
Jezus niczego od nas nie żąda. Bierze sobie nas do serca i patrzy ze współczuciem
I to jest prawdziwy cud: poczuć, że Ktoś bierze sobie nas do serca, bez względu na naszą sytuację fizyczną, psychiczną czy duchową.
Newsletter
Otrzymuj Aleteia codziennie w swojej skrzynce e-mail.



Ks.

I to jest prawdziwy cud: poczuć, że Ktoś bierze sobie nas do serca, bez względu na naszą sytuację fizyczną, psychiczną czy duchową.

Jeśli jakiś nakaz, nawet najbardziej chwalebny, staje się ważniejszy od samego Jezusa, to znaczy, że dotknęła nas pewna forma hipokryzji.

Bo przecież tym, co daje ukojenie naszemu sercu, jest tylko miłość, a Bóg jest Miłością – najbardziej wiarygodną, jaka istnieje.

Jezus nie robi widowiska z bólu tego mężczyzny. Nie wykorzystuje jego cierpienia, by robić sobie reklamę. Przeciwnie.

Każdy chciałby przecież spełnić się jako człowiek. Chciałby, by jego życie nie było produktem seryjnym, lecz jedynym w swoim rodzaju, wyjątkowym dziełem sztuki.

Mieć wiarę to przeczuwać, że za pozornie normalnymi sprawami zawsze kryje się nić, która łączy nas z naszym przeznaczeniem – tym prawdziwszym, bardziej autentycznym.

Czuwać i modlić się to znaczy być w teraźniejszości, świadomie przeżywać każdą chwilę, a zarazem utrzymywać i zacieśniać osobistą relację z Jezusem.

Taka modlitwa to przeciwieństwo zła. Być może nie ma modlitwy o większej sile.

Możemy przeżyć życie zupełnie nie zwracając uwagi na to, co jest ważne; żyć życiem, po którym ostatecznie nic nie zostanie…

Kto przezwycięży lęk przed śmiercią, zyska poczucie niewyobrażalnej wolności. Dlatego najbardziej dojrzały owoc wiary dotyczy właśnie tego lęku.

Mamy jaśnieć! Ciągle. To najlepsze, co możemy zrobić dla samych siebie i innych.

Dlaczego czekamy na negatywne doświadczenia, by wziąć na serio dobro obecne w naszym życiu? Nie czekajmy na niezwykłe zdarzenia, pozytywne lub negatywne, by żyć wiarą w Boga i dostrzegać dary, jakimi nas otacza.

W tej Ewangelii mowa jest o trzech sposobach pójścia za Chrystusem. Żadnego chowania w norach, żadnego moszczenia w gniazdach i czekania, żadnych układów, żadnych kompromisów. Iść za Chrystusem to nastawić na Niego całe życie.

Zdumiewające jest dla nas, ile czasu Jezus poświęca na modlitwę. To czas decydujący, osobisty i długi. Rozumiemy, że właśnie w tym czasie kryje się Jego największa tajemnica.

Szczerość to pierwszy krok do przyjęcia prawdy. Ale szczerość bez pokornej gotowości do poprawy nie jest zaletą, lecz formą pychy.

To smutne, kiedy w Kościele przeważa logika pierwszych miejsc, albo gdy dążenie do władzy usprawiedliwiane jest „duchowością”, w której Ewangelia stanowi pretekst dla nadużyć. Zbyt wiele wspólnot, ruchów i stowarzyszeń kościelnych zostało w ten sposób zranionych.

Ci, którzy się modlą, są naprawdę inni, także fizycznie: emanuje z nich jakieś tajemnicze światło: ze spojrzenia, twarzy, gestów, uśmiechu, a nawet z cierpienia. Można u nich wyczuć głębię u innych nieobecną.

Milczenie Jezusa nie powinno cię oburzać. Ta kobieta z ewangelicznej opowieści daje nam doskonałą lekcję.

Sam należę do tych robotników, którzy z rezygnacją odpowiadają gospodarzowi: „Nikt nas nie najął”…

Nasza miłość do Chrystusa może być drogą, dzięki której ktoś cierpiący obok nas dozna przebaczenia i miłosierdzia.