Przejdz do tresci glownej

„Mistyczka” zapełnia kina. Dlaczego historia Alicji Lenczewskiej tak porusza widzów?

7 min czytania
Kocham-was-d6-sociale-139-2048×1365-1.jpg

Autor: materiały prasowe Rafael Film

Ponad 163 tysiące widzów, wyprzedane seanse i emocje, które nie kończą się wraz z napisami. Film o szczecińskiej nauczycielce okazuje się historią, w której widzowie rozpoznają własne tęsknoty. Co stoi za sukcesem „Mistyczki”?

TODO MESSAGE :

Pani Emilia poszła do kina z trzynastoletnią córką. Obie płakały. Kiedy seans się skończył, jeszcze przez siedem minut siedziały w fotelach. W końcu pracownica sprzątająca salę poprosiła je o wyjście — trzeba było przygotować kino dla kolejnych widzów.

Ta opowiedziana nam historia pokazuje coś, czego nie znajdziemy w zestawieniach frekwencji: film może się skończyć, a człowiek wciąż potrzebuje chwili, żeby wrócić do codzienności.

„Mistyczka” Jana Sobierajskiego, z Dorotą Chotecką-Pazurą jako Alicją Lenczewską, weszła do regularnego repertuaru 11 września. Opowieść o kobiecie, która w dojrzałym wieku przeżyła nawrócenie i zaczęła zapisywać doświadczenia mistyczne, mogła wydawać się propozycją dla wąskiego grona odbiorców. Wyniki pokazują, że znalazła znacznie szerszą publiczność.

Ponad 163 tysiące widzów

Według serwisu Box Office Raport do końca weekendu 25–27 września „Mistyczkę” obejrzało 163 849 widzów. W sam trzeci weekend film przyciągnął 27 508 osób i zajął piąte miejsce w zestawieniu najchętniej oglądanych tytułów.

Tydzień wcześniej weekendowa widownia wyniosła 29 180 osób, a łączna frekwencja osiągnęła 104 013. Film był wówczas trzeci w rankingu. Weekendowe zainteresowanie zmniejszyło się wtedy zaledwie o 2 proc., a w kolejnym tygodniu — o 6 proc. Publiczność nie skończyła się więc wraz z pierwszą falą premierowej ciekawości.

Są także konkretne przykłady wyprzedanych pokazów. System sprzedaży Wejherowskiego Centrum Kultury informuje o braku biletów na seans 20 września w sali Apollo. Nasielski Ośrodek Kultury ogłosił z kolei, że po wyprzedaniu zaplanowanej projekcji dodaje następny pokaz. Nie oznacza to, że biletów brakuje wszędzie. Potwierdza jednak, że zainteresowanie przekłada się na pełne sale.

Znajoma twarz z „Rancza”, zupełnie inna rola

Jednym z powodów, dla których widz może zainteresować się „Mistyczką”, jest obsada. Dorotę Chotecką wielu Polaków zna jako Krystynę Więcławską z „Rancza” lub Danutę Norek z „Miodowych lat”. Tutaj oglądają ją w roli wymagającej powagi, skupienia i pokazania przemiany wewnętrznej.

Partnerują jej między innymi Sławomir Orzechowski, Radosław Pazura, Filip Gurłacz, Dariusz Kowalski i Marcin Kwaśny. Za scenariusz i reżyserię odpowiada Jan Sobierajski, a producentami są Sobierajski i Andrzej Kocuba.

Czy znane nazwiska przesądziły o sukcesie? Nie ma badań, które pozwalałyby to stwierdzić. Mogą jednak pomóc widzowi zrobić pierwszy krok: wybrać film o bohaterce, której wcześniej nie znał.

Jolanta Fischer w swojej recenzji szczególnie chwali właśnie aktorów. „Przede wszystkim jest to film przepięknie zagrany” — ocenia. Zwraca uwagę na Orzechowskiego jako brata Alicji: intelektualistę, nieco irytującego flegmatyka, który okazuje się dla niej duchową opoką. Jego bohater ma charakter, a nie tylko funkcję do spełnienia w scenariuszu.

Sobierajski w rozmowie z serwisem WywiadyMarioli.pl mówił, że Chotecka była jego pierwszym wyborem. Według jego relacji, gdy bratowa Lenczewskiej zobaczyła ucharakteryzowaną aktorkę na planie, wzruszyła się i powiedziała: „To jest Ala!”.

Życie, które można jeszcze zmienić

Najciekawszy trop podsuwają sami twórcy. W materiałach prasowych Andrzej Kocuba tłumaczy, że „odarliśmy tę historię ze świątobliwego «lukru»”. Chcieli pokazać bohaterkę z uporem, słabościami i trudnym charakterem, z którą widz może się utożsamić.

Alicja była nauczycielką, należała do partii komunistycznej, lubiła podróże. Jej wcześniejsze wybory dalekie były od późniejszej drogi duchowej. Przełom przeżyła w wieku 51 lat. W filmowej opowieści ważne staje się więc pytanie bardzo bliskie zwyczajnemu człowiekowi: czy życie, które wydaje się już urządzone, można jeszcze zmienić?

Dorota Chotecka ujmuje to prosto: „Dopóki nie wydaliśmy ostatniego tchnienia, możemy wszystko w swoim życiu zmienić”.

To może być jeden z kluczy do zainteresowania filmem. Historia dojrzałej kobiety pozwala pomyśleć o własnych niespełnieniach, błędach i nadziejach. Jej wiek nie zamyka opowieści. Właśnie wtedy zaczyna się najważniejszy rozdział.

Jak pokazać mistykę?

Fischer przyznaje, że szła na film z obawami. W kinie religijnym raziły ją wcześniej uproszczenia i nadmiernie idealizowane historie. „Mistyczka” okazała się dla niej pozytywnym zaskoczeniem również dzięki sposobowi przedstawienia doświadczeń nadprzyrodzonych.

Recenzentka opisuje scenę przełomowego spotkania z Chrystusem: widz obserwuje je przede wszystkim na twarzy Alicji. O sile tej chwili decydują mimika Choteckiej i światło. Później doświadczenia bohaterki poznajemy przez zapiski, głos i jej czyny. „Obserwujemy wizje Boga… bez wizji” — podsumowuje Fischer.

To ważny trop w poszukiwaniu przyczyn sukcesu. Skupienie na człowieku może ułatwiać widzowi wejście w opowieść o przeżyciach, które trudno sobie wyobrazić. Śledzi twarz kobiety i zmiany w jej życiu.

Miłość do brata i ciężar emocji

Relacja pani Emilii i jej córki kieruje uwagę na emocjonalną siłę filmu. Podobny wątek pojawia się w tekstach osób, które go obejrzały.

Milena Kindziuk w „Niedzieli” opisuje jako szczególnie przejmującą scenę, w której Alicja chce ofiarować swoje życie za chorego brata. Autorka skupia się na pytaniu o gotowość do oddania siebie drugiemu człowiekowi. Zwraca także uwagę na duchowość przeżywaną w mieszkaniu, szkole i zwykłych obowiązkach.

Recenzja opublikowana przez „Któż jak Bóg”, patrona filmu, podkreśla połączenie doświadczeń mistycznych z pracą, relacjami i cierpieniem. Jej autor ocenia „Mistyczkę” jako „najlepszy film religijny ostatnich lat”. To mocna opinia konkretnego recenzenta, nie powszechny werdykt krytyków.

Z tych wypowiedzi wyłania się możliwe wyjaśnienie wzruszenia widzów. Miłość do bliskich, lęk przed ich utratą, samotność i choroba są doświadczeniami zrozumiałymi także dla kogoś, kto nigdy nie czytał zapisków Lenczewskiej. Religijna historia dotyka spraw, które człowiek nosi bardzo blisko serca.

Fischer nie pomija przy tym zastrzeżeń. Jej zdaniem jedna z wypowiedzi o konserwatyzmie i skostnieniu Kościoła wymagała pełniejszego kontekstu. Bez niego widz może błędnie odczytać sens przywołanych słów. Recenzentka wskazuje, że potrzebne było wyraźniejsze rozróżnienie między krytyką religijności pozbawionej żywej wiary a podważaniem nauczania Kościoła. To uwaga do sposobu przedstawienia przesłania Lenczewskiej, która nie przekreśla jej pozytywnej oceny filmu.

Widzowie zabierają do kina kolejnych widzów

Sukces nie wyrósł całkowicie z próżni. W rozmowie dla „Któż jak Bóg” Andrzej Kocuba wspominał, że już zapowiedź filmu podczas spotkań z publicznością „Powołanego 2” wywoływała żywe reakcje. Sobierajski mówił natomiast o niemal sześciu tysiącach darczyńców, którzy pomogli zrealizować produkcję. Istniało więc środowisko ludzi czekających na tę historię.

Teraz dołącza do niego kolejna widownia. W wypowiedzi przytoczonej przez EWTN 25 września reżyser dziękował publiczności za zabieranie do kina bliskich, polecanie filmu i dzielenie się wrażeniami.

Nie znamy udziału poszczególnych czynników w jego powodzeniu. Znana aktorka, czytelnicy dzienników, środowiska wiary i osobiste rekomendacje mogą działać razem. Utrzymująca się frekwencja pozwala jednak przypuszczać, że „Mistyczka” może mieć życie znacznie dłuższe niż premierowa promocja.