Przejdz do tresci glownej

Prezydent Kolumbii broni wiary, mimo nacisków sądu

3 min czytania
shutterstock_2676687941.jpg

Autor: Shutterstock

7 sierpnia 2026 roku, w Cali, Abelardo de la Espriella złożył przysięgę jako nowy prezydent Kolumbii. Ceremonia inauguracyjna, w przeciwieństwie do wielu poprzednich, zawierała blisko półgodzinny moment modlitwy i uwielbienia, w którym głos zabrali rabin David Michan, ewangelicki pastor Eduardo Cañas Estrada oraz katolicki duchowny reprezentujący Konferencję Episkopatu Kolumbii. Na scenie ustawiono także wizerunek Matki Bożej Fatimskiej.

TODO MESSAGE :

Dla wielu obserwatorów było to wydarzenie bez precedensu – pierwszy raz w historii laickiego konstytucyjnie państwa kolumbijskiego, gdy przedstawiciele trzech tradycji religijnych wspólnie modlili się podczas oficjalnej ceremonii władzy. Część komentatorów odebrała jako wyraz odwagi prezydenta i duchownych w czasach, gdy jawne odwoływanie się do wiary w polityce bywa w wielu krajach traktowane jako coś niestosownego.

Nacisk sądu i reakcja prezydenta

Trzy tygodnie później, 26 sierpnia, Sąd Piąty Pracy Okręgu w Bogocie – rozpatrując skargę złożoną przez obywatela Omara Alberto Franco Becerrę – orzekł, że ceremonia naruszyła zasadę religijnej neutralności państwa. Sąd nakazał prezydentowi (a także przewodniczącemu Kongresu, Honorio Henríquezowi) publiczne przeprosiny w oficjalnym wystąpieniu radiowo-telewizyjnym, a ponadto wydanie dyrektywy przypominającej urzędnikom o obowiązku zachowania neutralności religijnej.

De la Espriella, mimo że jego zespół prawny formalnie zaskarżył wyrok 31 sierpnia, zdecydował się nie czekać na rozstrzygnięcie odwołania i już wieczorem 31 sierpnia wygłosił oświadczenie. Uczynił to jednak w sposób, który pokazał, że można pogodzić poszanowanie dla instytucji państwa z niezachwianym wyznawaniem własnej wiary. Prezydent powiedział:

Chociaż uważam się za osobę wierzącą – jestem katolikiem – szanuję rozdział Kościoła od państwa i będę gwarantować wolności i prawa wszystkich Kolumbijczyków bez rozróżnienia, w tym wolność wyznawania dowolnej religii lub żadnej […]. Jeśli ten akt wywołał u kogokolwiek dyskomfort lub uraził, ja, jako głowa państwa, pragnę przeprosić. […] I niech żyje Chrystus Król, niech Bóg błogosławi Kolumbię!

Siła, a nie porażka

Dla sympatyków De la Espriella ta krótka wypowiedź stała się symbolem czegoś więcej niż formalnego zadośćuczynienia wyrokowi sądu. Zwraca się uwagę na kilka elementów.

Formalne posłuszeństwo wobec prawa przy jednoczesnym zachowaniu godności. Prezydent nie zanegował orzeczenia sądu ani nie wdał się w otwarty konflikt z władzą sądowniczą – spełnił nałożony obowiązek, jednocześnie nie wyrzekając się ani słowem swojej tożsamości religijnej.

Rozróżnienie między przeprosinami za „dyskomfort” a wyrzeczeniem się przekonań. De la Espriella przeprosił warunkowo – „jeśli ktoś poczuł się urażony” – co jest przeprosinami za odbiór, a nie przyznaniem się do błędu w treści.

Zamknięcie wystąpienia okrzykiem religijnym. Fakt, że oficjalne, wymuszone przez sąd oświadczenie zakończyło się słowami „Niech żyje Chrystus Król, niech Bóg błogosławi Kolumbię”, odczytywany jest przez komentatorów katolickich i konserwatywnych jako gest niepoddania się presji do całkowitego wymazania wątku religijnego z życia publicznego.

Spójność z wcześniejszymi deklaracjami. Już podczas kampanii i po zwycięstwie De la Espriella otwarcie mówił o obronie rodziny i wartości chrześcijańskich, więc dla wielu wyborców ten moment potwierdził, że jego deklaracje nie były wyłącznie retoryką wyborczą.