Przejdz do tresci glownej

Zwiedzanie muzeum z dziećmi… bez narzekania

5 min czytania
shutterstock_2727074415.jpg

Autor: Shutterstock

Z okazji Europejskich Dni Dziedzictwa (19 i 20 września) Aleteia podpowiada, jak zamienić dydaktyczną wizytę w zaproszenie do podróży.

TODO MESSAGE :

„Żeby zachęcić dzieci do wizyty w muzeum, muszę być naprawdę w świetnej formie!" – wzdycha Astrid. Ale po co robić z muzeum coś wielkiego i od razu narzucać wizycie intelektualny cel? „Dzieci bywają prowadzone do muzeum w sposób nadmiernie dydaktyczny, z obowiązkowymi punktami programu. Tymczasem można pokochać mały, nieznany obraz. Dorosły powinien pozwolić się zaskoczyć i doprowadzić do osobistego spotkania dziecka z dziełem" – przekonuje Dominique Gauthier, niezależna przewodniczka muzealna.

Dlaczego nie puścić dziecka przodem przy wejściu do sali, by samo wybrało obraz, przed którym chce się zatrzymać? Punktem wyjścia i priorytetem pozostaje obraz. Chodzi o to, by dziecko zawłaszczyło sobie dzieło, przyjrzało mu się i opisało je. „Rodzice chcą pokazać za dużo. Idealny czas wizyty to od dwudziestu minut do trztech kwadransów, nawet w przypadku nastolatków". Dzieci nie mają dość skupienia, by uważnie oglądać kilka dzieł z rzędu.

Przygotować wizytę z wyprzedzeniem

W przypadku najmłodszych nie najważniejsze jest przekazywanie wiedzy o życiu malarzy czy o nurcie artystycznym, w którym mieści się obraz lub rzeźba. Chodzi o to, by oswoić dziecko z miejscem, w którym znajdzie sobie „przyjaciół", niezależnie od tego, czy będą to Michał Anioł czy Vincent van Gogh. Nawet kosztem odrobiny frustracji… która zrodzi chęć powrotu. Dlatego tak ważne jest, jak przedstawimy dziecku muzeum. Po pierwsze, dzieci są jak gąbki i polubią to, co lubią rodzice. Rodzicom uczulonym na sztukę współczesną nie ma co – przynajmniej na początku – zabierać dzieci na awangardowe biennale.

Podobnie w deszczowy dzień lub przy złym humorze wizyta z mniejszym prawdopodobieństwem zostawi dobre wspomnienie. Jeśli jednak dorośli przygotują ten moment, na przykład pokazując obrazy w albumie, rozbudzą ciekawość najmłodszych. „Jest coś ekscytującego w tym, by wybrać się gdzieś specjalnie po to, aby obejrzeć coś wyjątkowego" – potwierdza Françoise Barbe-Gall, historyczka sztuki.

Kiedy zaczynać „poważniejsze" wizyty w muzeum?

Ośmio- czy dziesięciolatki potrafią już same poruszać się po muzeum, odnaleźć obraz z plakatu i czytać opisy przy dziełach. Ich świat wizualny zaludniają bohaterowie – waleczni lub brutalni, ucieleśniający dobro i zło – więc lubią sceny starć, malowane i rzeźbione postaci heroiczne, obrazy ze Starego Testamentu i mitologii, to, co śmieszy i co budzi strach, postaci dziwne lub potworne oraz obrazy życia codziennego z dawnych epok.

Cenią postaci, ale też drobne szczegóły. Wypatrują w obrazach zwierząt i przedmiotów. Lubią odnajdywać gesty, które znają z codzienności, z kuchni czy salonu, oraz święta, które sami obchodzą. W ten sposób dzieci przyswajają sobie to, na co patrzą. Rolą dorosłego jest wtedy podchwycić temat: „Czy widziałeś już coś podobnego?". Zaczynanie od dzieł „łatwych" nie jest obowiązkowe. Dlaczego nie zabrać najmłodszych od razu do „klasyków"? „Dzieci coraz częściej stykają się z brzydotą, z niekiedy okropną grafiką gier wideo. Nigdy nie jest za wcześnie, by pokazać im piękno" – uważa Dominique Gauthier.

Wprowadzić muzeum do domu

Od jedenastego roku życia dzieci są dumne, gdy poznają słownictwo znawców. Można „pomóc im wyodrębnić pewne pojęcia, takie jak jasne/ciemne, ciężkie/lekkie, przezroczyste/nieprzezroczyste" – mówi Françoise Barbe-Gall. Można też zachęcić je do zainteresowania się osobowością artysty i nurtem, do którego należy. Łatwo będzie oprzeć się na katechezie, programie szkolnym i datach historycznych, by przedstawić scenę biblijną, portret polityka czy bitwę. Im częściej będą bywać w muzeum, tym dumniejsze będą z budowania mostów między dziełami. Wśród impresjonistów z radością nauczą się odróżniać Renoira, Moneta i Degasa.

Od czternastego roku życia można zachęcać nastolatków do samodzielnych wizyt, a także wprowadzać muzeum do domu – na przykład prenumeratą specjalistycznego pisma o sztuce w prezencie urodzinowym. A wieczorem po wizycie – dlaczego nie zorganizować przy stole minidebaty? W programie seria pytań: za czy przeciw temu lub innemu obrazowi? Które dzieło zrobiło na was największe wrażenie? Dobrym źródłem rozmowy mogą być też bieżące wydarzenia, jak pokazy mody, w których na sukniach pojawiają się wizerunki Madonny z Dzieciątkiem, albo niszczenie najważniejszych dzieł przez terrorystów na świecie. Dzieci chętnie odwiedzają aktualną wystawę, której plakaty widzą na ulicach.

Muzeum także dla maluchów

Rodzice często zniechęcają się do zabierania starszego dziecka, bo młodsze rodzeństwo jest jeszcze za małe. Są jednak sposoby, by i ono nie zostało pominięte. Można posadzić maluchy przed obrazem i poprosić, by wypatrzyły w nim zwierzę albo konkretny kolor. Pod koniec wizyty każde dziecko może kupić sobie pocztówkę albo samo narysować dzieło, które mu się podobało, i wkleić je do zeszytu lub zostawić w szufladzie. Gdy natknie się na nie przypadkiem, wizyta wróci do niego we wspomnieniach. W ten sposób ukształtuje swój świat wewnętrzny, wzbogacony o intymną, rodzinną geografię.

Nie wolno tracić z oczu, że upodobanie do sztuki nie powinno być szkolnym obowiązkiem, mającym za wszelką cenę wyhodować małych Picassów… Można pokochać Van Gogha, bo w domu dziadków przeglądało się album tego malarza, sztukę nowoczesną – bo zasmakowało się swobody i humoru efemerycznych instalacji pod gołym niebem, a Degasa – z powodu plakatu przypiętego w szkolnym korytarzu… Wizyta w muzeum to nie tylko formacja intelektualna czy historyczna, ale tworzenie wspólnych wspomnień i wyjątkowych chwil spędzonych razem.

Olivia de Fournas