Przejdz do tresci glownej

Czy można wierzyć i jednocześnie przestać myśleć? Pięć „toksyn” współczesnego katolicyzmu

5 min czytania
Toksyny okładka

Autor: AI na podstawie okładki książki

Czy katolicyzm może osłabnąć nie dlatego, że jego przeciwnicy są zbyt silni, ale dlatego, że sami katolicy przestają myśleć własnymi kategoriami? Tomasz Rowiński w książce „Toksyny” opisuje pięć „złych duchów”, które jego zdaniem zatruwają dziś życie Kościoła. Najciekawszy jest być może jeden z nich: irracjonalizm.

TODO MESSAGE :

Tytuł książki Tomasza Rowińskiego nie pozostawia wątpliwości: „Toksyny. O pięciu złych duchach niszczących życie katolickie”. Autor nie zamierza pisać chłodnego podręcznika historii idei. Stawia diagnozę, miejscami ostrą i prowokacyjną, i zaprasza czytelnika do sporu.

Pięć opisanych przez niego „złych duchów” to: fałszywa jedność, niesamodzielność, personalizm, irracjonalizm oraz przywiązanie do świata. Warto jednak czytać o nich nie jak o pięciu niezależnych problemach. Układają się raczej w pewien ciąg.

Kiedy jedność staje się ważniejsza od prawdy

Pierwsza „toksyna” pojawia się wtedy, gdy w imię zachowania jedności zaczynamy przemilczać to, co niewygodne. Nie mówmy o tym, bo ktoś się obrazi. Nie przypominajmy tego fragmentu nauczania Kościoła, bo wywoła konflikt. Nie stawiajmy trudnych pytań, żeby nikogo nie stracić. Jedność jest przecież dla chrześcijan wartością. Rowiński pyta jednak: co się dzieje, kiedy ceną za nią staje się prawda?

Z tym wiąże się drugi problem – niesamodzielność. Katolik może bowiem zacząć patrzeć na świat cudzymi oczami. I nie chodzi wyłącznie o uleganie liberalnej kulturze. Autor krytykuje także sytuację, w której katolicka opinia staje się jedynie religijnym dodatkiem do programu konkretnego obozu politycznego. W obu przypadkach ginie coś ważnego: zdolność do powiedzenia „najpierw sprawdźmy, co rzeczywiście wynika z naszej wiary i z rozumnego namysłu nad dobrem”.

Wesprzyj aleteię

A co z personalizmem?

Jeszcze bardziej prowokacyjna jest krytyka personalizmu. To przecież jedno ze słów szczególnie dobrze zakorzenionych we współczesnym katolicyzmie. Mówimy o godności osoby, indywidualnym sumieniu, niepowtarzalności człowieka.

Rowiński nie odrzuca godności osoby. Ostrzega natomiast przed momentem, w którym osobiste doświadczenie zaczyna stawać ponad obiektywną prawdą. Jest różnica między stwierdzeniem, że normę moralną zawsze trzeba odnosić do konkretnego człowieka, a przekonaniem, że konkretna osoba może sama zdecydować, co w jej przypadku jest prawdą i dobrem. I właśnie tutaj dochodzimy do być może najciekawszego problemu tej książki.

Epoka rozumu, która staje się irracjonalna

Żyjemy w czasach niezwykłego prestiżu nauki. Nieustannie słyszymy o badaniach, danych, ekspertach i naukowym konsensusie. Mogłoby się więc wydawać, że nigdy wcześniej ludzkość nie była równie racjonalna.

A jednocześnie coraz częściej słyszymy: „dla mnie prawdą jest to, co czuję”, „moja prawda jest inna” albo „najważniejsze jest moje doświadczenie”. Ten paradoks Rowiński opisuje jako ducha irracjonalizmu.

Chrześcijaństwo nigdy nie było religią czystego uczucia. Jednym z centralnych słów chrześcijańskiej tradycji jest przecież Logos – rozum, słowo, sens. Przez stulecia chrześcijańscy filozofowie i teologowie próbowali pokazać, że wiara nie stoi w sprzeczności z rozumem, a świat nie jest chaosem pozbawionym poznawalnego porządku.

Problem zaczyna się wtedy, gdy wiara zostaje zredukowana do osobistego przeżycia: wierzę, ponieważ odczuwam potrzebę wiary. Co wówczas ma rozstrzygać o moralności, polityce, naturze człowieka czy kształcie społeczeństwa? Najczęściej – odpowiada Tomasz Rowiński – robi to po prostu dominująca kultura.

Nauka nie jest odpowiedzią na każde pytanie

I tutaj książka dotyka problemu bardzo współczesnego. Można bowiem ogromnie szanować naukę, a równocześnie przypisywać jej odpowiedzi na pytania, których nauka wcale nie potrafi rozstrzygnąć.

Biologia może opisać rozwój ludzkiego organizmu. Fizyka może powiedzieć nam niezwykle wiele o budowie materii. Medycyna może coraz skuteczniej przedłużać życie.

Ale żadna z tych nauk sama nie odpowie na pytanie: co jest dobre? Kim jest osoba? Dlaczego ludzkie życie posiada wartość? Jak powinno wyglądać dobre społeczeństwo?

To pytania filozoficzne i moralne. Techniczna racjonalność to jeszcze nie racjonalna cywilizacja. Dlatego kult „naukowości” może paradoksalnie współistnieć z głębokim irracjonalizmem. Możemy być niezwykle racjonalni technicznie i jednocześnie coraz mniej racjonalni wtedy, gdy pytamy o sens, dobro i prawdę.

Czy Kościół musi nadążać za światem?

Ostatnią z opisanych przez Rowińskiego toksyn jest przywiązanie do świata. Autor wraca tu do powojennego spotkania katolicyzmu z liberalnym humanizmem. Przez długi czas istniał pomiędzy nimi znaczący obszar wspólny: obrona praw człowieka, wolności religijnej, sprzeciw wobec totalitaryzmów czy przekonanie o szczególnej wartości ludzkiej osoby.

Tyle że współczesna kultura liberalna bardzo się zmieniła. Rowiński stawia więc pytanie, czy część katolików nie próbuje za wszelką cenę utrzymywać dawnego sojuszu – nawet wtedy, gdy oznacza to stopniowe dostosowywanie języka i przekonań Kościoła do oczekiwań świata.

Chrześcijańska odpowiedź nie polega przecież ani na pogardzie dla świata, ani na bezkrytycznym podążaniu za nim. Chrześcijanin powinien umieć świat kochać, ale również go osądzać. A żeby to zrobić, potrzebuje czegoś więcej niż aktualnie obowiązującej opinii większości.

Książka do dyskusji

Z Tomaszem Rowińskim można się spierać. Niektóre jego diagnozy są bardzo szerokie, inne z pewnością sprowokują sprzeciw – szczególnie krytyka personalizmu czy sposobu, w jaki współczesny katolicyzm próbował odnaleźć się w świecie liberalnym.

Ale być może właśnie dlatego warto „Toksyny” przeczytać. Bo najważniejsze pytanie tej książki brzmi nie: czy jesteś katolikiem konserwatywnym, czy postępowym? Brzmi ono raczej: Skąd właściwie bierzesz kryteria, według których oceniasz rzeczywistość? I jest to pytanie, przed którym trudno uciec.