Pod witrażami katedry św. Szczepana papież zakończył czterodniową wizytę we Francji modlitwą o pokój. Ostatni dzień połączył pytania o przyszłość Europy z bardzo osobistym wezwaniem do przebaczenia. W mieście pamiętającym francusko-niemieckie wojny słuchali go również pielgrzymi zza granicy.
Na placu Republiki zabrakło miejsca, więc część wiernych przeniosła się do ogrodu Esplanade. Według danych Watykanu przytoczonych przez francuską Aleteię do Metzu przybyło 35 tysięcy osób, by zobaczyć Leona XIV na ulicach lub uczestniczyć w spotkaniu w katedrze. Ostatnia msza tej podróży miała szczególną intencję: pokój w Europie i na świecie.

Tego dnia europejskie sąsiedztwo było widoczne na każdym kroku. Reporterka Aletei Anne-Sophie Retailleau spotkała Dietmara i Marię-Esmeraldę z południowo-zachodnich Niemiec. On jest protestantem, ona katoliczką. Nie znali francuskiego, pomagali sobie gestami i angielskimi słowami. Dla niego zobaczenie papieża również było czymś wyjątkowym.
Przy barierkach Marie-Claire akompaniowała śpiewającym na flecie. Przyjechała z Belgii razem z siostrą Patricią; obie są dziewicami konsekrowanymi. Chciała modlić się za mieszkańców Europy i za rządzących — o światło potrzebne do budowania sprawiedliwego świata. Nawet służby porządkowe przypominały o przekraczaniu dawnych podziałów: francuscy i niemieccy policjanci wspólnie pomagali przybyszom.

Ziemia, na której pojednanie ma swoją historię
Wybór Metzu nadawał papieskim słowom szczególną wagę. W tej części Francji pamięć wojen obejmuje rodzinne rozstania, przymusowe wyjazdy, zmiany obywatelstwa i młodych ludzi wcielanych wbrew woli do obcej armii. W reportażu o Mozeli francuska Aleteia przywołuje opowieść miejscowej przewodniczki: jej teściowa w okresie historycznych zawirowań pięciokrotnie zmieniała paszport.
Miasto zachowało materialne ślady tych doświadczeń. Dworzec i szerokie arterie dzielnicy cesarskiej przypominają o niemieckich planach wojskowych. W okolicy pozostały fortyfikacje Linii Maginota. To krajobraz, w którym przez dziesięciolecia przygotowywano się do kolejnego starcia.
Niedaleko, w Scy-Chazelles, stoi skromny dom Roberta Schumana. Jego właściciel znał narodowe antagonizmy z własnego życia, a chrześcijańską wiarę łączył z odpowiedzialnością polityczną. Właśnie tu łatwiej zrozumieć, jak wymagającym przedsięwzięciem było powojenne zbliżenie Francji i Niemiec. Trzeba było przekonać ludzi naznaczonych wojną, że współpraca z dawnym przeciwnikiem może zabezpieczyć przyszłość ich dzieci.

Europa ma korzenie — i zobowiązania
W Centrum Kongresowym im. Roberta Schumana Leon XIV mówił o chrześcijańskim wkładzie w powstanie Europy. Przywołał św. Benedykta i klasztory, których działalność kształtowała oświatę, opiekę nad chorymi, naukę i życie społeczne. Odwołanie do tego dziedzictwa wiązał z uznaniem godności osoby oraz jej otwartości na Boga.
Wyprowadzał stąd konkretne wskazania. Świeckość instytucji powinna pozostawiać miejsce współpracy z Kościołami i poszanowaniu ich autonomii. Prawa człowieka wymagają powiązania z obowiązkami wobec innych. Przyjmowanie migrantów musi obejmować rzeczywistą integrację: możliwość rozwijania zdolności i poznawania wspólnoty, do której przybyli.
Papież przestrzegał również przed przekonaniem, że same zbrojenia zapewnią bezpieczeństwo. Odrzucał naiwną wizję pokoju, domagając się zarazem cierpliwych negocjacji i działań odpowiadających skali zagrożeń. Przypomniał zasadę dotrzymywania umów. Prawo międzynarodowe i współpraca wielostronna chronią równość państw przed ambicjami dominacji.
W tym ujęciu pamięć o Schumanie stawała się wymaganiem stawianym współczesnym przywódcom: pokój trzeba budować przez decyzje tworzące wzajemne zaufanie, także wtedy, gdy przynoszą małe i powolne rezultaty. Europejskie doświadczenie pojednania pozostaje zadaniem, którego każde pokolenie musi podjąć się na nowo.

Rozbroić język, towarzyszyć bezbronnym
Poranne spotkanie międzyreligijne dotyczyło odpowiedzialności ludzi wiary za relacje między wspólnotami. Leon XIV zdecydowanie potępił usprawiedliwianie przemocy autorytetem Boga. Religijna mowa powinna powstrzymywać nienawiść, a przywódcy ponoszą odpowiedzialność za słowa wypowiadane wobec własnych wiernych.
Zaznaczył przy tym, że dialog pozwala wyrażać własną tożsamość w prawdzie i z szacunkiem dla drugiego. Wspólne działanie na rzecz pokoju nie wymaga przemilczania różnic.
Przesłanie obejmowało również ochronę życia. Papież przypominał, że cywilizację ocenia się po tym, jak traktuje człowieka słabego. Wiara powinna owocować obecnością przy cierpiących, opieką i czułością aż do końca ich życia. W kontekście całej podróży te słowa przywoływały spotkania z chorymi w Lourdes: troska o godność człowieka domaga się zarówno publicznego świadectwa, jak i cierpliwej obecności przy konkretnej osobie.
Pod witrażami: siła przebaczenia
Kulminacją dnia była Eucharystia w katedrze św. Szczepana. Po mszach pod gołym niebem w Paryżu i Lourdes ostatnia celebracja odbyła się w świątyni nazywanej „Latarnią Pana Boga”. Jej około 6500 metrów kwadratowych witraży tworzy niezwykłą opowieść o ciągłości chrześcijańskiej kultury. Obok dzieł średniowiecznych są tu współczesne, między innymi Marca Chagalla i Jacques’a Villona. Po zniszczeniach wojennych znów powierzano artystom zadanie nadawania światłu barw.
Homilia dotyczyła pokoju i przebaczenia. Wobec przemocy, manipulacji i arogancji Leon XIV odrzucił utożsamianie Ewangelii ze słabością. „Nie jest prawdą, że ten, kto się mści, jest silniejszy od tego, kto przebacza” — mówił do mieszkańców ziemi poranionej wojnami. Docenił też miejscowy dialog wiary i społeczeństwa obywatelskiego, związany z obowiązującym tu systemem konkordatowym. Przyszłość Europy widział we współbrzmieniu różnic, zachęcając wiernych do odważnego świadectwa.
Muzykę powierzono katedralnej maîtrise, obchodzącej trzydziestolecie odtworzenia. Siedemdziesięciu śpiewaków uczestniczyło w przygotowaniach do papieskiej wizyty. Dyrektor Christophe Bergossi opowiadał wcześniej Aletei o wyjątkowym przeżyciu, jakim jest przyjęcie papieża we własnej katedrze. Przez trzy dekady szkoła związana z chórem wychowała około dziewięciuset osób. Jej zadaniem jest także przygotowywanie młodych do posługi muzycznej w parafiach.
Organizatorzy zapowiadali znaczące miejsce chorału gregoriańskiego w liturgii. W Metzu ma to historyczne uzasadnienie: miasto należało do ośrodków, w których kształtowała się ta tradycja. Muzyka przypominała więc o dziedzictwie przekazywanym przez kolejne pokolenia — tym samym, do którego papież odwoływał się w rozważaniach o Europie.

Co pozostaje po ostatniej celebracji
Po mszy Leon XIV pozostał w katedrze, witając wiernych, osoby z niepełnosprawnościami i przedstawicieli władz. Organy nadal grały. Wizyta dobiegała końca, lecz papież poświęcał czas kolejnym osobom.
Francuska Aleteia, podsumowując podróż, zwraca uwagę na spotkanie bardzo różnych środowisk: młodych, rodzin, ludzi przygotowujących się do chrztu, chorych i tych, którzy się nimi opiekują. Przez te dni zachęta do wiary łączyła się z wymaganiami dotyczącymi codziennego życia. Młodzi słyszeli o powołaniu do świętości, nowi wierni o dzieleniu się Ewangelią, rodziny o wartości ich wytrwałości, a chorzy o godności, której cierpienie nie odbiera.
W Metzu powróciło wezwanie skierowane do młodego pokolenia: aby nie bało się przyszłości, zakładania rodzin i odpowiedzialności za innych. Ostatni etap pozwala odczytać całą podróż jako zaproszenie do dojrzałej nadziei — takiej, która znajduje wyraz w wierności, służbie i gotowości do pojednania. Po wyjeździe papieża właśnie te zadania pozostają jego słuchaczom.
Opracowano na podstawie przemówienia Leona XIV oraz relacji i reportaży francuskiej Aletei.






![Księdzem jest człowiek. W depresji potrzebny jest terapeuta [WYWIAD]](https://img.aleteia.org/tr:w-150,h-150,q-75/uploads/2026/06/shutterstock_1445299580.jpg)





