Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Egoizm a miłość własna: dwa pojęcia, których nie wolno mylić

Gilr - Selfie - Self love
© Shift Drive
Udostępnij

Nie ma nic gorszego od ludzi, którzy potrafią mówić tylko o sobie, którzy zachowują się egoistycznie, albo takich, którzy nie przestają mówić o sobie źle. Kwestia miłości własnej to złożony problem. Jaka jest właściwa postawa chrześcijańska wobec samego siebie?

Ze wszystkich rodzajów miłości najrzadziej mówi się o tej, którą darzymy samych siebie. Problem jednak pozostaje. Kiedy przeanalizujemy własne wnętrze albo rozejrzymy się wokoło, zauważymy, że wcale nie tak łatwo jest kochać samego siebie. Wielu ludzi, szczególnie młodych, czuje do siebie nienawiść. Nie lubią oni swojego wyglądu, swojej twarzy ani ciała, które otrzymali. Niektórzy nie lubią swojego charakteru albo swojej osobowości. Przede wszystkim dotyczy to osób nieśmiałych lub takich, które łatwo się czerwienią. Ci ludzie kochają się w tak małym stopniu, że nie mogą znieść, by kochali ich inni. Nie znajdują w sobie niczego godnego uwagi. Są bardzo nieszczęśliwi.

 

Egoizm a „jestem beznadziejny”

Trzeba przyznać, że problem jest złożony. Tak zdrowy rozsądek, jak i nauczanie Chrystusa, nie ułatwiają nam zrozumieć tych spraw. Z jednej strony potępiamy egoizm, z drugiej jednak popularne powiedzenie głosi, że dobroczynność zaczyna się w domu. Z jednej strony Pan mówi, że aby zostać Jego uczniem, trzeba się zaprzeć samego siebie, co zakłada zaprzestanie zajmowania się sobą. Tymczasem w Starym Testamencie czytamy, że mamy kochać bliźniego jak siebie samego. To zaś pociąga za sobą konieczność miłowania samego siebie, aby móc kochać innych i prowadzi do wniosku, że innych będziemy prawdziwie kochali tylko w takim stopniu, w jakim kochamy samych siebie.

Z jednej strony, wszyscy zgadzamy się co do tego, że egoizm jest jedną z najgorszych wad, jest postawą tak szeroko zakrojoną, że obok pychy, uchodzi za główne źródło grzechu. Egoista myśli tylko o sobie. Nie interesuje go nikt ani nic poza nim samym. Darzy siebie nadmierną miłością kosztem innych. Każdą sytuację obraca na swoją korzyść. Nienawiść budzą w nim ci, którzy stają mu na drodze. Nie ma sympatycznych egoistów, ponieważ interesują się oni wyłącznie sami sobą. Egoizm jest karykaturą miłości. Ale z drugiej strony cóż można powiedzieć o kimś, kto tak bardzo myśli o innych, że nadwyręża własne zdrowie, wyniszcza się, by ostatecznie stać się ciężarem dla innych?

Trudno wyobrazić sobie coś bardziej przykrego od towarzystwa ludzi, którzy potrafią mówić tylko o sobie, o tym co robią, co zrobili, co myślą, co ich spotkało, o swoim zdrowiu…, o swoim psie! Ale czyż równie nieznośne nie jest słuchanie tych, którzy bez przerwy mówią źle o sobie samych? Takie zachowanie ostatecznie niczym nie różni się od mówienia wyłącznie o sobie. W końcu mamy czy nie mamy kochać samych siebie? Gdzie zaczyna się egoizm ? Gdzie zaczyna się uprawniona miłość własna?

 

Kochać samego siebie to kochać tego, kogo kocha Bóg

Takie postawienie tej kwestii, choć wydaje się nie do końca uczciwe, dotyka w rzeczywistości jednego z głównych punktów Objawienia Jezusa Chrystusa. Możemy postawić sobie pytanie, czy ludzie nie byliby mniej nieszczęśliwi, gdyby otworzyli uszy na słowa Pana, gdyby zaakceptowali to, że On ich widzi i kocha. „Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego” (Mk 10, 21). Czyż z tego zdania nie wynika, iż każdy z nas jest indywidualnie umiłowany przez Boga ? Być może dla niektórych ten wniosek brzmi banalnie, ale w rzeczywistości taki nie jest!

Dla Chrystusa celem istnienia każdego człowieka jest on sam i jako taki jest kochany przez Boga. Każdemu Pan obiecuje miejsce na uczcie weselnej, na której pewnego dnia spotkają się wszyscy zaproszeni goście. Każdemu nałoży pierścień na palec na znak osobistego przymierza (Łk 15, 22). Świat byłby uratowany, gdyby każdy przyjął, że jest osobiście umiłowany przez Boga. Kochać samego siebie to miłować tego, kogo miłuje Bóg. Być może obecnie brakuje mi narzędzi do tego, by zobaczyć, dlaczego można mnie kochać, ale wiedząc, że Bóg mnie kocha, zaczynam inaczej siebie postrzegać. A co za tym idzie, inaczej postrzegać innych.

 

Kochać samego siebie w Panu

Widać teraz różnicę pomiędzy postawą egoisty a tego, kto kocha samego siebie. Egoista nie zaprząta sobie głowy ani Bogiem, ani innymi. Nie zajmuje się nikim poza sobą samym. Szuka tylko własnej przyjemności, nawet kosztem innych. Ten, kto kocha siebie w Panu, pozostaje z Nim w pokoju. Nie porównuje się z innymi. Akceptuje z pełną pokorą to, kim jest. Czerpie siłę z pewności, że jest kochany przez Boga. Nawet gdyby nikt na ziemi go nie kochał, nawet gdyby cierpiał z powodu bycia niekochanym przez innych.

Kocha swojego bliźniego tak, jak sam jest kochany przez Boga. Pan z naciskiem prosi, żebyśmy miłowali innych tak, jak samych siebie, ponieważ wie, że tylko ten, kto czuje na sobie jego pełne miłości spojrzenie, będzie potrafił patrzeć na innych bez porównywania się z nimi. Będzie patrzył na nich tak, jak patrzy na nich Bóg. Będzie ich kochał tak, jak kocha ich Bóg. Gdyby każdy z nas przyjął to objawienie, jakiż pokój zagościłby w naszych sercach, jakiż pokój zapanowałby na świecie!

Brat Alain Quilici

Czytaj także: Małżeńska miłość po zdradzie. Jest możliwa? [świadectwo]

Czytaj także: Kilka powodów, by na wakacje wybrać się bez dzieci

Czytaj także: Jak być chrześcijaninem i nie pozwolić wejść sobie na głowę?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail