Przejdz do tresci glownej

Niepokojące ułatwienie. Wypowiedź Marty Nawrockiej o in vitro 

4 min czytania
shutterstock_2635795105.jpg

Autor: Shutterstock

Marta Nawrocka, pierwsza dama Polski, w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim jednoznacznie poparła możliwość korzystania z metody in vitro, powołując się na osobiste szczęście z macierzyństwa i argument demograficzny. Wypowiedź ta – choć emocjonalnie zrozumiała i ludzka w warstwie osobistej – zasługuje na uważniejsze spojrzenie, gdy pada z ust osoby pełniącej funkcję publiczną o dużym oddziaływaniu symbolicznym. Deklaracje formułowane w kategoriach empatii i "szczęścia drugiego człowieka" pomijają bowiem problemy etyczne, który towarzyszą tej procedurze.

TODO MESSAGE :

Nawrocka uzasadniała swoje poparcie dla in vitro przede wszystkim własnym doświadczeniem – urodziła troje dzieci w sposób naturalny i, jak stwierdziła, nie chciałaby "ograniczać drugiemu człowiekowi" możliwości posiadania potomstwa. To rozumowanie, choć empatyczne, nie może być punktem zasadniczym odniesienia dla oceny moralnej procederu, ani dla polityki państwa. Warto zauważyć, że deklaracja pierwszej damy – osoby jednocześnie określającej się jako "za życiem" w kontekście dzieciobójstwa prenatalnego – rodzi pytanie o spójność jej przekazu. Dlaczego troska o życie poczęte nie obejmuje losu dzieci poczętych i odrzucanych w procedurze in vitro.

Zastrzeżenia bioetyczne, o których nie było mowy

Debata wokół in vitro toczy się od lat i obejmuje kilka poważnych wątków nieobecnych w wypowiedzi pierwszej damy.

W typowym cyklu in vitro tworzy się więcej zarodków, niż zostaje ostatecznie implantowanych. Większość z nich jest zamrażana na zawsze, część ulega zniszczeniu, a część może zostać przeznaczona do badań naukowych. To właśnie ten etap stanowi centralny problem moralny – jeśli uznaje się, że życie ludzkie zaczyna się od poczęcia, każdy zniszczony lub porzucony zarodek jest równoznaczny z zabiciem lub skazaniem ludzkiego istnienia na nieskończone trwanie w lodowym piekle.

Procedury takie jak diagnostyka preimplantacyjna pozwalają wybierać zarodki o określonych cechach genetycznych. To forma eugeniki – wartościowanie życia ludzkiego na etapie embrionalnym według kryteriów zdrowotnych czy nawet płci, w której o tym, czy dane istnienie ma prawo się rozwinąć, decyduje jego "przydatność". Wokół in vitro wyrósł rynek – handel komórkami jajowymi, wynajmowane czy macierzyństwo zastępcze (surogacja).

In vitro sprowadza poczęcie dziecka do procedury technicznej, wykonywanej z udziałem osób trzecich i sprzętu laboratoryjnego, w oderwaniu od aktu małżeńskiego. Narusza to godność zarówno rodziców, jak i samego dziecka, które w tym procesie bywa traktowane jako "produkt" wytworzony na zamówienie, a nie osoba poczęta w akcie miłości. Tak ujmuje to nauczanie Kościoła katolickiego, m.in. w instrukcjach Donum Vitae i Dignitas Personae. 

Stymulacja hormonalna niesie podwyższone ryzyko powikłań, a dzieci poczęte tą metodą, zwłaszcza z udziałem dawstwa komórek rozrodczych w przypadku surogacji, mierzą się później z pytaniami o własną tożsamość i pochodzenie – co dorosłym decydującym się na procedurę zbyt łatwo umyka w momencie podejmowania decyzji. 

Dlaczego to ważne, gdy mówi to pierwsza dama

Wypowiedzi osób pełniących funkcje reprezentacyjne nie są neutralne – kształtują ton debaty publicznej i bywają odczytywane, jako nieformalny sygnał polityczny. Skoro Marta Nawrocka jednocześnie deklaruje się jako osoba głęboko wierząca i "za życiem" w sprawie aborcji, brak odniesienia do wspomnianych wyżej problemów moralnych in vitro w jej wypowiedzi może sprawiać wrażenie niekonsekwencji i budzić niepokój obserwatorów oczekujących spójności etycznej w wypowiedziach osoby zajmującej tak eksponowane stanowisko. 

Siłą rzeczy musi powstać pytanie o to, jakie w praktyce stanowisko zajmie w tej sprawie w godzinie politycznej próby prezydent Nawrocki. A taka próba może nadejść jeśli w przyszłości siły polityczne utożsamiające się z cywilizacją katolicką zechcą zatrzymać praktykowanie w Polsce in vitro.