Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Twoja żona chce, byście wszystko robili razem? Odważ się powiedzieć jej „nie”

Man - Couple - Shopping - Bags - Bored
© wavebreakmedia
Udostępnij

Wiele par małżeńskich marzy o tym, by wszystko robić wspólnie. Wszystko sobie mówić. Wszystkim się dzielić. Stanowić prawdziwe «my». Iść przez życie ramię w ramię, rękę w rękę. To pragnienie prawdziwej miłości, które nie zawsze podzielają mężczyźni… Ale jak ten fakt wytłumaczyć żonie (unikając przy tym kłótni)?

Wiele kobiet skarży się, że ich mężowie nie odczuwają potrzeby dzielenia z nimi w większym stopniu spraw życia codziennego. «Mam wrażenie, że mój mąż po ślubie nadal pozostał kawalerem! Czuję, że mnie kocha, ale ja bardzo bym chciała, żebyśmy wszystko robili razem, razem brali udział w dniach skupienia, razem się modlili, razem robili zakupy. Tęsknię za nim, kiedy się rozstajemy». Tymczasem mężowi zaczyna brakować powietrza i wzbrania się przed tym osaczającym zjednoczeniem, a wtedy żona zastanawia się, czy on naprawdę jest zakochany.  

 

Robić wszystko w dwójkę – zadanie nie do wykonania?

W książce „Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus” John Gray podaje proste wyjaśnienie (zdaniem niektórych, aż zbyt proste): czy kobiety nadal nie rozumieją, że mężczyźni i kobiety nie pochodzą z tej samej planety? Ich wizja związku już u podstaw diametralnie się różni. Mężczyzna co jakiś czas potrzebuje wycofać się w głąb «swojej jaskini», jak mówi autor. Kiedyś byśmy powiedzieli, że funkcjonuje w systemie przegródek: kiedy jest w pracy, na rybach albo na spotkaniu, zapomina o tym, że żona, bardziej zespolona osobowościowo, myśli o nim i tęskni za jego towarzystwem. Kobieta natomiast, ogólnie rzecz biorąc, odczuwa potrzebę nieustannej obecności ukochanej osoby. Mężczyzna stoi na stanowisku, że para powinna móc oddychać, że momenty głębokiego zjednoczenia i intymności mają przeplatać się z chwilami wytchnienia i wolności. Przecież w ten sposób można zaznać przyjemności ponownego spotkania, choć oczywiście nie zawsze łatwo jest żyć obok siebie w ciągu dnia.

Może jednak odpowiedzi należałoby szukać gdzie indziej? Problem pary nie polega na tym, by «wszystko robić razem», a raczej na tym, by «działać zawsze w odniesieniu do drugiej osoby».

Niemożliwe jest robić wszystko wspólnie. Przede wszystkim praca zawodowa, ale również wszystkie inne nasze obowiązki po prostu nie pozwalają nam się nie rozstawać. Zakochany młody człowiek, który wkracza na ścieżkę małżeńską ze słowami: «Nigdy Cię nie opuszczę», musi zmierzyć się z oczywistym faktem: życie nas dzieli w takim samym stopniu, jak łączy. Dlatego też ta przepiękna jedność, do której para dąży, jest możliwa do osiągnięcia w miarę jak jedno z małżonków myśli o drugim.

 

Wciąż razem, choć osobno

W ten sposób mąż pogrążony w swojej pracy czy zaangażowany w pomoc innym będzie nieustannie pamiętał o tym, że jest żonaty: „Jak moja żona radziłaby mi rozwiązać ten problem?» Przestanie on działać wyłącznie we własnym imieniu, ale w swoich decyzjach będzie miał przed oczami żonę. Podobnie żona, która sama wybrała się, na przykład, na mszę świętą w ciągu tygodnia, nie będzie niepotrzebnie ubolewała z powodu nieobecności męża. Wspomni go w swoich modlitwach, zwracając się do Boga słowami, jakie prawdopodobnie on by wypowiedziałby, gdyby jej towarzyszył.

Takie zjednoczenie dusz wykracza poza fizyczną rozłąkę. Będzie ono mogło zaistnieć pomiędzy małżonkami, jeżeli w ich związku znajdzie się miejsce na chwile rozmowy, w których podzielą się oni ze sobą swymi planami, dążeniami, radościami i smutkami.

Czyż nasza relacja z Bogiem nie wykazuje przedziwnego podobieństwa do więzi łączącej małżonków? Nie zatracamy się w niej, a jednak, pomimo milczenia ze strony Pana, jest ona ubogacająca i głęboka. To dzięki tym pełnych mocy chwilom, kiedy słuchamy Jego słów w Ewangelii, a także szczególnie wtedy, kiedy z radością witamy Go w naszym sercu w Jego eucharystycznej postaci.

O. Denis Sonet

Czytaj także: Kto „nosi spodnie” w waszym związku?

Czytaj także: Czy małżeństwo jest po to, by leczyć samotność?

Czytaj także: A gdybyśmy pozwolili sobie na zachwyt?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail