Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Jaką postawę przyjąć wobec oziębłego współmałżonka?

Sad - Woman - Couple - communication
© WAYHOME studio
Udostępnij

„Czuję, że on się ode mnie oddala”. Nie należy sądzić, że podobne wypowiedzi padają jedynie z ust kobiet. Mężczyźni również mogą odczuwać emocjonalne oddalenie swojej żony. Istnieje wiele przyczyn ochłodzenia relacji. Należy przyjrzeć się różnym sytuacjom, które mogą wyjaśnić podobne zachowanie.

Nie należy od razu odsuwać od siebie hipotezy, zgodnie z którą takie wycofanie nie jest czymś rzeczywistym, ale posunięciem „strategicznym”. Możliwe, że to oddalenie istnieje tylko w postaci lęku przed tym, że nie jesteśmy wystarczająco kochani. Rzeczywiście zdarza się, że niektórzy mają w sobie taki głód czułości (często zakorzeniony w dzieciństwie), którego współmałżonek nie jest w stanie zaspokoić, bez względu na to, co robi. W takich wypadkach małżonek przesadnie kochany odsuwa się, obawiając się przytłoczenia tym nadmiarem uczuć.

Oczywiście, kocha, ale jednocześnie chroni samego siebie, sprawiając wrażenie wycofanego. Tak tworzy się błędne koło. Im bardziej taka osoba staje się przedmiotem starań współmałżonka, tym bardziej unika z nim kontaktu. A im bardziej się oddala, tym bardziej we współmałżonku rośnie poczucie opuszczenia.

Uzdrowienie takiej relacji skazanej na „strategiczne oddalenie” jest możliwe jedynie pod warunkiem, że małżonek (lub małżonka) wyreguluje mechanizm odpowiedzialny za jego własną potrzebę miłości. Jeśli będziemy uważni na wszystko, co nasz ukochany dla nas robi, zamiast dostrzegać jedynie drobiazgi, o których zapomniał, a przede wszystkim, jeśli przestaniemy zadręczać go prośbami, które sprawiają, że tylko zamyka się w swojej skorupie, wówczas, gdy już to sobie uświadomimy, możemy próbować opuścić ten zaklęty krąg. Często wystarczy, że ten, kto wydawał się oddalać, zacznie zwracać większą uwagę na współmałżonka, by zaobserwować, jak zmniejszają się jego przesadne oczekiwania.

 

Gdy wkrada się rutyna

Druga możliwość jest taka, że to pozorne oddalenie zrodziło się z rutyny. Miłość wciąż istnieje, ale stała się niemal niedostrzegalna, bo mąż lub żona nie widzi potrzeby jej wyrażania. A jeśli będziemy nalegać, w odpowiedzi usłyszymy „przecież wiesz, że cię kocham”. Do związku wkradła się rutyna i w oczach ukochanej osoby nie widzimy już tego płomienia z początków relacji. Jako mąż czy żona czujemy się wtedy jak „pustelnicy czułości”, jak ofiary współmałżonka, który okazuje się wobec nas oziębły.

Czasem zapominamy jednak o możliwości, że to my sami przyczyniliśmy się do tego ostudzenia uczuć. Dotyczy to szczególnie kobiet, które jako matki, przestały odpowiadać na żarliwe starania swoich mężów. Na tyle skutecznie, że oni z kolei poczuli się zmęczeni wyrażaniem miłości, która w tamtym momencie pozostawała bez wzajemności. A potem, z czasem, role się odwróciły i zaczęła się wycofywać ta druga strona. Bo jakże często „kochamy tylko to, co straciliśmy lub to, co boimy się utracić”. Żona czuje się wówczas zapomniana, ma wrażenie, że mąż oddala się od niej.

Wydaje się, że potrzeba prawdziwego elektrowstrząsu, by wyjść z podobnego odrętwienia.W takim wypadku pomocne w odbudowaniu kulejącej komunikacji mogą być rekolekcje lub wspólny małżeński weekend. Ponieważ miłość nie umarła, możemy w imię tej miłości poprosić naszego współmałżonka o uczynienie tego wysiłku (nawet jeśli początkowo będzie się temu opierał). I w sumie, dlaczego by nie potraktować tego jako preludium do kolejnego miesiąca miodowego?

 

A jeśli to prawdziwe wycofanie się?

Możemy też czuć, że w naszym współmałżonku brak jest dawnego żaru, a w jego oczach nie znajdujemy już tej iskierki miłości i podziwu. Czujemy, że z naszych randek zniknęła gdzieś czułość i pociąg fizyczny… Została obojętność, która dosłownie zabija. Oczywiście, sam fakt, że nasza druga połowa już nas nie kocha, nie musi oznaczać, że jest zakochany/a w kimś innym. Kłopoty w pracy, pasjonujące rozrywki, problemy zdrowotne, nagłe upodobanie do mistycyzmu, niestety, bezcielesnego – wszystko to mogło odsunąć miłość na dalszy plan czy nawet zupełnie ją przesłonić.

Niemniej jednak czasami należy rozważyć istnienie innej relacji, przynajmniej platonicznej. Zwłaszcza wtedy, gdy twój ukochany próbuje wytłumaczyć swój brak zaangażowania depresją lub potrzebą pewnego „podsumowania, przyjrzenia się temu, gdzie jesteśmy” czy nawet „potrzebą wynajęcia kawalerki, aby pobyć samemu i nabrać dystansu”.

Co robić w takim przypadku? Możemy odwołać się do lojalności: „Wiesz, niepewność jest gorsza od prawdy… Jeśli pociąga cię ktoś inny, możesz mi o tym powiedzieć. Spróbuję cię zrozumieć i nie ukamienować z tego powodu”. Jednak takie słowa możemy wypowiedzieć jedynie wtedy, jeśli jesteśmy w stanie znieść szok i zranienie, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć. Bo w odpowiedzi na tak postawione pytanie możemy usłyszeć coś, co trudno będzie zinterpretować inaczej jak zdradę. Łatwiej powiedzieć niż zrobić…

 

Odnowić miłość w życiu codziennym

Dlatego też dobrze byłoby zapewnić sobie odpowiednią pomoc kogoś kompetentnego, kto pomógłby nam obrać właściwą postawę i uniknąć pułapki agresywnych wymówek, pretensji czy moralizatorskich pouczeń. Ale także ustrzegł od innego rodzaju niebezpieczeństwa, jakim jest uczuciowe przytłoczenie drugiej strony, zbytni zapał, przesadna uprzejmość, które w sposób aż nadto oczywisty, mają na celu naprawę relacji. Jedynie postawa pełna godności i cierpliwości, pozbawiona agresji czy uczuciowej napastliwości, uwzględniająca z szacunkiem pewną żałobę, jaką może w swoim sercu przeżywać druga osoba, ma szansę wzbudzić na nowo zachwyt, który powieje nad tą konającą miłością.

Oczywiście, wyjazd na rekolekcje, jeśli tylko zostanie zaakceptowany przez drugą stronę, może okazać się deską ratunkową. Może otworzyć oczy, które zdają się nie dostrzegać konsekwencji, jakie rozstanie przyniosłoby całej rodzinie. Pozwoli odnaleźć, dzięki łasce Bożej, sens, który do tej pory sami nadawaliśmy swojemu życiu. Niemniej jednak to małżonkowie powinni troszczyć się o to, by ich miłość nigdy nie spowszedniała. I reagować od razu widząc, że miłość traci powoli swój blask, póki jeszcze nie jest za późno. Nie brak dziś sposobów, aby dbać nieustannie o ten wspaniały, lecz jakże kruchy, kwiat miłości.

O. Denis Sonnet

Czytaj także: 5 tematów, które warto poruszyć przed ślubem

Czytaj także: Małżeństwo – od skoku na głęboką wodę po skok w bok. Jak być wiernym?

Czytaj także: Bezpłodność: jakie są inne możliwe rodzaje płodności w małżeństwie?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail