Przejdz do tresci glownej

Dolly Parton pokazała nam, że macierzyństwo można przeżywać na więcej niż jeden sposób

7 min czytania
DOLLY PARTON, SHINE

Autor: Dolly Parton | YouTube

Dolly Parton marzyła kiedyś o własnych dzieciach. Los zdecydował inaczej, a mimo to jej rodzina i tak urosła do ogromnych rozmiarów.

TODO MESSAGE :

W dniach po śmierci Dolly Parton nieuchronnie powróciło pytanie, które towarzyszyło jej przez całe życie: dlaczego nigdy nie miała dzieci? Odpowiadała na nie wielokrotnie, zwykle z otwartością i szczerością typową dla niej, choć jej odpowiedzi z czasem trochę się zmieniały.

Gdy była młoda i dopiero zaczynała życie z mężem, Carlem Deanem, dzieci wydawały się naturalną częścią wspólnej przyszłości. „Po prostu zakładaliśmy, że będziemy je mieć” – wspominała. Rozmawiali nawet o imionach. W typowo dla siebie stylu zastanawiała się, czy ich dzieci byłyby wysokie jak Carl, czy „małe i przysadziste jak ona”. Córce mieli dać na imię Carla. „Rozmawialiśmy o tym, marzyliśmy o tym” – mówiła – „ale widocznie nie miało nam być to dane”.

Mała Carla nigdy się nie urodziła – podobnie jak żadne z dzieci, o których marzyli. Dolly przyznawała, że przez pewien czas zastanawiała się, czy powinna tego żałować. Z czasem doszła jednak do wniosku, że nie żałuje. „Nie tęsknię za tym tak, jak się kiedyś obawiałam” – mówiła w 2023 roku.

Dobrze siebie znała i przeczuwała, że macierzyństwo zmieniłoby wszystko. „Myślę, że byłabym dobrą matką” – wyznała w rozmowie z „The Guardianem” – ale była pewna, że rozstawanie się z dziećmi z powodu pracy byłoby dla niej bardzo trudne. „Pewnie zrezygnowałabym ze wszystkiego innego. Wszystko wyglądałoby inaczej. Prawdopodobnie nie zostałabym gwiazdą”.

Ciocia-Babcia

Mimo to w życiu Dolly nigdy nie brakowało dzieci. Jako czwarta z dwanaściorga rodzeństwa, dorastając w Tennessee, zdążyła się nauczyć opiekować maluchami, zanim jeszcze pomyślała o własnych. Gdy przyszła sława i pieniądze, pięcioro młodszego rodzeństwa zamieszkało z nią i Carlem w Nashville. „Posłaliśmy ich do szkoły” – opowiadała później w audycji Fresh Air. Kiedy te rodzeństwa dorosły i same założyły rodziny, Dolly i Carl zyskali nowe, urocze przydomki: Ciocia-Babcia i Wujek-Dziadek.

Dolly z entuzjazmem wcielała się w tę rolę. Pomagała siostrzeńcom i bratankom kupować pierwsze samochody i iść na studia, uwielbiała kolejne pokolenie i żartowała, że „obarczono ją gromadą dzieciaków, choć żadne z nich nie było jej własne”. Dzieci najwyraźniej kochały ją tak samo mocno. Sama miała na to swoją teorię: „Myślę, że dzieci lgną do mnie, bo kojarzę im się z Mamą Gąską albo z wróżką chrzestną”.

Trudno wyobrazić sobie kogoś lepiej stworzonego do roli wróżki chrzestnej – ale rodzina Dolly miała urosnąć znacznie bardziej, niż mógłby unieść nawet cały klan Partonów.

Rodzina na skalę, jakiej nikt się nie spodziewał

W 1995 roku, ku pamięci ojca Roberta Lee Partona – człowieka, którego opisywała jako niezwykle bystrego, choć niepotrafiącego czytać ani pisać – założyła Imagination Library. Dolly wiedziała, jak bardzo ten brak umiejętności ograniczał ojcu życie, dlatego zaczęła wysyłać darmowe książki dzieciom ze swojego rodzinnego hrabstwa w Tennessee. Trzydzieści jeden lat później program działa już w pięciu krajach i rozesłał ponad 300 milionów książek.

Te liczby robią wrażenie, ale najwięcej mówi to, jak Dolly myślała o pojedynczym dziecku. Książki przychodzą co miesiąc, od narodzin aż do piątych urodzin, zaadresowane osobiście do malucha – a Dolly uwielbiała fakt, że najmłodsi czytelnicy wiedzieli, że ta paczka jest naprawdę ich. Podczas jednego z wystąpień w National Press Club opowiadała, że dzieci myślały, iż to ona osobiście wkłada książki do skrzynek. Bardzo ją to cieszyło.

Wiedziała też, że dzieci naprawdę czekają na te przesyłki. Dziś należy do nich trzyletni Simon Dockery z Georgii. Jego mama powiedziała w rozmowie z Reutersem, że chłopiec z niecierpliwością sprawdza skrzynkę pocztową, by zobaczyć, jaka książka od Dolly właśnie przyszła – a jego młodszy braciszek Samuel zaczyna teraz dostawać własne egzemplarze.

Pomnóżcie takich chłopców przez miliony, a łatwiej zrozumiecie niezwykły zasięg Dolly: domy, do których nigdy nie weszła, dzieci, których imion nigdy nie poznała, i półki powoli zapełniające się książkami tylko dlatego, że gdzieś w Tennessee zdecydowała, iż powinny je mieć. A kiedy dzieci kończyły pięć lat, wcale nie przestawała się nimi zajmować – pisała do nich osobiście.

Jej mali czytelnicy dostawali „list pożegnalny”, w którym zachęcała ich, by dalej czytali, marzyli i byli dobrzy dla innych. Przypominała im, że mogą zostać, kimkolwiek zechcą, i zapewniała, że zawsze będzie im kibicować.

Jej najważniejsza rola

Może właśnie dlatego określenie „pani od książek”, jak sama siebie nazywała, pasowało do niej tak trafnie – i jest w tym coś naprawdę pięknego. Jej ojciec dożył czasów, gdy Imagination Library zaczęła się rozwijać, i był bardzo dumny, gdy dzieci zaczęły nazywać jego słynną córkę właśnie tym mianem. Dla kobiety, która miała już mnóstwo prestiżowych tytułów, ten jeden ceniła wyjątkowo. Sama napisała później:

„Tata powiedział mi, że Imagination Library to prawdopodobnie najważniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłam”.

To rzuca też nowe światło na coś, co Dolly powiedziała Oprah Winfrey w 2020 roku, mówiąc o dzieciach, których nigdy nie miała z Carlem, i o życiu, które potoczyło się inaczej:

„Nie miałam dzieci, bo wierzyłam, że Bóg nie chciał, żebym je miała – żeby wszystkie dzieci na świecie mogły być moje”.

Może najpiękniejsze jest to, że wiele z tych dzieci było zbyt małych, by w ogóle zrozumieć, kim naprawdę jest ich dobrodziejka. Nagrody Grammy nic dla nich nie znaczyły, podobnie jak przeboje numer jeden, wyprzedane koncerty czy fakt, że ich „pani od książek” napisała jedną z najsłynniejszych piosenek świata. Ale paczkę, która przychodziła pocztą specjalnie dla nich, rozumiały doskonale.

A jakby tego było mało – w czasie pandemii COVID Dolly przez dziesięć czwartkowych wieczorów czytała na głos książki dla dzieci na YouTube, dla wszystkich malców uwięzionych w domach. To jeden z tych drobnych gestów, które mówią o niej najwięcej: gdy dzieciom było ciężko, jej pierwszym odruchem było usiąść i przeczytać im bajkę.

Choć królowa country nigdy nie doczekała się wymarzonej córeczki Carli, otoczyła się w końcu ogromną, niecodzienną rodziną – częściowo spokrewnioną z nią przez krew, a w znacznie większej mierze złączoną z nią przez książkę, która co miesiąc trafiała pod czyjeś drzwi.

Powiedziała kiedyś, że dzieci wszystkich innych mogą być jej własnymi. I w bardzo ważnym sensie – tak właśnie było.