Znalazłem dziś nekrolog. Nic szczególnie niezwykłego: ktoś odszedł, rodzina zawiadamia o pogrzebie, podaje miejsce i godzinę. Nazwisko zmarłego pozostawmy w spokoju, bo nie o konkretną osobę tutaj chodzi. Zwróciło moją uwagę co innego. Napisano mianowicie coś w rodzaju: „Msza święta zostanie odprawiona w kościele w Suchy Las”.
W Suchy Las.
Przeczytałem raz. Potem drugi. I zacząłem się zastanawiać, cóż takiego uczynił biedny Suchy Las, że odebrano mu prawo do odmiany.
Przecież po polsku jedziemy do Suchego Lasu, mieszkamy w Suchym Lesie, wracamy z Suchego Lasu i możemy opowiadać o Suchym Lesie. Tak było, zanim zaczęliśmy bać się odmieniać nazwy własne, jak gdyby każde dodanie końcówki stanowiło zamach na czyjąś tożsamość. Przecież deklinacja nie jest wadą języka polskiego, którą należałoby z niego cierpliwie usuwać. Jest jednym z jego bogactw.
Polszczyzna jest językiem fleksyjnym. Słowa zmieniają w niej swoją postać zależnie od funkcji, jaką pełnią w zdaniu. Mamy przypadki, końcówki, rodzaje, liczby. Dla cudzoziemca uczącego się polskiego bywa to zapewne powodem do rozpaczy. Dla nas powinno być powodem do pewnej dumy.
Dzięki temu możemy powiedzieć:
„Jan kocha Marię”.
Ale możemy też powiedzieć:
„Marię kocha Jan”.
I nadal dokładnie wiadomo, kto kogo kocha. Końcówka słowa „Marię” mówi nam więcej niż samo miejsce wyrazu w zdaniu. Zmienił się akcent wypowiedzi, jej rytm, może nawet emocja, ale nie podstawowy sens. Spróbujmy podobnej sztuczki w języku angielskim. „John loves Mary” znaczy coś zupełnie innego niż „Mary loves John”. Tam miejsce przy stole jest przydzielone z góry i lepiej go samowolnie nie zmieniać.
Wiele języków Europy Zachodniej, zwłaszcza angielski czy francuski, utraciło znaczną część dawnej odmiany rzeczowników. W zamian potrzebują bardziej rygorystycznego szyku zdania i większej pomocy przyimków. Polski zachował system przypadków w całej jego krasie. Dzięki temu możemy przestawiać wyrazy, budować zdania krótkie i mocne albo szerokie i uroczyste, wysuwać na początek to, co chcemy podkreślić, i kończyć tym, co ma najmocniej zabrzmieć. Nie dostaliśmy więc deklinacji za karę. Dostaliśmy dzięki niej wolność.
Tym bardziej osobliwa jest moda na traktowanie nazw własnych tak, jak gdyby przywędrowały do naszego języka w szklanej gablocie i nie wolno było ich dotykać. Najbardziej widać to przy nazwiskach.
Coraz częściej słyszymy więc konstrukcje w rodzaju: „rozmawiałem z panem Jan Kowalski”, „wystąpienie profesora Nowak” albo „wspomnienie o księdzu Malinowski”. Niekiedy wynika to z niepewności mówiącego. Czasami jednak za nieodmienianiem nazwiska stoi osobliwie rozumiany szacunek. Nazwisko ma pozostać w stanie nienaruszonym, dokładnie takim, jaki widnieje w dowodzie osobistym. Ale język nie jest dowodem osobistym.
Jeżeli polskie nazwisko zgodnie z zasadami polszczyzny podlega odmianie, to je odmieniamy. Rozmawiamy z Janem Kowalskim, słuchamy profesora Nowaka, wspominamy księdza Malinowskiego i modlimy się za ś. p. Bartosza Chustę. Nie okazujemy tym ludziom przecież w ten sposób braku szacunku. Przeciwnie — przyjmujemy ich nazwiska do naszego języka i traktujemy zgodnie z jego regułami.
Oczywiście są nazwiska nieodmienne i istnieją sytuacje językowo trudne. Od tego mamy słowniki, poradnie językowe i gramatykę, a dziś także sztuczną inteligencję. Nie wynika z tego jednak zasada: „na wszelki wypadek nie odmieniajmy niczego”. Byłoby to mniej więcej tak rozsądne, jak z obawy przed zrobieniem błędu ortograficznego zrezygnować z pisania.
Co gorsza, nieodmienianie zaczyna się rozlewać także na nazwy miejscowości, instytucji i innych nazw własnych. Jak gdyby polska końcówka fleksyjna była czymś podejrzanym, prowincjonalnym, czymś, co należy usunąć, aby wypowiedź zabrzmiała bardziej światowo. Nie zabrzmi światowo. Zabrzmi po prostu źle.
Mamy chyba w ostatnich dziesięcioleciach osobliwą skłonność do tego, by cudze rozwiązania uważać za bardziej eleganckie tylko dlatego, że są cudze. Angielski nie odmienia nazwisk? Znakomicie. Angielski ma swoje prawa. Polski ma własne. Nie trzeba przebudowywać polskiej gramatyki dlatego, że ktoś przyzwyczaił się do formularzy, baz danych albo podpisów na międzynarodowych konferencjach. Nazwisko człowieka może być w bazie danych nieodmienne. Człowiek w polskim zdaniu już niekoniecznie.
Język nie jest wyłącznie narzędziem komunikacji. Gdyby chodziło tylko o przekazanie informacji, moglibyśmy mówić równoważnikami zdań, zestawem komend albo jakąś uproszczoną międzynarodową mową. Tymczasem język jest jednym z najważniejszych składników kultury. Niosą się w nim sposoby myślenia, skojarzenia, żarty, modlitwy, literatura i pamięć pokoleń. Polszczyzny nie wymyśliliśmy wczoraj. Dostaliśmy ją po tych, którzy byli przed nami.
A skoro czwarte przykazanie nakazuje czcić ojca i matkę, to warto może pomyśleć, czy szacunek dla ojców nie obejmuje również szacunku dla tego, co nam przekazali. Domu, obyczaju, wiary — i języka.
Nie chodzi oczywiście o zakonserwowanie polszczyzny w postaci z czasów Reja czy Mickiewicza. Język żyje i zawsze się zmieniał. Ale czym innym jest organiczna, naturalna zmiana, a czym innym dobrowolne pozbywanie się jego właściwości tylko dlatego, że komuś zaczęły przeszkadzać.
Dlatego pozwolę sobie zakończyć apelem do polityków, księży, dziennikarzy, nauczycieli i wszystkich, którzy mówią publicznie: odmieniajcie rzeczowniki. Także nazwy własne i nazwiska, jeśli zgodnie z polską gramatyką podlegają odmianie. Nie bójcie się końcówek. One nie gryzą. Są po to, aby język polski był językiem polskim.
A do słuchaczy, rodzin, petentów i zainteresowanych mam drugą prośbę: nie żądajcie od mówiących, aby w imię rzekomego szacunku pozostawiali wasze nazwiska nieodmienione. Nie poprawiajcie księdza, który podczas pogrzebu prawidłowo odmienia nazwisko zmarłego, ale możecie zwrócić mu uwagę gdy go nie odmieni! Nie domagajcie się od nauczyciela, dziennikarza czy urzędnika, by kaleczył zdanie dlatego, że tak samo nazwisko wygląda na wizytówce.
Jeżeli chcemy okazać szacunek naszym bliskim, okazujmy go również językowi, którym o nich mówimy. Zmarły zasługuje przecież nie tylko na piękny wieniec, godny pogrzeb i starannie wydrukowany nekrolog. Zasługuje także na poprawny przypadek.
A jeśli pogrzeb odbywa się w Suchym Lesie, pochowajmy go, na miłość Boską, w Suchym Lesie.
(Felieton napisany z inspiracji prawdziwego przypadku, ale nazwa miejscowości została zmieniona)




![Ogród Maryi – Dni Piękna, pomoc kobietom i tożsamość Córki Boga [WYWIAD]](https://img.aleteia.org/tr:w-150,h-150,q-75/uploads/2026/10/Pneumatofora-17.12.2024-r.-44-scaled.jpg)






