Przejdz do tresci glownej

„Pan z wami”, ale wzrok już w mszale. Bp Pierskała o tym, co zdradza twarz celebransa

6 min czytania
801200335_1390505855975594_8266695146578577693_n.jpeg

Autor: Facebook / Diecezja Bydgoska

Przez kilka dni Bydgoszcz stała się miejscem najważniejszych w Polsce rozmów o liturgii. Obradowała tu komisja Episkopatu, a następnie spotkali się wykładowcy liturgiki. Podczas Mszy św. w bydgoskiej katedrze bp Rudolf Pierskała zwrócił uwagę na coś, czego nie znajdziemy w rubrykach: spojrzenie, twarz i autentyczną obecność celebransa.

TODO MESSAGE :

Kapłan mówi: „Pan z wami”, lecz już w czasie wypowiadania tych słów szuka wzrokiem kartki z intencją Mszy św. Wzywa wiernych: „Módlmy się”, ale jednocześnie przewraca strony mszału, próbując odnaleźć właściwą modlitwę. Słowa są poprawne, gesty mniej więcej się zgadzają, a jednak prawdziwego spotkania nie ma.

Takie bardzo zwyczajne obrazy przywołał bp Rudolf Pierskała, biskup pomocniczy diecezji opolskiej, podczas homilii wygłoszonej 9 września w bydgoskiej katedrze. Zamiast teoretycznego wykładu o liturgii zaproponował rachunek sumienia dotyczący tego, co podczas Eucharystii mówi twarz celebransa.

Bydgoszcz miejscem rozmowy o liturgii

Okazja była szczególna. W dniach 7–8 września w Bydgoszczy obradowała Komisja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Konferencji Episkopatu Polski. Jej pracom przewodniczył bp Piotr Greger, biskup pomocniczy diecezji bielsko-żywieckiej, który pozostał przewodniczącym komisji na kolejną pięcioletnią kadencję.

Liturgiści zajmowali się m.in. projektem obrzędu błogosławieństwa katechisty oraz programem formacyjnym dla lektorów, akolitów i katechistów. Omawiano także pytania dotyczące kalendarza liturgicznego, formacji kandydatów do diakonatu stałego oraz nowych tekstów liturgicznych. Uczestnicy sprawowali w bydgoskiej katedrze I Nieszpory ku czci Najświętszej Maryi Panny Matki Pięknej Miłości, patronki diecezji.

Następnie Bydgoszcz gościła uczestników 61. Sympozjum Wykładowców Liturgiki na Wydziałach Teologicznych i w Wyższych Seminariach Duchownych w Polsce. To właśnie dla nich bp Pierskała odprawił w katedrze poranną Mszę św. połączoną z Jutrznią.

Jezus najpierw spojrzał

Punktem wyjścia homilii stało się pozornie nieistotne zdanie z Ewangelii św. Łukasza. Zanim Jezus wypowiedział błogosławieństwa i przestrogi, „podniósł oczy na swoich uczniów i mówił”.

Bp Pierskała zatrzymał się przy tym geście. Jezus nie przemawiał ponad głowami słuchaczy. Nie odczytywał jedynie przygotowanego tekstu. Najpierw spojrzał na konkretnych ludzi, a dopiero potem zwrócił się do nich ze swoim słowem.

W zwykłej rozmowie jest to czymś naturalnym: gdy mówimy do drugiego człowieka, patrzymy na niego. W liturgii ten prosty gest nabiera jednak głębszego znaczenia. Biskup określił je jako „mistagogię twarzy”. Spojrzenie celebransa może pomóc wiernym wejść w tajemnicę, ale może też ujawnić roztargnienie, pośpiech albo rutynę.

Kiedy ksiądz mówi jedno, a myśli o drugim

Kaznodzieja wskazał na dwie skrajności. Pierwszą jest zamiana spojrzenia w narzędzie kontroli. Proboszcz niewielkiej parafii doskonale wie, kto zwykle zajmuje którą ławkę. Podczas liturgii może więc sprawdzać obecność parafian, zastanawiać się, dlaczego kogoś nie ma, a nawet przypomnieć sobie, że siedzącego pod chórem elektryka trzeba po Mszy poprosić o naprawę.

Kapłan wypowiada wówczas słowa liturgii, ale jego myśli znajdują się zupełnie gdzie indziej. Ponieważ zna teksty na pamięć, potrafi równocześnie mówić i zajmować się w głowie sprawami parafii. Wierni zazwyczaj szybko rozpoznają jednak, że celebrans nie jest naprawdę obecny. Twarz zdradza zmęczenie, niewyspanie, zdenerwowanie i roztargnienie skuteczniej niż najsprawniej wypowiedziane formuły.

Drugą skrajnością jest zupełny brak kontaktu ze zgromadzeniem. Celebrans kieruje do wiernych pozdrowienie, lecz na nich nie patrzy i nie czeka na odpowiedź. Jego uwaga jest już przy kolejnej stronie mszału, ogłoszeniu albo intencji, którą za chwilę ma przeczytać.

Liturgia może w ten sposób stać się sprawnie wykonanym zadaniem, a kapłan – jak przestrzegał biskup – jedynie dobrym liturgicznym rzemieślnikiem.

„Duszpasterstwo jest przemszone”

Bp Pierskała wskazał również na jedną z przyczyn takiej rutyny: nadmiar celebracji powierzanych temu samemu kapłanowi. Ujął to w mocnych słowach: „Duszpasterstwo jest przemszone”.

Jeżeli ksiądz jednego dnia przewodniczy Eucharystii trzy razy, za każdym razem powinien być równie uważny, skupiony i zaangażowany. Po ludzku nie jest to jednak łatwe. Tymczasem dla wiernego ta konkretna Msza św. może być jedyną Eucharystią tego dnia, tygodnia, a niekiedy szczególnie ważnym wydarzeniem jego życia.

Nie chodzi zatem o to, aby oceniać pojedyncze potknięcia księży. Homilia bp. Pierskały prowadziła raczej do pytania o sposób organizowania duszpasterstwa. Czy liczba Mszy św. nie zaczyna czasem zastępować troski o jakość ich sprawowania? Czy kapłan ma czas, aby przygotować księgi, przeczytać wcześniej teksty i wejść w liturgię, której będzie przewodniczył?

Wierni – podkreślił biskup – mają prawo do dobrej i poprawnie sprawowanej liturgii.

Modlitwa wiernych naprawdę wiernych

Podobne niebezpieczeństwo dotyczy modlitwy powszechnej. Jej nazwa nie jest przypadkowa: powinna być modlitwą całego zgromadzenia, a nie kolejnym tekstem odczytywanym wyłącznie przez kapłana. Bp Pierskała zauważył, że w tej dziedzinie soborowy postulat wciąż czeka na pełne urzeczywistnienie.

Liturgia nie jest bowiem przedstawieniem wykonywanym przez celebransa dla milczącej publiczności. Jest działaniem Chrystusa i Kościoła, w którym każdy ma swoje miejsce. Słowa dialogu zakładają rzeczywisty dialog. Pozdrowienie domaga się spojrzenia, wezwanie – chwili ciszy, a odpowiedź wiernych – uważności tego, do kogo jest kierowana.

Twarzą można budować mosty

Pod koniec homilii bp Pierskała poprosił zgromadzonych, aby na niego spojrzeli. Niektórzy się uśmiechnęli. Ten prosty gest wystarczył, by pokazać, że twarz może skrócić dystans i stworzyć przestrzeń spotkania.

Pogodne spojrzenie daje drugiemu człowiekowi odwagę, by podejść i o coś zapytać. Surowa, zamknięta twarz stawia niewidzialną barierę, zanim jeszcze padnie pierwsze słowo. Dotyczy to nie tylko księży i liturgii, ale wszystkich naszych spotkań.

Biskup powrócił następnie do spojrzenia Jezusa. Chrystus podnosi oczy na uczniów, ponieważ dostrzega w nich nie anonimowy tłum, ale konkretne osoby. Jego sposób patrzenia opowiada o sercu Ojca, który nie zatrzymuje się na tym, co zewnętrzne, lecz widzi serce człowieka.