Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czy możemy cieszyć się szczęściem bez obawy, że je utracimy?

family, happy, children
@halfpoint
Udostępnij

„To jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe!”. Często tak reagujemy, gdy wszystko nam się w życiu dobrze układa (a nawet zbyt dobrze według nas). Jak byśmy bali się trochę szczęścia i chcieli zakląć zły los, wyobrażając sobie najgorsze, żeby nie przeżyć zawodu. Ale dlaczego tak bardzo boimy się być szczęśliwi? Jak pozbyć się tego uczucia obawy?

Bóg stworzył nas po to, byśmy byli szczęśliwi, a cierpienie pozostaje jedną z największych tajemnic, jakie napotykamy. Wiara powoduje, że ta tajemnica staje się jeszcze bardziej nieprzenikniona: jeśli Bóg nie istnieje to cierpienie jest wynikiem zrządzenia losu, ale jeśli Bóg jest miłością, to jak może akceptować cierpienie? Stąd może wynikać pokusa targowania się z Bogiem: „Dam Ci to, jeśli Ty mi dasz tamto”, tak jakby trzeba było udobruchać jakieś wszechmocne bóstwo gotowe zesłać nam cios. Tymczasem Bóg jest naszym Ojcem: nigdy nie chce dla nas nieszczęścia i ciągle wybawia nas od złego bez względu na to, jaką przybiera ono postać. Nikt bardziej niż On nie chce naszego szczęścia i nikt oprócz Niego nie może uczynić nas szczęśliwymi.

Z powodu obawy przed nieszczęściem, które może nam się przydarzyć, mamy tendencję do niedowierzania Bogu, wolimy zaufać różnym talizmanom zamiast zaufać samemu Bogu. Nie mamy odwagi oddać się całkowicie w Jego ręce, wszystko Mu oddać: tych których kochamy i to na czym nam zależy. Boimy się, że On „to wykorzysta”. Oczywiście, że Bóg „korzysta” z tego co Mu powierzamy.  Jednak robi to nie dla Siebie, ale dla nas. Nie żeby nas tego pozbawić i spłatać nam figla, do czego Zły usiłuje nas przekonać, ale żeby nas wyzwolić. Kiedy kurczowo trzymamy się naszego szczęścia to nie możemy się nim naprawdę nacieszyć, bo ogranicza nas obawa przed utratą tego szczęścia.

 

Dać się prowadzić Bogu  

Jeśli włożymy naszą rękę w rękę Boga, to nie powstrzyma nieszczęścia przed wejściem w nasze życie, ale nie będziemy się już bać ciemności. „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Twój kij i Twoja laska są tym, co mnie pociesza” (Psalm 23). Bóg ma wielkie ambicje wobec swoich dzieci. Nie chce im tylko dać małego, przyziemnego szczęścia, ale chce je napełnić Swoim szczęściem. To szczęście nie jest z tego świata, ale jest nam ono dane – poprzez cierpienie – już na tym świecie.

Im bardziej jesteśmy w stanie przyjąć prawdziwe szczęście, tym bardziej jesteśmy głęboko szczęśliwi. Tymczasem jeśli wszystko dobrze się układa, to możemy stracić pragnienie tego prawdziwego szczęścia i zadowolić się tym małym szczęściem, które nigdy nas nie napełni. A jeśli szukamy prawdziwego szczęścia, to Bóg dołącza do nas nawet w chwili największej nędzy, by dać je nam. To jest tajemnicza droga, która zaprzecza naszemu wyobrażeniu szczęścia: Droga Krzyżowa. Ale droga ta prowadzi do Wielkanocy.

Kiedy nasze ziemskie szczęście odzwierciedla szczęście niebiańskie to Zły nam szepcze „To jest zbyt piękne, żeby mogło trwać”. A prawda jest odwrotna: to złe jest „zbyt brzydkie żeby trwać”. Nie zagłuszajmy w nas pragnienia bezkresnego szczęścia. Bądźmy otwarci na to, co Bóg chce nam dać: to jest piękne. Zbyt piękne, żeby mogło się skończyć!

Christine Ponsard

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail