Przejdz do tresci glownej

Chciał spotkać Ikera Casillasa. Historia Dawida nie skończyła się wraz z jego śmiercią

5 min czytania
dawid.jpg

Autor: Facebook

W czternastą rocznicę śmierci Dawida Zapiska ks. Jarosław Wąsowicz wspomina niezwykłego czternastolatka, który pomimo ciężkiej choroby spełniał swoje marzenia i poruszył tysiące ludzi. Kapłan, który znał go osobiście, przypomina również o wierze Dawida i jego najważniejszym spotkaniu — z Panem Bogiem.

TODO MESSAGE :

„To był gość. Jeden z mocniejszych ludzi, których w życiu spotkałem!” — napisał w mediach społecznościowych ks. Jarosław Wąsowicz. Salezjanin wspomniał w ten sposób Dawida Zapiska, od którego śmierci 18 września minęło czternaście lat.

Dawid żył zaledwie czternaście lat, ale jego historię poznała niemal cała Polska. Szczególnie dobrze pamiętają go kibice Lechii Gdańsk, Realu Madryt i reprezentacji Hiszpanii. Wątły, poruszający się na wózku chłopiec miał w sobie więcej determinacji niż niejeden zdrowy dorosły.

Lekarze dawali mu kilka lat

Dawid urodził się 22 lipca 1998 roku. Od najmłodszych lat chorował na rdzeniowy zanik mięśni typu I. Nigdy nie chodził. Choroba stopniowo odbierała mu siły, a jako czternastolatek ważył zaledwie około 10 kilogramów.

Lekarze początkowo przewidywali, że przeżyje najwyżej pięć lub sześć lat. On żył znacznie dłużej. Nie zamknął się przy tym w czterech ścianach ani nie pozwolił, aby choroba całkowicie odebrała mu dzieciństwo.

Jego wielką pasją była piłka nożna. Najwierniej kibicował Lechii Gdańsk, chodził na jej mecze i znajdował przyjaciół wśród kibiców różnych klubów. Fascynował się także Realem Madryt oraz reprezentacją Hiszpanii. Szczególne miejsce wśród jego sportowych bohaterów zajmował bramkarz Iker Casillas.

Każda podróż była dla Dawida ogromnym wysiłkiem. Mimo tego chciał być na stadionie, słyszeć doping i przeżywać mecze razem z innymi. Nie zadowalał się oglądaniem świata zza szyby.

Spotkanie z największym idolem

Przed mistrzostwami Europy w 2012 roku Dawid marzył przede wszystkim o spotkaniu z Casillasem. Wcześniej pojechał do Madrytu, gdzie poznał Cristiano Ronaldo i José Mourinho. Wtedy jednak nie udało mu się zobaczyć ze swoim największym idolem.

Okazja pojawiła się podczas Euro 2012, gdy reprezentacja Hiszpanii miała swoją bazę w Gniewinie. Dawid obejrzał wszystkie mecze Hiszpanów rozgrywane w Gdańsku i odwiedził ich na treningu. Właśnie tam spotkał Ikera Casillasa.

Hiszpański bramkarz podszedł do chłopca, rozmawiał z nim i podarował mu koszulkę z autografem. Dawid nie krył wzruszenia. Później mówił o swoim bohaterze bardzo prosto: że jest najlepszym piłkarzem, a przy tym człowiekiem dobrym i miłym.

Na zakończenie mistrzostw Dawid pojechał jeszcze do Kijowa, aby zobaczyć finał, w którym Hiszpania pokonała Włochy. Jak po latach wspominała jego mama Sylwia, był to ostatni wyjazd w jego życiu.

Chciał, aby jego historia pomogła innym

Dawid wiedział, że choroba postępuje. Bał się jednak nie tylko śmierci. Martwiła go również myśl, że po jego odejściu wszystko, czego dokonał, zostanie zapomniane.

Poprosił mamę, aby założyła organizację pomagającą innym osobom z niepełnosprawnościami — tak, jak ona przez całe lata pomagała jemu. Chciał, by ludzie chorzy mogli uczestniczyć w wydarzeniach sportowych i kulturalnych, spotykać swoich bohaterów i nie czuli się spychani na margines.

Sylwia Zapisek spełniła tę prośbę. Jeszcze w grudniu 2012 roku powstało stowarzyszenie noszące imię Dawida. Organizacja pomagała kibicom z niepełnosprawnościami docierać na stadiony, integrować się ze środowiskiem sportowym i spełniać własne marzenia.

W ten sposób historia Dawida nie zakończyła się wraz z jego śmiercią. Jego pasja zaczęła służyć innym.

„Najważniejsze spotkanie — z Panem Bogiem”

Dawid zmarł 18 września 2012 roku w swoim domu. Jak opowiadała jego mama, po prostu zasnął. Informacja o jego odejściu dotarła również do Madrytu. Iker Casillas przesłał rodzinie kondolencje, nazywając Dawida swoim przyjacielem.

Podczas pogrzebu chłopca pożegnali jego bliscy, nauczyciele oraz licznie zgromadzeni kibice. Były śpiewy, klubowe barwy i race, których zażyczył sobie sam Dawid. Jedna z nauczycielek powiedziała wówczas: „Ja go uczyłam matematyki, on mnie życia”.

W relacjach medialnych zapamiętano przede wszystkim jego odwagę, sportową pasję i spełnione marzenia. Ks. Jarosław Wąsowicz, który znał Dawida osobiście, przypomina dziś jeszcze jeden wymiar jego życia — wiarę.

„Kiedy udało mu się zrealizować kibicowskie marzenia, obejrzeć mecze wymarzonych drużyn, uścisnąć dłonie piłkarzy, których podziwiał, stwierdził, że teraz zostało mu już tylko najważniejsze spotkanie — z Panem Bogiem” — napisał kapłan.

Te słowa nie zamieniają cierpienia w łatwą, sentymentalną opowieść. Choroba Dawida była prawdziwa, wyniszczająca i nieodwracalna. Wiara nie uwolniła go od słabości. Pozwalała jednak patrzeć dalej niż sięgała medyczna diagnoza.

Dlatego ks. Wąsowicz zakończył swoje wspomnienie nie tylko słowami pamięci, lecz również modlitwy: „Dawid, kochany Bracie, wstawiaj się za nami w niebie!”.