym państwem ani jednolitym obszarem administracyjnym. Także tamtejsi chrześcijanie nie tworzą jednego bloku politycznego: żyją w Izraelu, Jerozolimie Wschodniej, na Zachodnim Brzegu i w Gazie, należą do różnych Kościołów i podlegają odmiennym władzom. Łączy ich coraz większa kruchość obecności w miejscu, w którym narodziło się chrześcijaństwo.

Pod koniec kwietnia francuska zakonnica została zaatakowana na Górze Syjon, niedaleko Wieczernika. Nagranie pokazywało, jak napastnik gwałtownie rzuca ją na ziemię. W sierpniu jerozolimski sąd uniewinnił mężczyznę z powodu jego stanu psychicznego. Sprawa miała więc swój szczególny, indywidualny kontekst. Nie była jednak zdarzeniem całkowicie oderwanym od atmosfery, w której żyją dziś chrześcijanie w Jerozolimie.

Francuska Aleteia opisała zarówno sam atak, jak i późniejszy wyrok. Ten dramatyczny obraz stał się jednym z symboli zjawiska, które częściej przybiera znacznie mniej widowiskową postać: wyzwisk, gróźb, opluwania duchownych i zakonników, profanowania obiektów religijnych. Pojedynczy incydent można wyjaśnić szaleństwem sprawcy. Serii podobnych zdarzeń nie sposób już jednak zbyć takim wyjaśnieniem.

Jerozolima: pogarda staje się codziennością

W lipcu francuska edycja Aleteii przytoczyła dane izraelskiego Religious Freedom Data Center. W kwartalnym raporcie odnotowano 83 ataki i akty wrogości wobec chrześcijan. Ponad połowę stanowiło opluwanie – zachowanie często rejestrowane w biały dzień przez kamery. Zdecydowana większość zdarzeń miała miejsce w Jerozolimie, szczególnie na Starym Mieście i w pobliżu dzielnicy ormiańskiej.

Jak zauważa francuska Aleteia, nie są to akty przemocy porównywalne z bombardowaniem Gazy. Działają jednak powoli i systematycznie: niszczą zaufanie, utrwalają strach, sprawiają, że wspólne życie staje się coraz trudniejsze. Kard. Pierbattista Pizzaballa, łaciński patriarcha Jerozolimy, mówi o narastającym wpływie religijno-politycznego mesjanizmu i coraz głębszych podziałach w izraelskim społeczeństwie.

Niepokój pogłębiły wydarzenia z Niedzieli Palmowej 2026 r., kiedy po raz pierwszy od stuleci przedstawicielom Kościołów odmówiono dostępu do bazyliki Grobu Bożego. Po międzynarodowych protestach władze izraelskie wycofały się z decyzji. Pozostało jednak pytanie, czy środki wprowadzane jako wyjątek nie staną się regułą. Rozmówca francuskiej Aleteii ostrzegał, że możliwość wspólnego przeżywania największych świąt jest dla miejscowych chrześcijan nie dodatkiem do życia, lecz jednym z fundamentów ich tożsamości.

Zachodni Brzeg: walka o ziemię i możliwość pozostania

Jeszcze trudniejsza jest sytuacja chrześcijan palestyńskich na Zachodnim Brzegu. W Taybeh – ostatniej miejscowości palestyńskiej zamieszkanej wyłącznie przez chrześcijan – mieszkańcy mierzą się z napadami osadników, podpaleniami i zajmowaniem gruntów. Podobne przypadki dotyczą Birzeit, Urtas, Beit Sahour i innych miejscowości.

Ks. Firas Khoury, proboszcz greckokatolickiej parafii św. Jerzego w Zababdeh, opowiadał Aleteii o obrzucaniu palestyńskich samochodów kamieniami i butelkami, blokadach oraz lęku przed opuszczaniem miejscowości. W 2025 r. podpalono także jego kościół. Duchowny mówił, że mieszkańcy tracą nie tylko poczucie bezpieczeństwa, ale również swobodę przemieszczania się i możliwość pracy.

„Nazywam chrześcijan, którzy tutaj żyją, żywymi kamieniami” – tłumaczył ks. Khoury. Jeśli znikną, pozostaną zabytki i miejsca święte, ale nie będzie już wspólnoty, która od pokoleń opowiada historię „swojego rodaka, Jezusa Chrystusa”.

Według przytoczonych przez Aleteię szacunków w Ziemi Świętej żyje dziś około 50 tys. chrześcijan, stanowiących zaledwie 1–2 proc. ludności. Dokładna liczba zależy oczywiście od tego, jakie terytorium i wspólnoty obejmiemy tym pojęciem. Kierunek zmian nie budzi jednak wątpliwości: chrześcijańska obecność słabnie.

Gaza: kościół jako schronienie

W Gazie zagrożenie ma najbardziej bezpośredni charakter. Niewielka wspólnota chrześcijańska skupia się wokół katolickiej parafii Świętej Rodziny i prawosławnej parafii św. Porfiriusza. Świątynie stały się schronieniem nie tylko dla wiernych, ale także dla innych mieszkańców uciekających przed walkami.

W lipcu 2025 r. kościół Świętej Rodziny został trafiony podczas izraelskiego ostrzału. Zginęły trzy osoby, kilka zostało rannych, wśród nich proboszcz, ks. Gabriel Romanelli. Po ataku kard. Pizzaballa i prawosławny patriarcha Jerozolimy Teofil III weszli do Gazy, by odwiedzić wspólnotę.

Francuska Aleteia pisała wówczas o około 600 chrześcijanach związanych z parafią. To grupa niewielka liczebnie, lecz jej znaczenie nie wyczerpuje się w statystyce. Kościół pomaga wszystkim mieszkańcom, niezależnie od wyznania. Miejscowi chrześcijanie dzielą los ludności cywilnej, wystawionej zarazem na skutki izraelskich bombardowań i – jak podkreślał kard. Pizzaballa – na przemoc Hamasu.

W kwietniowym liście pasterskim kard. Pizzaballa nazwał parafię Świętej Rodziny i Caritas „obliczem Chrystusa pośród grozy”. Zwracał uwagę, że chrześcijanie nie mają być neutralnym buforem między Izraelczykami i Palestyńczykami ani grupą odseparowaną od niechrześcijańskich sąsiadów. Mają być „solą, światłem i zaczynem” społeczeństw, do których należą.

Puste ulice oznaczają puste portfele

Wojna zagraża chrześcijanom nie tylko przez przemoc. Równie groźna jest utrata podstaw utrzymania. Znaczna część rodzin w Jerozolimie, Betlejem i Nazarecie żyje bezpośrednio lub pośrednio z pielgrzymek: prowadzi hotele, restauracje, sklepy z pamiątkami i warsztaty wyrobów z drewna oliwnego; pracuje jako przewodnicy, kierowcy i rzemieślnicy.

Po terrorystycznym ataku Hamasu z 7 października 2023 r. i rozpoczęciu wojny ruch pielgrzymkowy niemal zamarł. W 2024 r. francuska Aleteia informowała o spadku liczby gości o 70–90 proc. „Dawniej na wejście do Grobu Bożego czekało się dwie godziny, teraz wystarczą dwie minuty” – mówił bp William Shomali. Dla pielgrzyma może to brzmieć jak wygoda. Dla miejscowej rodziny oznacza brak pracy.

Dlatego obecność pielgrzymów ma wymiar większy niż turystyczny. Jest spotkaniem z lokalnym Kościołem i realnym wsparciem ludzi, którzy zdecydowali się pozostać. Oczywiście podróż musi uwzględniać aktualne ostrzeżenia i sytuację bezpieczeństwa. Gdy jednak pielgrzymki są możliwe, korzystanie z usług miejscowych chrześcijan może być jedną z najbardziej konkretnych form solidarności.

Szkoły i szpitale – laboratoria przyszłości

Najważniejszym narzędziem zatrzymania chrześcijańskich rodzin pozostaje edukacja. „Posłać dzieci do szkoły to znaczy projektować przyszłość” – mówił jeden z rozmówców francuskiej Aleteii. Szkoła katolicka w Zababdeh, do której uczęszcza 1200 chrześcijańskich i muzułmańskich uczniów, działa mimo kryzysu.

W 2025 r. patriarcha łaciński zdecydował o umorzeniu zaległości czesnego rodzin w szkołach patriarchatu. Był to kosztowny gest, ale również jasny komunikat: te rodziny mają tu przyszłość.

Podobną rolę pełnią szpitale i dzieła społeczne. W jerozolimskim szpitalu św. Ludwika pracują Izraelczycy i Palestyńczycy, a leczeni są żydzi, chrześcijanie i muzułmanie. Właśnie takie miejsca kard. Pizzaballa nazywa „laboratoriami przyszłości”. Dialog nie jest tam konferencyjnym hasłem. Przyjmuje postać nauczyciela prowadzącego lekcję, pielęgniarki opiekującej się chorym i człowieka podającego drugiemu szklankę wody.

Nie mogą zostać strażnikami muzeum

Największym zagrożeniem nie jest więc nagłe zniknięcie chrześcijan z mapy, lecz powolne wyczerpanie wspólnoty: brak pracy, utrata ziemi, ograniczenie swobody kultu i przemieszczania się, codzienne upokorzenia, wreszcie emigracja młodych rodzin. Pozostaną bazyliki, klasztory i archeologiczne świadectwa. Może zabraknąć ludzi, dla których są one częścią codziennego życia.

Chrześcijanie w Ziemi Świętej nie proszą o rolę uprzywilejowanej mniejszości. Chcą żyć na swojej ziemi, wychowywać dzieci, pracować i modlić się bez lęku. Ich obecność przypomina zarazem obu zwaśnionym społecznościom, że człowiek nie musi zostać zamknięty w logice odwetu.

Jak mówił w czerwcu kard. Pizzaballa, przemoc stała się w Ziemi Świętej „pierwszym językiem”. Chrześcijańska odpowiedź nie polega na milczeniu wobec krzywdy, lecz na uporczywym przypominaniu, że istnieje również język przebaczenia, służby i pokoju.

Tekst opracowany na podstawie publikacji francuskiej edycji Aleteii.