Aleteia

Klucz do tego, by zachować spokój za kierownicą

Angry - Businessman- Car
© Goksi
Udostępnij

Korki, kierowcy, którzy nas wyprzedzają bez kierunkowskazu, kobieta, która blokuje drogę, próbując bezskutecznie zaparkować… Lista powodów, dla których w czasie jazdy możemy się zdenerwować na innych kierowców, nie ma końca. Może Jezus miał sposób na to, by pomóc nam kontrolować poziom stresu i nasz gniew za kierownicą?

„Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13,35). Parafrazując: tym, co pokaże innym kierowcom, że jesteśmy uczniami Jezusa, nie będą religijne naklejki na przedniej szybie ani różaniec zawieszony na wewnętrznym lusterku, ale sposób, w jaki zachowujemy się na drodze. Rzecz jasna, nie trzeba być chrześcijaninem, aby jeździć ostrożnie, a miłość bliźniego nie sprowadza się do przestrzegania Kodeksu Drogowego, aczkolwiek od tego się zaczyna.

Co oznacza dla nas miłować bliźniego, jeżeli nie wahamy się narażać jego życia, przejeżdżając na czerwonym świetle lub prowadząc po pijanemu ? Jeżeli obrzucamy wyzwiskami drugiego za jakiś niezręczny manewr albo jeżeli bez skrupułów parkujemy na miejscu dla niepełnosprawnych? „Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?” (Łk 6, 41).

 

Modlitwa idzie w parze z szacunkiem dla innych

Nasze zachowanie za kierownicą powinno być objęte rachunkiem sumienia, a światło, którego udziela nam Duch Święty, musi padać także na ten aspekt naszego życia. „Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie!” (Łk 6, 31). Ta złota zasada ma bardzo konkretne zastosowanie na drodze. Kiedy jedziemy przez miasto na przykład, zastanówmy się, w jaki sposób chcielibyśmy, aby postępowali inni kierowcy, gdyby w grę wchodziło bezpieczeństwo naszych własnych dzieci.

Motorem naszych działań nie ma być strach przed policją albo obawa przed utratą prawa jazdy, lecz szacunek, jaki winniśmy każdemu człowiekowi. Chwytając za kierownicę, bierzemy na siebie odpowiedzialność, a fakt, że niewiele sobie z tego robimy, wcale nie umniejsza jej wagi. Ta odpowiedzialność znajduje odbicie również w naszym życiu duchowym: nie możemy służyć Chrystusowi i lekceważyć bezpieczeństwa naszego bliźniego, modlić się w skupieniu i prowadzić lekkomyślnie.

„Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze” (Łk 12, 34). Często trudno nam stanąć w prawdzie, by określić, co jest dla nas skarbem i przyznać, że nasze serce mniej lub bardziej znajduje upodobanie w rzeczach, o których wiemy, że nie są tego warte. Dlatego samochód lub motocykl mogą stać się niebagatelnym obiektem zmartwień i decyzji finansowych chrześcijan. Jezus jednak wyraził się jasno: „Nikt nie może dwom panom służyć” (Mt 6, 24). Bóg albo pieniądze, Bóg albo samochód, musimy wybrać. Dobra materialne są środkiem, ale wszyscy wiemy, że istnieje ryzyko, by zacząć je traktować jako cel sam w sobie.

 

Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia, kiedy Pan wasz przyjdzie

Wypadki drogowe są główną przyczyną tragicznych zgonów… i nie przytrafiają się wyłącznie innym. Nie chodzi jednak o to, by zamknąć się w domu i zrezygnować z niezliczonej ilości zalet wypływających z posiadania samochodu. W żadnym razie nie wolno nam żyć w nieustannym lęku o własne życie: „Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia?” (Mt 6, 27).

Nie można jednak zamykać oczu na rzeczywistość: jesteśmy śmiertelni i nasze ziemskie życie może zostać przerwane nagle, przez ostrzeżenia, być może tego wieczoru, a może za kilka dni. Dlatego bądźmy gotowi. Oddajmy od tej chwili nasze życie Panu, powiedzmy Mu teraz, to, co chcielibyśmy Mu powiedzieć w godzinie naszej śmierci, nie zwlekajmy, by powierzyć się Jego miłosierdziu. To nie przyspieszy naszego ziemskiego końca, ale pomoże nam nakierować nasze życie na właściwy kurs, na cel ostateczny.

Christine Ponsard