Przejdz do tresci glownej

Mord w Jarosławiu: reakcje biskupów, przebieg zdarzenia

4 min czytania
Księża w sutannach na ulicy

Autor: DarSzach | Shutterstock

Dzień po ataku nożownika w Jarosławskim Opactwie znane są już wypowiedzi polskich hierarchów oraz znacznie bardziej szczegółowa rekonstrukcja wydarzeń, złożona z relacji świadków i przełożonej klasztoru. Wynika z niej, że napadnięci duchowni nie tylko bronili się sami, ale w kilku momentach osłaniali inne osoby.

TODO MESSAGE :

Jako pierwszy głos zabrał metropolita przemyski abp Adam Szal, na którego terenie doszło do ataku. W oświadczeniu opublikowanym na stronie archidiecezji i Konferencji Episkopatu Polski napisał, że z niepokojem przyjął wiadomość o zdarzeniu, które nazwał "tragedią związaną z przelaniem krwi i niezrozumiałymi postawami ludzi". Poprosił duchownych archidiecezji, by w sobotę 26 września zorganizowali w parafiach modlitwę za zmarłego księdza Stanisława, jego rodzinę i wszystkich poszkodowanych. Zaapelował też, by mediom towarzyszyła "ostrożność i rzetelność" w relacjonowaniu sprawy, oraz — co wybrzmiało najmocniej — wezwał do modlitwy także w intencji samego sprawcy, "o jego nawrócenie i otrzeźwienie", dodając, że tragedia nie powinna rodzić nienawiści ani niechęci, lecz wzmacniać wzajemną solidarność.

Do apelu abp. Szala przyłączył się prymas Polski abp Wojciech Polak, który w osobnym oświadczeniu poprosił o modlitwę za zmarłego kapłana i "duchowe wsparcie dla jego bliskich", obejmując myślą również rannych walczących o życie w szpitalu.

Głos zabrał także przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Tadeusz Wojda, który zapewnił o modlitwie za ofiary i — podobnie jak abp Szal — także o nawrócenie sprawcy. Podkreślił, że "w obliczu tak wielkiego cierpienia potrzebujemy szczególnie modlitwy, aby podobne tragedie nigdy się nie wydarzały".

Wspólnym elementem wszystkich trzech wypowiedzi jest unikanie języka odwetu czy wskazywania winy zbiorowej — biskupi konsekwentnie mówią o modlitwie, solidarności i przestrodze przed nienawiścią, także wobec Ukraińców.

Jak przebiegał atak – rekonstrukcja

Z ustaleń dziennikarzy (m.in. Interii i Polsat News), opartych na relacjach świadków oraz przełożonej klasztoru s. Barbary Dendor, wyłania się następujący przebieg zdarzeń:

Napastnik wszedł na teren opactwa przez bramę pozostawioną otwartą po wizycie grupy młodzieży, krótko przed planowaną Mszą świętą. Do pierwszego starcia doszło w kuchni ośrodka, gdzie ks. Adrian jadł śniadanie. Napastnik zaatakował go, raniąc kilkukrotnie w głowę szklanymi dzbankami do herbaty. Duchowny nie uciekł — starał się powstrzymać napastnika na tyle długo, by trzy przebywające w pomieszczeniu kucharki zdążyły uciec. Dopiero gdy upewnił się, że kobiety są bezpieczne, zabarykadował się w sąsiednim pomieszczeniu.

Do tej samej kuchni wszedł następnie ks. Marek, który — według relacji świadków — został pchnięty, upadł na posadzkę i tam był wielokrotnie dźgany nożem.

Napastnik przeniósł się później do kościoła, gdzie w konfesjonale znajdował się ks. Stanisław, spowiadający przed Mszą. Usłyszawszy hałas, ruszył w stronę krat oddzielających prezbiterium, próbując je zamknąć, by odciąć napastnikowi drogę do gromadzących się w świątyni wiernych. To właśnie wtedy został ugodzony nożem — z przebitym płucem zmarł na miejscu bądź wkrótce potem w szpitalu.

W kościele w chwili ataku przebywało kilkadziesiąt osób oczekujących na nabożeństwo. Część z nich schroniła się w konfesjonale przeznaczonym dla osób niesłyszących. Kobieta ranna w brzuch — mimo obrażeń — jako pierwsza zaalarmowała służby. Naoczna świadek zdarzeń, pani Urszula, relacjonowała, że razem z innymi osobami próbowała ręcznie tamować krwotok u jednego z rannych, uciskając tętnicę.

"Księża bronili wiernych"

Do pytania o to, czy duchowni bronili tylko siebie, wprost odniosła się przełożona żeńskiego klasztoru s. Barbara Dendor w rozmowie z Wirtualną Polską: — Księża bronili wiernych. Uratowali ich. My jako siostry jesteśmy bezpieczne. Żadna z nas nie ucierpiała. Nie ucierpiało też żadne dziecko z przedszkola, które prowadzimy przy zakonie — powiedziała. Z jej słów oraz z rekonstrukcji przebiegu zdarzeń wynika, że przynajmniej dwaj z zaatakowanych kapłanów — ks. Adrian, osłaniający kucharki, i ks. Stanisław, próbujący zamknąć kraty przed napastnikiem — działali w momencie ataku z myślą o ochronie innych osób, a nie wyłącznie o własnym bezpieczeństwie.

Śledztwo

Sprawcą jest 31-letni obywatel Ukrainy, który — jak ustaliła prokuratura — do Polski przyjechał z Niemiec i próbował następnie przekroczyć granicę z Ukrainą w Korczowej. Nóż, którym dokonał ataku, miał wcześniej ukraść z kuchni na terenie klasztoru. Od zatrzymanego pobrano krew do badania na obecność środków odurzających. Motywy napastnika pozostają nieznane, a śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Przemyślu.