Przejdz do tresci glownej

Francja pokazała Kościół, który nie boi się własnej tradycji. Czego możemy się z tego nauczyć?

5 min czytania
worshippers-watch-giant-screen-pope-leo-xiv-mass-saint-etienne-metz-cathedral-france-september-28-2026

Autor: JEAN-CHRISTOPHE VERHAEGEN | AFP

Worshippers watch on a giant screen a live broadcast of Pope Leo XIV celebrating a mass at Saint-Etienne de Metz Cathedral, in Metz, northeastern France on September 28, 2026 on the last day of his visit to France. (Photo by Jean-Christophe VERHAEGEN / AFP)

Wizyta Leona XIV we Francji była nie tylko wydarzeniem religijnym o ogromnej skali. Pokazała też Kościół, który potrafi połączyć młodość z tradycją, liturgię z kulturą i ewangelizację z wymaganiem. O tym, co z francuskiej pielgrzymki papieża może wynikać dla Kościoła w Polsce, rozmawiamy z Piotrem Chrzanowskim z „Christianitas”.

TODO MESSAGE :

Cztery intensywne dni papieskiej wizyty we Francji przyniosły obrazy, które trudno było przeoczyć: tłumy wiernych w Paryżu, modlitwę w Lourdes, spotkania z młodymi, łacińskie śpiewy, mocne odniesienia do chrześcijańskich korzeni Europy i jednoznaczne słowa dotyczące obrony życia.

Piotr Chrzanowski zwraca uwagę, że całą pielgrzymkę można czytać jako odpowiedź na to, co dzieje się dziś w Kościele francuskim. Jego zdaniem Leon XIV wyraźnie dostrzegł tam zjawiska, które nie pasują już do prostego obrazu Francji jako kraju całkowicie zsekularyzowanego.

Metz: Europa potrzebuje pamięci

Jednym z ważnych punktów podróży był Metz – miasto pogranicza, którego historia sama w sobie przypomina o tym, jak krucha bywa europejska wspólnota. Chrzanowski widzi w wyborze tego miejsca mocny symbol: pamięć o wojnach europejskich i o cenie konfliktów między narodami.

W jego ocenie papieskie wystąpienia w Metzu wpisywały się w długą linię nauczania Stolicy Apostolskiej o jedności Europy – nie jako projekcie czysto administracyjnym, ale jako wspólnocie wyrastającej także z chrześcijańskiego dziedzictwa. Leon XIV przypominał o św. Benedykcie i znaczeniu monastycyzmu dla cywilizacji europejskiej.

Lourdes: Kościół jako miejsce dla chorych

Inny ton miała wizyta w Lourdes. Tutaj na pierwszy plan wysunęły się cierpienie, choroba i opieka nad najsłabszymi. Chrzanowski zwraca uwagę, że wrażliwość papieża na ludzi chorych była widoczna podczas całej pielgrzymki.

Lourdes ma jednak także wymiar społeczny. We Francji, gdzie aborcja została wpisana do konstytucji, a debata o eutanazji wciąż budzi ogromne emocje, papieskie nauczanie o ochronie życia siłą rzeczy wybrzmiewało także w kontekście publicznym.

Notre-Dame nie jest muzeum

Jednym z najbardziej znaczących momentów były nieszpory w paryskiej Notre-Dame.

Chrzanowski przypomina słowa papieża, który mówił o katedrze jako o „bijącym sercu” narodu i miejscu łączącym przeszłość z przyszłością. Ale zarazem Leon XIV zaznaczył coś bardzo istotnego: katedra nie żyje dlatego, że jest pięknym zabytkiem. Żyje wtedy, gdy sprawowana jest w niej liturgia. Untitled1 MIC 1

To rozróżnienie jest ważne także poza Francją. Chrześcijaństwo można przecież zachować jako element kultury, architektury, muzyki czy narodowej pamięci, a jednak utracić jego żywą treść.

„Salve Regina” i Kościół, który nie boi się łaciny

Jednym z obrazów, które szczególnie zapadły w pamięć, był wspólny śpiew „Salve Regina”. Łacina pojawiała się zresztą podczas pielgrzymki częściej. Chrzanowski zauważa, że podczas papieskich Mszy „Ojcze nasz” śpiewano po łacinie, a w Lourdes w tym języku wykonywano również Credo.

Nie chodzi przy tym – podkreśla rozmówca – o powrót do sytuacji, w której cała liturgia musiałaby być sprawowana po łacinie. Chodzi raczej o odzyskanie wspólnego języka modlitwy, szczególnie w czasach, gdy podczas jednej Mszy coraz częściej spotykają się ludzie z różnych krajów.

W takim świecie wspólny śpiew „Pater noster”, Credo czy „Salve Regina” może być czymś więcej niż estetycznym dodatkiem. Może stawać się rzeczywistym znakiem katolickiej powszechności.

Czy Kościół przestał wymagać?

W pewnym momencie rozmowa przenosi się z Francji do Polski.

Chrzanowski przyznaje, że patrzył na część francuskich wydarzeń „z pewną zazdrością i pewnym smutkiem”. Przypomniały mu się pielgrzymki Jana Pawła II do Polski i słynne wezwanie z Westerplatte: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”.

I właśnie tu pojawia się jedno z najważniejszych pytań całej rozmowy: czy dziś od młodych przestał wymagać nie tylko świat, ale także sam Kościół?

Chrzanowski przywołuje też Wadowice i papieskie wspomnienia z młodości. Z tej wizyty zapamiętaliśmy kremówki, ale znacznie rzadziej pamiętamy, że Jan Paweł II mówił wtedy młodym także o teatrze, „Antygonie”, łacinie i grece – o kulturze, która stawia wymagania i poszerza horyzont.

Młodzi Francuzi nie chcą wojny o liturgię

Szczególnie ciekawy jest obraz młodego francuskiego katolicyzmu.

Zdaniem Chrzanowskiego nie jest to środowisko, które łatwo dałoby się wpisać w prosty spór „nowa liturgia kontra stara liturgia”. Młodzi katolicy we Francji niekoniecznie są ideologicznymi tradycjonalistami, ale jednocześnie nie mają potrzeby odcinania się od tego, co dawne.

Po prostu korzystają z tradycji Kościoła – także liturgicznej – bardziej naturalnie.

To być może jedna z najciekawszych lekcji francuskiej pielgrzymki. Tradycja nie musi być traktowana jako muzeum ani jako broń w kościelnym sporze. Może być zwyczajnym językiem wiary.

Najpierw spotkanie z Chrystusem

Na końcu rozmowy pojawia się jeszcze jeden motyw: chrystocentryzm papieskiego nauczania.

Chrzanowski zwraca uwagę, że w wielu homiliach Leona XIV wyraźnie obecna była logika znana z Ewangelii: najpierw spotkanie z Chrystusem, potem przemiana życia.

Tak dzieje się w scenie z Samarytanką, z powołaniem Mateusza czy z kobietą pochwyconą na cudzołóstwie. Moralna przemiana jest konieczna, ale jej początkiem nie jest kodeks – tylko spotkanie z Osobą.

I być może właśnie tutaj znajduje się odpowiedź na pytanie, dlaczego francuski Kościół mimo kryzysów wciąż potrafi gromadzić ludzi.

Nie dlatego, że znalazł doskonałą metodę organizacyjną. Nie dlatego, że udało mu się uniknąć błędów.

Ale dlatego, że tam, gdzie chrześcijaństwo znów pokazuje siebie jako żywą wiarę, a nie wyłącznie dziedzictwo kulturowe, wciąż potrafi przemawiać.