Jolanta Zatorska została dyrektorem SESA Polska. Świecka misjonarka redemptorystów opowiada Aletei o ewangelizacji, rozeznawaniu woli Bożej i nowych wyzwaniach.
Jolanta Zatorska to świecka misjonarka Najświętszego Odkupiciela, czyli redemptorystów. Wspieramy to zgromadzenie w organizacji peregrynacji relikwii św. Gerarda Majelli. Przeczytasz o tym więcej TUTAJ.
Świecka misjonarka u redemptorystów. Czy to możliwe?
Aleteia: Jesteś świecką misjonarką Najświętszego Odkupiciela u redemptorystów. Dla wielu czytelników to brzmi wyjątkowo i tajemniczo. Kim właściwie jest świecki misjonarz?
Jolanta Zatorska: Świecki misjonarz Najświętszego Odkupiciela to droga dla osób świeckich, które odnajdują swoje miejsce w duchowości redemptorystowskiej. Jest to najgłębsza forma współpracy ze zgromadzeniem w misji apostolskiej i ewangelizacyjnej, ale też w dzieleniu pewnych elementów życia i świętowania. „Współpraca” to nawet zbyt ubogie słowo – tu chodzi o pełne współdzielenie misji.
W naszej duchowości kluczowe jest apostolstwo i konkretny styl działania: wspólnotowość oraz bycie blisko drugiego człowieka. W Prowincji Warszawskiej byłam w gronie osób, które przecierały szlaki, jeśli chodzi o wspólną misję. W 2013 roku wraz z drugą osobą, jako pierwsze świeckie misjonarki Najświętszego Odkupiciela w Polsce podpisałyśmy oficjalną umowę ze zgromadzeniem, co poprzedziły lata przygotowań.

Jak to się stało, że akurat redemptoryści pojawili się na Twojej drodze?
To długa historia. W 1991 roku podczas Światowych Dni Młodzieży w Częstochowie doświadczyłam bardzo osobistego pociągnięcia – poczułam, że Jezus wzywa mnie do ewangelizacji. Byłam wtedy w duszpasterstwie akademickim przy jezuitach w Toruniu i wraz ze wspólnotą modliliśmy się, by Bóg wskazał nam konkretną formę działania.
Równolegle, po nowym podziale administracyjnym Kościoła w 1992 roku, ówczesny biskup toruński Andrzej Suski poprosił redemptorystów o przygotowanie programu misji dla całej diecezji. Za to zadanie odpowiadał m.in. o. Jacek Dubiel CSsR, który wiedział, że nowa ewangelizacja nie uda się bez świeckich. Trafił na naszą grupę z Torunia. Od 1995 roku rozpoczęliśmy intensywne wspólne wyjazdy misyjne, a w 1996 roku powołaliśmy naszą Szkołę Nowej Ewangelizacji oraz wspólnotę ewangelizacyjną.
Z czasem poczułam pragnienie oddania życia Bogu na wyłączność, ale żyjąc w świecie. Po osobistych rekolekcjach u sióstr redemptorystek w 2000 roku odkryłam, że charyzmat św. Alfonsa Liguoriego to moja własna duchowość.
Wpis z Facebooka nie odtwarza się w twojej wyszukiwarce? Kliknij TUTAJ.
Czym jest Szkoła Ewangelizacji św. Andrzeja?
Z tej wspólnej pracy z redemptorystami wyrosła Szkoła Nowej Ewangelizacji Diecezji Toruńskiej, funkcjonująca w ramach globalnego projektu. Jak wygląda historia tej inicjatywy?
Szkoła Świętego Andrzeja zrodziła się w 1980 roku w Meksyku z inicjatywy świeckiego katolika José Prado Floresa. Ważnym etapem jej rozwoju była współpraca z o. Emilianem Tardifem oraz Wspólnotą św. Jana Chrzcicielaktóra zaowocowała projektem ewangelizacyjnym pod nazwą KeKaKo – od słów kerygma, karisma, koinonia.
W latach 90. zaczęły powstawać pierwsze Szkoły w Polscei, a w 2010 roku poszczególne szkoły lokalne podpisały umowę z Biurem Międzynarodowym, przyjmując jednolitą metodologię oraz tworząc rodzinę Szkół Świętego Andrzeja.
Na czym polega specyfika tej metody?
Nasza metodologia opiera się na trzech filarach:
- Kerygmacie: Każdy kurs ma charakter kerygmatyczny, głosi fundamenty wiary.
- Charyzmatach: Jesteśmy otwarci na działanie Ducha Świętego, który potwierdza głoszenie znakami.
- Wspólnocie: Nigdy nie ewangelizujemy w pojedynkę, zawsze działa zgrana ekipa.
Naszym głównym celem i darem dla Kościoła nie są jednorazowe akcje ewangelizacyjne, ale formowanie ewangelizatorów oraz formatorów ewnagelizatorów – uformowanie dojrzałych chrześcijan, uczniów-misjonarzy, którzy będą przemieniać swoje środowiska. Nosimy imię Apostoła Andrzeja, ponieważ naszą misją jest przyprowadzanie do Jezusa „Piotrów”, którzy będą służyć, głosić i kochać Jezusa bardziej i lepiej niż my sami.

Świecka kobieta na czele SESA Polska: „To znak proroczy”
Niedawno zostałaś dyrektorem krajowym SESA Polska, zastępując o. Krzysztofa Czerwionkę CR, który pełnił tę funkcję przez kilkanaście lat. Jak przyjęłaś to powołanie?
Proces wyboru trwał od lutego do maja i opierał się na głębokim rozeznawaniu. Kiedy okazało się, że jestem kandydatką z kilku środowisk, poczułam ogromne zaskoczenie i ludzki opór. Miałam poukładane, szczęśliwe życie i przestraszyłam się tak wielkiego wyzwania.
Wiedziałam jednak, że muszę pytać o wolę Bożą. Bóg odpowiadał mi bardzo konkretnymi słowami Pisma Świętego. Najpierw było to namaszczenie Dawida na króla – po ludzku nie byłam oczywistym wyborem: świecka osoba, w dodatku kobieta, w środowisku, gdzie większość dyrektorów to kapłani. Kolejnym słowem była rozmowa z Piotrem po zmartwychwstaniu i słowa: „poprowadzą cię, dokąd nie chcesz”. Tuż przed wyborami otrzymałam czytanie o ofiarowaniu Izaaka oraz modlitwę z Getsemani: „Nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie”. Odpowiedziałam na to wezwanie.
Jak na ten wybór zareagowało środowisko?
Jolanta Zatorska: Zapamiętam pierwszą rozmowę online z założycielem, José Prado Floresem. Powiedział mi wtedy: „Jolu, to, że w polskim Kościele na czele SESA Polska staje świecka kobieta, jest dla mnie znakiem proroczym. To potwierdzenie Bożego działania, bo po ludzku pewnie byśmy tak nie postąpili”. Od naszego środowiska w Polsce również doświadczam wielkiego wsparcia i życzliwości.
Wyzwania dla ewangelizacji: Jak dotrzeć do nieobecnych?
Jakie plany i cele stawiasz sobie na nowym stanowisku?
W Polsce działa obecnie 80 Szkół Ewangelizacji Świętego Andrzeja Każda z nich jest autonomiczna, a rolą dyrektora krajowego i nowo wybranej Rady jest koordynacja, wsparcie oraz pomoc w zachowaniu wierności naszemu charyzmatowi. Chcę być blisko szkół lokalnych , pomagać w trudnościach i dbać o formację nowych dyrektorów kursów. Chcę służyć doświadczeniem i być blisko ludzi tam, gdzie na co dzień ewangelizują.
Największym wyzwaniem jest jednak szukanie nowych możliwości, dróg dotarcia z Ewangelią do osób, których w Kościele nie ma, oraz tych, którzy z niego odeszli.
Przed pandemią nie mieliśmy problemu z chętnymi na nasze kursy. Dziś, szczególnie w Polsce północnej, zachodniej i centralnej, doświadczamy dość często trudności z zebraniem odpowiedniej grupy osób, aby kurs mógł się odbyć. . Musimy zasłuchać się w Ducha Świętego i pozwolić się Mu prowadzić, bo On zna drogę do ludzkich serc.










![Księdzem jest człowiek. W depresji potrzebny jest terapeuta [WYWIAD]](https://img.aleteia.org/tr:w-150,h-150,q-75/uploads/2026/06/shutterstock_1445299580.jpg)

