Pozwolić zmęczonej mamie zasnąć. Zauważyć dziecko, które zostało samo. Podać głodnemu chleb. Władysław Bełza potrafił mówić o wielkich sprawach przez najprostsze gesty. Reprint jego książki „Dla dzieci” przypomina wiersze, które warto znów przeczytać razem z dziećmi.
Są pisarze, którym jeden utwór zapewnił nieśmiertelność, a przy okazji przesłonił niemal całą resztę twórczości. Władysław Bełza należy do tego grona. Wystarczy zapytać „Kto ty jesteś?”, by usłyszeć znajomą odpowiedź. Znacznie trudniej przypomnieć sobie inne jego wiersze.
Tymczasem za autorem słynnego patriotycznego katechizmu kryje się uważny obserwator dziecięcego świata: domowych uroczystości, wzruszeń, zabaw, pierwszych pytań o Boga. Wydawnictwo Dębogóra przywraca go czytelnikom w książce „Dla dzieci”, będącej — poza okładką — wiernym reprintem lwowskiego wydania z 1897 roku. Zachowane ilustracje i dawna pisownia zapraszają do świata naszych pradziadków. Ale niektóre spotkania w tym świecie okazują się zadziwiająco bliskie.
Mama nie potrzebuje udanej recytacji
W „Imieninach mamy” wszystko jest przygotowane. Dzieci mają podarunki, powtarzają wiersz, czekają na uroczystą chwilę. Wreszcie otwierają się drzwi — i cała wyuczona przemowa ulatuje z głowy. Zostają łzy, wzruszenie, przytulenie do matczynych kolan.
Bełza tak kończy tę scenę:
Więc i mama rozrzewniona,
O nic więcej się nie pyta...
Tylko garnie je do łona,
I w serduszkach wszystko czyta.
To fragment wart przeczytania także przez dorosłych. Dzieci bardzo chciały dobrze wypaść. Mama rozumie jednak to, czego nie zdołały powiedzieć. Domowa uroczystość może się udać nawet wtedy, gdy zawiedzie pamięć, a występ zakończy się przed pierwszą zwrotką. Miłość nie wymaga bezbłędnej recytacji.
W innym wierszu, „Nie budź Halinko mamy”, poeta zatrzymuje się przy jeszcze skromniejszym wydarzeniu. Dziewczynka chorowała, matka czuwała przy niej przez noc, podawała lekarstwo, tuliła. Teraz dziecku jest lepiej i chciałoby już biegać. Mama wreszcie zasnęła.
Teraz prawda, czujesz sama,
Że ci znacznie lepiej:
Pozwól dziecię, niech spi mama,
Niech sen ją pokrzepi!
Ile można powiedzieć tymi czterema wersami! Mama też bywa zmęczona. Jej troska kosztuje czas i siły. Wdzięczność zaczyna się od zauważenia tego wysiłku, a potem przybiera bardzo konkretną postać: przez chwilę pobawię się ciszej. Dla rodziców małych dzieci to zapewne jeden z bardziej przekonujących programów wychowawczych.
Zobacz tego, kto ma mniej
Rodzinne ciepło u Bełzy prowadzi również do pytania o ludzi, którym go zabrakło. W wierszu „Bez mamy” dziecko otoczone miłością rodziców zostaje poproszone, by dostrzegło osieroconego rówieśnika:
Jeśli się spotkasz z jaką sierotką,
Co się samotnie błąka śród świata,
Zastąp jej siostrę, zastąp jej brata!
Ostatni wers jest szczególnie piękny. Poeta podsuwa dziecku coś, co ono naprawdę może ofiarować: swoją obecność, przyjaźń, miejsce we wspólnej zabawie. Współczesny rodzic znajdzie tu dobry początek rozmowy o koledze, który stoi sam na przerwie, albo o kimś, komu trudno odnaleźć się w nowej klasie. Własne szczęście pozwala hojniej obdarowywać innych.
Podobną prostotę ma „Dziadek”. Tytułowy staruszek idzie do wioski w niepogodę. Poeta kieruje uwagę małego czytelnika na jego najbardziej zwyczajne potrzeby:
Może on głodny, spragniony może?
Wynieś mu chleba, daj kubek wody!
Chleb i woda wystarczają, by dziecięcy wierszyk przypomniał o uczynkach miłosierdzia. Bełza daje młodemu czytelnikowi poczucie, że już teraz może uczynić coś dobrego. Nie trzeba czekać na dorosłość, wielkie pieniądze ani szczególną okazję.
Ta szkoła wrażliwości obejmuje również zwierzęta. W „W klatce” ptak dostaje cukier i wodę, a mimo to smutnieje, bo odebrano mu swobodę. Dziecko ma zauważyć, że własna przyjemność posiadania ptaszka nie wyczerpuje sprawy. Trzeba jeszcze spojrzeć na stworzenie, które cierpi. To bardzo dobre ćwiczenie wychodzenia poza własne „chcę”.
Do Boga przez codzienne życie
Wiara jest w tych wierszach obecna równie naturalnie jak dom, przyroda czy pamięć o ojczyźnie. Dziecko modli się za mamę, matka uczy je składać ręce do pacierza, śpiew słowika przywodzi na myśl chwałę Matki Bożej.
W „Rozmowie z mamą” pada pytanie, które mogłoby zadać także dzisiejsze dziecko zapatrzone w nocne niebo: którędy trafić do Pana Boga? Czy prowadzi do Niego droga podobna do jasnej wstęgi na niebie?
Matka odpowiada, sprowadzając tę myśl do codziennego postępowania:
Niech serce swoje bliźnim otworzy,
Niech zeń przybytek uczyni Boży,
Warto zatrzymać się przy tym obrazie. Dziecko pyta o odległe niebo, a słyszy o sercu, które może otworzyć już tutaj. Rozmowa o Bogu łączy się z rozmową o człowieku czekającym na naszą dobroć. Czytane obok wierszy o zmęczonej mamie czy samotnym dziecku, te dwa wersy nabierają szczególnej wyrazistości.
Także patriotyczny Bełza potrafi zaskoczyć kogoś, kto kojarzy go wyłącznie z uroczystą deklamacją. W otwierającym „Abecadlnik w wierszykach” utworze „Do dzieci” pisze:
Że nie tylko wciąż bojowo,
Nie przy szabli, nie przy zbroi,
Ale sercem, ale głową,
Przyjdzie służyć ziemi swojej!
Słowa te czytano w Polsce podzielonej między zaborców. Tym mocniej wybrzmiewa przekonanie, że ojczyzna potrzebuje także nauki, rozumu, pracy i dobrego serca. Dziś mogą pomóc wytłumaczyć dziecku, po co zdobywa wiedzę i rozwija zdolności. Będzie mogło dzięki nim zrobić coś pożytecznego dla innych. Patriotyzm ma swoje zwyczajne, codzienne obowiązki.
Książka do czytania razem
Reprint pozwala obcować z dawną książką w jej historycznej postaci. Warto to uszanować, a zarazem pamiętać, że lektura wymaga obecności dorosłego. Są tu archaiczne słowa, sentymentalne obrazy i pouczenia znacznie surowsze od tych, które wybralibyśmy dzisiaj. Nie każdy fragment nadaje się do czytania najmłodszym bez objaśnienia.
Najlepiej więc sięgać po Bełzę po trochu. Wybrać wiersz, przeczytać go głośno, wyjaśnić niezrozumiałe słowo. Zapytać, dlaczego mama nie obraziła się za zapomniane życzenia. Co mogło ucieszyć samotne dziecko? Jak można komuś pomóc, mając zaledwie kilka lat?
Właśnie do takiej rodzinnej lektury warto polecić „Dla dzieci”. Rytm wierszy sprzyja zapamiętywaniu, ilustracje zachęcają do oglądania, a wspólna rozmowa pozwala odnaleźć pod dawnymi słowami sprawy wciąż ważne. Być może po zamknięciu książki zostanie w pamięci prosty obraz: dziecko idzie na palcach, żeby zmęczona mama mogła jeszcze chwilę pospać. Dobrze, jeśli literatura potrafi nauczyć także tego.
Władysław Bełza, „Dla dzieci”, Wydawnictwo Dębogóra, 2026, 190 stron, oprawa twarda, szyta. Reprint wydania lwowskiego z 1897 roku, ze zmienioną okładką. W cytatach zachowano pisownię źródła. Wydawnictwo Dębogóra






![Księdzem jest człowiek. W depresji potrzebny jest terapeuta [WYWIAD]](https://img.aleteia.org/tr:w-150,h-150,q-75/uploads/2026/06/shutterstock_1445299580.jpg)





