Przejdz do tresci glownej

Sąd nakazał “Gazecie Wyborczej” przeprosić rodzinę ks. Henryka Jankowskiego

6 min czytania
shutterstock_2652133537.jpg

Autor: Shutterstock

Po niemal ośmiu latach procesu zapadł prawomocny wyrok w sprawie reportażu o księdzu Henryku Jankowskim, wieloletnim proboszczu parafii św. Brygidy w Gdańsku i kapelanie "Solidarności". 18 września 2026 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku wydał orzeczenie w sprawie reportażu "Gazety Wyborczej" dotyczącego duchownego, rozszerzając zakres obowiązków nałożonych wcześniej przez sąd okręgowy na wydawcę – spółkę Agora.

TODO MESSAGE :

Punktem wyjścia był obszerny reportaż Bożeny Aksamit "Sekret Świętej Brygidy. Dlaczego Kościół przez lata pozwalał księdzu Jankowskiemu wykorzystywać dzieci?", opublikowany pod koniec 2018 roku w "Dużym Formacie" – dodatku "Gazety Wyborczej". Tekst opierał się głównie na relacji jednej osoby – Barbary Borowieckiej, kobiety, która po pięćdziesięciu latach milczenia opowiedziała dziennikarce, że jako dziecko, na przełomie lat 60. i 70., była wykorzystywana seksualnie przez księdza, gdy był on wikarym w parafii św. Barbary w Gdańsku. Borowiecka mówiła o tym publicznie już wcześniej, m.in. w rozmowie z TVN24, a ówczesny prezydent Gdańska Paweł Adamowicz zwracał się w związku z tym do archidiecezji gdańskiej o zbadanie sprawy.

Reportaż zawierał też drugi, odrębny wątek: sugestię, że ksiądz doprowadził do ciąży inną, 16-letnią dziewczynę (określaną jako Ewa), która miała następnie popełnić samobójstwo, wyskakując przez okno.

Publikacja wywołała ogromne poruszenie. W lutym 2019 roku trzech mężczyzn przewróciło pomnik księdza Jankowskiego w pobliżu kościoła św. Brygidy, a Rada Miasta Gdańska odebrała mu tytuł honorowego obywatela i zdecydowała o usunięciu pomnika. Sprawcy przewrócenia pomnika zostali zresztą w 2022 roku prawomocnie uniewinnieni – ze względu na znikomą społeczną szkodliwość czynu, mimo że w pierwszej instancji uznano ich winnymi.

Trzy siostry zmarłego w 2010 roku księdza – Urszula Jabłońska, Renata Nagórska i Irena Jankowska – pozwały Agorę oraz redaktorów naczelnych "Dużego Formatu" i wyborcza.pl, domagając się usunięcia spornych fragmentów oraz przeprosin za naruszenie ich prawa do dobrej pamięci o bracie.

Dwa wątki oskarżeń – i dwa różne rozstrzygnięcia

To kluczowy element sprawy, bo sąd potraktował oba wątki reportażu odmiennie.

Wątek Barbary Borowieckiej. Sąd okręgowy (pierwsza instancja) uznał jej zeznania za wiarygodne – ocenił, że nie konfabulowała, lecz opisywała traumatyczne doświadczenie zapamiętane "oczyma dziecka". Mimo to Sąd Apelacyjny poszedł dalej niż instancja niższa i nakazał usunięcie z publikacji fragmentów zawierających wypowiedzi Borowieckiej o wykorzystywaniu seksualnym oraz opisów czynności, jakich miał się wobec niej dopuszczać duchowny. Co istotne, w ustnym uzasadnieniu sąd apelacyjny nie odniósł się wprost do wiarygodności samej Borowieckiej jako świadka – mówił jedynie o sposobie pracy dziennikarskiej autorki reportażu nad całością tekstu. Pełnomocnik wydawcy, mecenas Tomasz Ejtminowicz, zwraca uwagę, że budzi to jego zdziwienie: sąd nie stwierdził, że relacja jest nieprawdziwa, a mimo to nakazał jej usunięcie jako naruszającej dobra osobiste sióstr zmarłego.

Wątek "Ewy". Tu sąd był znacznie bardziej stanowczy. Ustalił, że archiwa sądowe i milicyjne z lat 1967–1970 nie odnotowały żadnego zdarzenia odpowiadającego opisanej w tekście śmierci nastolatki – czyli ta konkretna historia nie znajduje potwierdzenia w źródłach. Sędzia Teresa Karczyńska-Szumilas, przewodnicząca składu, oceniła, że nie można było oprzeć takiego zarzutu wyłącznie na relacji jednej osoby, bez dalszej weryfikacji. To właśnie ten wątek sąd uznał za niepotwierdzony.

W praktyce wyrok nie jest więc jednoznacznym "oczyszczeniem" księdza Jankowskiego z wszystkich zarzutów, jak sugerują niektóre nagłówki prasowe – dotyczy przede wszystkim rzetelności dziennikarskiej przy opracowaniu tekstu i braku potwierdzenia konkretnego wątku o śmierci "Ewy". Kwestia wiarygodności oskarżeń Borowieckiej o molestowanie jej osoby pozostaje prawnie niejednoznaczna: sąd pierwszej instancji uznał je za wiarygodne, a sąd apelacyjny mimo to nakazał usunięcie tych opisów, nie wypowiadając się wprost, czy uważa je za nieprawdziwe, czy jedynie za naruszające dobra osobiste sióstr niezależnie od tego, czy do zdarzeń doszło.

Na czym polega nakazana kara

Prawomocny wyrok zobowiązuje "Gazetę Wyborczą" i Agorę do publikacji przeprosin w pięciu kolejnych wydaniach gazety oraz na stronie internetowej – czarną czcionką, w czarnej ramce i bez prawa do komentarza, trwałego usunięcia z publikacji fragmentów dotyczących relacji Barbary Borowieckiej o wykorzystywaniu seksualnym oraz opisów czynności seksualnych, a także fragmentów dotyczących domniemanej śmierci "Ewy", wypłaty po 1900 zł zadośćuczynienia każdej z trzech sióstr.

Treść przeprosin ma zawierać przyznanie, że artykuł opublikowano bez zachowania szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu materiałów prasowych, a zawarte w nim informacje naruszyły dobra osobiste sióstr.

Reakcje

Adwokat reprezentujący siostry księdza, mecenas Michał Gilarski, mówił o satysfakcji z zakończenia wieloletniego procesu, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego długość i wiek powódek. Z kolei pełnomocnik wydawcy zapowiedział złożenie skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego, argumentując, że sąd apelacyjny pominął milczeniem kwestię wiarygodności zeznań Borowieckiej jako ofiary, mimo że sąd pierwszej instancji uznał je za wiarygodne. Skarga kasacyjna jest jednak nadzwyczajnym środkiem zaskarżenia – Sąd Najwyższy przyjmuje ją do rozpoznania tylko w wyjątkowych sytuacjach, więc jej złożenie nie oznacza automatycznego wznowienia sporu.

Część środowisk związanych z obroną pamięci księdza Jankowskiego sygnalizuje już, że wyrok może stać się argumentem w staraniach o przywrócenie mu honorowego obywatelstwa Gdańska i odbudowę usuniętego pomnika.

Kontekst historyczny

To nie pierwszy spór sądowy dotyczący publicznego wizerunku księdza Jankowskiego. W 2006 roku gdański sąd apelacyjny prawomocnie orzekł na korzyść pisarza Pawła Huellego w podobnej sprawie, uznając, że nie musi on przepraszać duchownego za krytyczne wypowiedzi na jego temat. Obecny wyrok dotyczy jednak odrębnej kwestii – konkretnych faktów przywołanych w reportażu z 2018 roku i sposobu ich zweryfikowania przez redakcję, a nie oceny czy opinii dziennikarskiej.