Przejdz do tresci glownej

Katolik, komandos i jeden z pierwowzorów Jamesa Bonda. Niezwykła historia Gusa Marcha-Phillippsa

6 min czytania
Major-Gus-March-Phillipps.jpg

Autor: British Army, Public domain, via Wikimedia Commons

Major Gus March-Phillipps

Był poetą, żołnierzem, kawalerzystą i gorliwym katolikiem. Dowodził jedną z najbardziej brawurowych operacji specjalnych II wojny światowej, a jego życie miało zainspirować Iana Fleminga podczas tworzenia postaci Jamesa Bonda. Major Gus March-Phillipps zginął w wieku zaledwie 34 lat. Rok wcześniej napisał modlitwę na wypadek własnej śmierci.

TODO MESSAGE :

Noc z 11 na 12 września 1942 roku. Do okupowanego przez Niemców wybrzeża Normandii zbliża się niewielki oddział brytyjskich komandosów. Operacja nosi kryptonim „Aquatint”. Jej uczestnicy mają przeprowadzić błyskawiczny rajd, zaskoczyć przeciwnika i wycofać się, zanim Niemcy zdążą zareagować.

Tym razem jednak niemal wszystko idzie źle. Prąd morski znosi łodzie kilka kilometrów od planowanego miejsca desantu. Gdy żołnierze docierają do brzegu, natykają się na niemiecki patrol i dostają się pod ostrzał. Uszkodzona łódź nie pozwala na bezpieczny odwrót.

Dowódca oddziału, major Gustavus Henry March-Phillipps, nazywany przez przyjaciół Gusem, ginie podczas próby wycofania się. Ma 34 lata.

Pozostawia po sobie pamięć o kilku niezwykłych operacjach, elitarną jednostkę wojskową i legendę człowieka, którego życiorys wygląda tak, jakby został napisany na potrzeby powieści przygodowej.

Niespokojny duch z katolickiej szkoły

Gus March-Phillipps urodził się w 1908 roku. Jako dziewięciolatek rozpoczął naukę w Ampleforth College — jednej z najbardziej znanych angielskich szkół katolickich, prowadzonej przez benedyktynów.

Nie zapisał się w jej historii jako szczególnie pilny uczeń. Dawni koledzy znacznie lepiej niż jego oceny zapamiętali gwałtowny temperament, niezależność i ogromną potrzebę działania. Właśnie w Ampleforth ukształtowały się jednak jego wiara oraz przywiązanie do rycerskich ideałów: odwagi, honoru, wierności i służby.

Po ukończeniu szkoły March-Phillipps wstąpił do Królewskiej Akademii Wojskowej w Woolwich, a następnie rozpoczął służbę w artylerii. Przebywał między innymi w Indiach. W wojsku uchodził za człowieka utalentowanego, lecz trudnego do wtłoczenia w regulaminowe ramy.

Jeden z jego przyjaciół wspominał po latach jego odwagę, szlachetność, niezależność, miłość do Anglii, morza i koni, a także głęboką wiarę katolicką. Podkreślał również niezwykłą zdolność Marcha-Phillippsa do pociągania za sobą innych. Jego żołnierze byli gotowi uczestniczyć w każdej, nawet najbardziej szalonej operacji, którą im zaproponował.

Był bowiem osobliwym połączeniem poety i awanturnika. Nie żołnierzem pisującym od czasu do czasu wiersze ani literatem marzącym o wojennej przygodzie. Jednym i drugim jednocześnie.

Na pewien czas wystąpił z regularnej armii, zamierzając poświęcić się pisarstwu. Kryzys monachijski w 1938 roku sprawił jednak, że powrócił do służby.

Wojna niekonwencjonalna

Po wybuchu II wojny światowej March-Phillipps trafił do wywiadu Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego. Służył w jego sztabie aż do ewakuacji wojsk alianckich z Dunkierki.

Po powrocie do Wielkiej Brytanii nie zamierzał biernie czekać na kolejne rozkazy. Przekonywał przełożonych, że z przeciwnikiem należy walczyć także za pomocą niewielkich, świetnie wyszkolonych grup, zdolnych do prowadzenia tajnych rajdów, sabotażu i operacji na tyłach wroga.

Wspólnie z porucznikiem Geoffreyem Appleyardem utworzył oddział działający pod nadzorem Kierownictwa Operacji Specjalnych, czyli słynnego SOE. Formacja otrzymała później nazwę No. 62 Commando, znana była także jako Small Scale Raiding Force. Należała do jednostek, z których doświadczeń wyrosły nowoczesne brytyjskie siły specjalne.

March-Phillipps najlepiej czuł się właśnie w sytuacjach, w których powodzenie zależało od pomysłowości, odwagi i umiejętności podejmowania natychmiastowych decyzji.

Najgłośniejszym przedsięwzięciem jego ludzi była przeprowadzona w styczniu 1942 roku operacja „Postmaster”. Jej celem były statki państw Osi znajdujące się w porcie Santa Isabel na wyspie Fernando Po, należącej wówczas do neutralnej Hiszpanii.

Przedsięwzięcie było niezwykle ryzykowne nie tylko wojskowo, lecz także dyplomatycznie. Brytyjczycy wkroczyli przecież na terytorium neutralnego państwa. Komandosi zaskoczyli jednak załogi, opanowali jednostki bez oddania strzału i odprowadzili je do Lagos. Cała akcja zakończyła się sukcesem i przyniosła Marchowi-Phillippsowi wysokie odznaczenie wojskowe.

Później brał udział w kolejnych rajdach na okupowane wybrzeża Europy. Jego ludzie chwytali niemieckich jeńców i atakowali instalacje wojskowe. Każda z tych operacji wymagała wejścia głęboko na teren kontrolowany przez wroga oraz wycofania się, zanim nadciągną większe siły.

Człowiek, który miał zainspirować Fleminga

Historia Gusa Marcha-Phillippsa bywa łączona z narodzinami najsłynniejszego agenta w dziejach literatury popularnej. Ian Fleming podczas wojny służył w brytyjskim wywiadzie marynarki i znał świat tajnych operacji oraz ludzi, którzy je prowadzili.

March-Phillipps jest wymieniany jako jeden z żołnierzy i agentów, których odwaga, fantazja oraz niechęć do konwencjonalnych metod mogły wpłynąć na stworzenie postaci Jamesa Bonda. Nie był zapewne jedynym pierwowzorem agenta 007, ale podobieństwo trudno przeoczyć: śmiałość, zamiłowanie do ryzyka, błyskawiczne decyzje i lekceważenie zasad, gdy stawką było powodzenie misji.

W 2024 roku jego postać trafiła na ekran w filmie Guya Ritchiego „The Ministry of Ungentlemanly Warfare”. W rolę Marcha-Phillippsa wcielił się Henry Cavill. Film bardzo swobodnie potraktował wydarzenia historyczne, ale przypomniał szerokiej publiczności o człowieku, który przez dziesięciolecia pozostawał poza głównym nurtem wojennej pamięci.

„Jeśli przyjdzie mi umrzeć”

Najgłębszy portret Marcha-Phillippsa przynoszą jednak nie opisy jego brawurowych operacji, lecz modlitwa, którą napisał mniej więcej rok przed śmiercią.

Nie prosił w niej Boga o ocalenie. Modlił się, aby w chwili próby zachować prostotę, pewność wiary, odwagę i radość. Chciał, by strach nie odebrał mu tego, co uważał w sobie za najlepsze.

„Daj mi odwagę i radość, Panie, gdy nadejdzie mój czas” — pisał.

We wrześniu 1942 roku, podczas nieudanej operacji „Aquatint”, jego prośba została poddana ostatecznej próbie. Major zginął wraz z sierżantem Alanem Williamsem i szeregowym Richardem Lehnigerem. Został pochowany na cmentarzu przy kościele w Saint-Laurent-sur-Mer, niedaleko wybrzeża, na którym poległ.

Na jego nagrobku umieszczono słowa zaczerpnięte z „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza à Kempis:

„Kto kocha, ten biegnie, leci i raduje się. Jest wolny i nic nie może go zatrzymać”.

Trudno wyobrazić sobie zdanie lepiej podsumowujące życie niespokojnego ucznia benedyktyńskiej szkoły, poety, żołnierza i katolika, który nie prosił Boga o życie wolne od niebezpieczeństw. Prosił jedynie, aby w chwili niebezpieczeństwa nie zabrakło mu odwagi.