Justyna Adamiak pojechała na wolontariat do brazylijskich slumsów. Krótki wyjazd misyjny z Przymierzem Miłosierdzia był dla niej spotkaniem z Bogiem.
Justyna wyjechała do Brazylii, by ewangelizować w fawelach. Po formacji w Przymierzu MIłosierdzia, z grupą innych osób, spędziła tam kilka tygodni doświadczając działania Boga.
Szukałam sensu i drogi zawodowej
Aleteia: Jak to się stało, że znalazła się pani na misjach w Brazylii?
Justyna Adamiak: Szczerze mówiąc, byłam aż zadziwiona, że kogoś zaciekawiła moja historia, bo z mojego punktu widzenia wydaje się ona mało spektakularna. Ten wyjazd był spełnieniem moich marzeń z dzieciństwa. Wydarzyło się to w momencie poszukiwania nowej ścieżki zawodowej. Od dłuższego czasu mierzyłam się z pytaniem: „co dalej?”. Czułam po prostu, że coś mnie w tym dotychczasowym życiu uwiera.
Z wykształcenia jestem pedagogiem i pracowałam wcześniej z dziećmi, jednak moja ostatnia praca była w korporacji – całkowicie poza zawodem. Nie dawała mi w ogóle poczucia spełnienia, a ja bardzo szukałam sensu. To było tak doskwierające uczucie, że postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i zacząć działać.
Obejrzałam na YouTube wywiad z panią Barbarą Karską-Woźniak [coachem – przyp. red.] i stwierdziłam, że to osoba, która może mi pomóc w rozeznaniu dalszej drogi. Zależało mi, aby odbywało się to w Bożej atmosferze, z otwartością na działanie Ducha Świętego. Podczas sesji coachingowych odkrywałyśmy moje pragnienia, mocne i słabe strony oraz talenty. I to właśnie pani Barbara podsunęła mi pomysł wyjazdu na misje.
Próbowała pani zrealizować to marzenie z dzieciństwa już wcześniej?
Tak, podejmowałam już kiedyś próby wyjazdu, ale wtedy się nie udało – widocznie to nie był jeszcze ten czas. Porzuciłam ten temat, wychodząc z założenia, że jeśli Pan Bóg będzie chciał, żebym pojechała, to sam to kiedyś poukłada. I nadszedł ten moment.
„Kawałek nieba na ziemi” pośród brazylijskich slumsów
Przymierze Miłosierdzia to wspólnota, która posłała panią do Brazylii. Co to za grupa?
Ruch Przymierze Miłosierdzia, który wywodzi się z Brazylii i ma swoje oddziały również w Polsce. Wcześniej obiła mi się ta nazwa o ucho, ale nie wiedziałam, że organizują krótkoterminowe wyjazdy misyjne. Zazwyczaj misje kojarzą się z wyjazdem długoterminowym, a tu formuła jest dostosowana do współczesnego człowieka – można wziąć bezpłatny urlop w pracy na kilka tygodni i po prostu wyjechać. Przeszłam cykl comiesięcznych spotkań formacyjnych w Poznaniu i ostatecznie wyruszyłam w drogę.
Gdzie dokładnie pani trafiła?
Głównym miejscem naszej posługi było Rio de Janeiro, a dokładniej tamtejsza fawela, czyli brazylijski slums. Misjonarze ze wspólnoty mają tam swój dom, nazywany fraternią. Następnie odwiedziliśmy też Sao Paulo gdzie powstał Ruch i znajduje się jego główna siedziba.
Nasza posługa polegała na ewangelizacji i po prostu na „byciu” z tamtejszą ludnością i dziećmi. fraternia to miejsca pełne Bożej łaski i miłości, które przyciąga mieszkańców faweli jak magnes. To był prawdziwy kawałek nieba na ziemi – niesamowite doświadczenie.
Jak wyglądała wasza grupa? Czy pojechała pani tam sama?
W wyjeździe misyjnym do Rio de Janeiro brało udział 10 osób. Przed wyjazdem w ogóle się nie znaliśmy, poznawaliśmy się dopiero podczas formacji. To wielka łaska, że Pan Bóg połączył tak różne osoby, z różnymi zasobami i cechami charakteru. Stworzyliśmy świetny team, który grał do jednej bramki.
Najmniejsi są najlepszymi teologami
Co najbardziej dotknęło panią w tym doświadczeniu – w ludziach z faweli i samym miejscu?
Przede wszystkim żywa obecność Pana Boga. Odczułam ogromną łaskę, bo Bóg bardzo mocno przemawiał do mnie przez osoby ubogie, ludzi bezdomnych i dzieci.
Pamiętam jedną szczególną sytuację. Wspólnie z misjonarzami i wolontariuszami sprzątaliśmy teren wokół domu.. Po pewnym czasie zbiegły się do nas dzieci i same zaczęły nam pomagać. W przerwie poszłam do domu napić się wody. Dzieci przybiegły za mną. Uklękłam, wzięłam jedno z nich na kolana, a stojąca obok dziewczynka zaczęła pokazywać na swoje poranione kolana. Chwilę potem wskazała palcem w górę – na wiszący na ścianie krzyż z wizerunkiem Jezusa i Jego rany. Do dopiero była lekcja Ewangelii! Najmniejsi często okazują się najlepszymi teologami.
Czy w trakcie takiego wyjazdu realizuje się jakieś konkretne projekty finansowe lub edukacyjne?
Oczywiście, ze środków zebranych podczas zbiórek finansowane są konkretne projekty społeczne takie jak wsparcie działalności Casa Restaura - me (Dom „Odnów mnie”) czyli miejsca, które niesie pomoc osobom w kryzysie bezdomności. Po naszym wyjeździe miał ruszyć np. remont kaplicy Podczas naszego pobytu zorganizowaliśmy też Dzień Dziecka dla najmłodszych z faweli. Jednak trzonem całego wyjazdu pozostaje po prostu dzielenie codzienności z ludźmi i misjonarzami.
Misja dopiero się zaczyna
Wyjazd się skończył. Co teraz? Jakie ma pani dalsze plany i czy zostaje pani we wspólnocie Przymierza Miłosierdzia?
Mam wrażenie, że misja tak naprawdę dopiero się zaczyna. Przeniosła się tylko do Polski, gdzie też jest wiele biedy materialnej jak i duchowej. W moim sercu jest duże poruszenie, bo to był czas, w którym Pan Bóg bardzo wyraźnie do mnie mówił, teraz wszystko zależy ode mnie czy odpowiem na Jego wezwanie






![Księdzem jest człowiek. W depresji potrzebny jest terapeuta [WYWIAD]](https://img.aleteia.org/tr:w-150,h-150,q-75/uploads/2026/06/shutterstock_1445299580.jpg)




![Nabożeństwo transitus. Wspomnienie śmierci św. Franciszka z Asyżu [ZDJĘCIA]](https://img.aleteia.org/tr:w-150,h-150,q-75/2026/10/transitus-7-scaled-1.jpg)
