Wystąpienie prezydenta Karola Nawrockiego na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ było przede wszystkim przemówieniem o bezpieczeństwie, odpowiedzialności państw i przyszłości ładu międzynarodowego. Wśród wielu poruszonych tematów znalazły się jednak także kwestie, które mogą mieć dla Polski znaczenie wykraczające poza pojedyncze wystąpienie: kryzys demograficzny, rodzina, ochrona życia oraz sytuacja prześladowanych chrześcijan.
To właśnie w tych obszarach Polska mogłaby w przyszłości zrobić coś więcej niż tylko zabierać głos. Mogłaby zacząć budować wokół konkretnych wartości i problemów międzynarodową współpracę państw, które podzielają podobne stanowisko.
Obrona życia jako element polskiej polityki zagranicznej
Mówiąc o kryzysie demograficznym, Nawrocki nie ograniczył się do statystyk dotyczących starzenia się społeczeństw i spadku liczby urodzeń. Wskazał na potrzebę ochrony i docenienia rodziny oraz wzmocnienia społecznego znaczenia rodzicielstwa. Powiedział również wprost, że należy działać na rzecz tego, aby poprzez kulturę i media promowane było rodzenie dzieci, a nie ich abortowanie.
To ważny sygnał. Kryzys demograficzny można bowiem traktować jako problem polityki społecznej, gospodarki czy systemu emerytalnego. Można jednak widzieć w nim również problem cywilizacyjny, związany z tym, jak współczesne społeczeństwa rozumieją wartość życia, rodziny i rodzicielstwa.
Jeżeli Polska chce być konsekwentna w tej sprawie, nie powinna poprzestać na pojedynczych wystąpieniach prezydenta. Mogłaby uczynić z ochrony życia i rodziny jeden z trwałych elementów swojej aktywności międzynarodowej.
Nie chodzi o to, aby Polska próbowała narzucać innym państwom własne rozwiązania. Chodzi raczej o znalezienie tych państw, które podobnie jak Polska uznają ochronę życia, rodzinę i odpowiedzialność za przyszłe pokolenia za istotne elementy polityki publicznej. W wielu częściach świata takie państwa istnieją, choć ich głos nie zawsze jest dobrze słyszalny w dominujących międzynarodowych debatach.
Konsekwentna obecność Polski w tym obszarze mogłaby więc zacząć tworzyć coś więcej niż grupę państw głosujących podobnie przy okazji pojedynczych rezolucji. Mogłaby powstać sieć współpracy poświęcona demografii, rodzinie i ochronie życia jako kwestiach mających znaczenie dla przyszłości społeczeństw.
Byłaby to korzyść przede wszystkim dla samej sprawy. Im więcej państw gotowych jest wspólnie mówić o ochronie życia i znaczeniu rodziny, tym trudniej traktować te kwestie jako marginalny element debaty publicznej. Ale byłaby to również korzyść dla Polski.
Od odbiorcy agendy do państwa, które ją współtworzy
Polska często uczestniczy w międzynarodowej polityce jako państwo reagujące na problemy i propozycje formułowane przez większych graczy. Tymczasem jednym ze sposobów budowania pozycji państwa nie jest wyłącznie zwiększanie jego potencjału gospodarczego czy militarnego. Znaczenie może mieć również zdolność do skupiania innych państw wokół określonych problemów i wartości.
Jeżeli Polska raz mówi o ochronie życia, a później milczy, gdy temat pojawia się na forum międzynarodowym, jej głos pozostaje jednym z wielu. Jeżeli natomiast będzie wracała do tego tematu, proponowała współpracę, organizowała spotkania państw zainteresowanych demografią i polityką rodzinną oraz szukała wspólnych inicjatyw, może stać się jednym z naturalnych punktów odniesienia dla państw, które podzielają podobne stanowisko.
Nie oznacza to, że wszystkie te państwa muszą mieć identyczne ustawodawstwo czy identyczną politykę społeczną. Wystarczy wspólnota podstawowego przekonania, że życie ludzkie, rodzina i przyszłość kolejnych pokoleń zasługują na ochronę.
Taki sposób działania odpowiadałby również polskiej tradycji. Polska nie musi wymyślać od podstaw języka, którym będzie mówić o godności człowieka, rodzinie czy ochronie życia. Te wartości są głęboko zakorzenione w polskiej kulturze i chrześcijańskim dziedzictwie.
Drugim filarem: obrona prześladowanych chrześcijan
Drugim obszarem, w którym Polska mogłaby wypracować podobną specjalizację, jest obrona prześladowanych chrześcijan.
Ten temat również pojawił się w wystąpieniu Nawrockiego. Prezydent zwrócił uwagę na zmniejszającą się liczbę chrześcijan w wielu częściach świata i mówił o atakach na miejsca kultu, dyskryminacji, przemocy oraz zabójstwach. Podkreślił, że sytuacja ta nie może pozostawać bez odpowiedzi społeczności międzynarodowej.
To problem o ogromnej skali humanitarnej. W różnych regionach świata chrześcijanie padają ofiarą przemocy, prześladowań lub systemowej dyskryminacji. W niektórych miejscach dochodzi również do zaniku wielowiekowych wspólnot chrześcijańskich. Sam prezydent mówił w ONZ o utracie żywej tradycji i dziedzictwa pierwszych wieków chrześcijaństwa.
Polska może oczywiście reagować na poszczególne przypadki. Znacznie większe znaczenie miałaby jednak długofalowa polityka.
Warszawa mogłaby stać się miejscem regularnych spotkań państw zainteresowanych wolnością religijną. Polska mogłaby zabiegać o wspólne stanowiska w organizacjach międzynarodowych, tworzyć koalicje w obronie konkretnych prześladowanych wspólnot i konsekwentnie podnosić sytuację chrześcijan w państwach, w których ich bezpieczeństwo i prawa są zagrożone.
Obrona chrześcijan może być przedstawiana jako szczególnie konkretny wymiar obrony wolności religijnej — jednej z podstawowych wolności człowieka.
Wartość i interes nie muszą się wykluczać
Oba kierunki mają jeszcze jedną wspólną cechę. Łączą sprawę, która ma znaczenie sama w sobie, z możliwością budowania pozycji Polski na arenie międzynarodowej.
Ochrona życia nie powinna być podejmowana dlatego, że może przynieść Polsce korzyści dyplomatyczne. Podobnie obrona prześladowanych chrześcijan nie powinna być jedynie instrumentem budowania wpływów. W obu przypadkach najpierw istnieje rzeczywisty problem, któremu warto poświęcić uwagę.
Ale polityka zagraniczna nie musi wybierać między wartościami a interesem państwa.
Jeżeli Polska konsekwentnie będzie bronić życia, rodziny i wolności religijnej, może z czasem zyskać partnerów, którzy będą chcieli współpracować właśnie dlatego, że widzą w Warszawie państwo gotowe mówić o tych kwestiach także wtedy, gdy nie są one najwygodniejszymi tematami międzynarodowej debaty.
To może być szczególnie ważne w świecie, w którym rośnie znaczenie państw spoza zachodniego kręgu kulturowego. W wielu z nich rodzina, religia i ochrona życia pozostają istotnymi elementami społecznego porządku. Polska może mieć z tymi państwami więcej wspólnego, niż wynikałoby to z tradycyjnych podziałów geopolitycznych.
Potrzebna jest konsekwencja
Wystąpienie prezydenta w ONZ warto więc potraktować nie tylko jako okazję do oceny jego poszczególnych tez, ale także jako pytanie o długofalowy kierunek polskiej polityki zagranicznej.
Czy Polska będzie tylko jednym z wielu państw zabierających głos w sprawie demografii, rodziny, ochrony życia i prześladowań chrześcijan? Czy też zacznie konsekwentnie budować wokół tych tematów współpracę międzynarodową?
To drugie podejście wymagałoby pracy znacznie wykraczającej poza przemówienia. Potrzebne byłyby inicjatywy dyplomatyczne, koalicje państw, spotkania międzynarodowe i stała obecność tych tematów w polskiej polityce zagranicznej.
Jeśli jednak taka polityka byłaby prowadzona konsekwentnie, Polska mogłaby osiągnąć podwójny efekt. Z jednej strony realnie wzmacniać sprawy, które uważa za ważne: ochronę życia i rodziny oraz wolność religijną i bezpieczeństwo prześladowanych chrześcijan. Z drugiej — budować własną pozycję jako państwa, które nie tylko reaguje na agendę innych, ale potrafi wokół ważnych dla siebie wartości gromadzić partnerów.
Wartości nie muszą być przeciwieństwem interesu państwa. Dobrze prowadzona polityka zagraniczna może sprawić, że obrona jednych i drugich będzie się wzajemnie wzmacniać.












