Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Czy wybaczyć oznacza zapomnieć?

Martine et Frédéric Mervoyer ont pardonné à l'assassin de leur fils dans l’émission "Dans les yeux d'Olivier" ©France2
Udostępnij

Niektórzy twierdzą, że wybaczyć oznacza zapomnieć wyrządzoną krzywdę. Czy w rzeczywistości tak się dzieje? Czy wybaczyć równa się zapomnieć?

Jest wiele krzywd, których nie sposób zapomnieć. Nie można oczekiwać od ofiar zamachu lub od rodziców zamordowanego dziecka, by zapomnieli krzywdę, jaką im wyrządzono i kto był jej sprawcą. To normalne – i prawidłowe – że pamiętają o tym, co przeżyli. A nawet że domagają się prawa do tego, by wydarzenia, których są ofiarami nie popadły w zapomnienie. W niektórych sytuacjach mówimy wprost o „obowiązku pamiętania”. Czy to oznacza, że są krzywdy, których nie będziemy potrafili przebaczyć?

 

Trzeba zapomnieć, by autentycznie przebaczyć?

Zapomnienie doznanej krzywdy nie zależy od nas. Nie możemy podjąć decyzji o tym, że wymazujemy to, co chcemy ani kiedy chcemy, eksperymentując ze wszystkim: są takie rany, głębokie lub lekkie, o których chcielibyśmy zapomnieć, a one mimo wszystko pozostają w naszej pamięci. I kiedy widzimy w sobie prawdziwe pragnienie przebaczenia tym, którzy nas zranili, ta niezdolność do zapomnienia nas niepokoi lub dziwi: „Jeżeli nie zapomniałem, to znaczy, że tak naprawdę nie przebaczyłem”. Co wtedy? Czy jesteśmy niezdolni do prawdziwego przebaczenia, gdy nasza pamięć opiera się przed tym, by wymazać pewne fakty?

„Zmartwychwstanie nie usuwa doświadczenia Męki” – powiedział kiedyś francuski kardynał Jean-Marie Lustiger. W podobny sposób, przebaczenie nie oznacza zapomnienia krzywdy. „Wielu sądzi, że wspomnienie doznanej krzywdy, które tkwi w pamięci, świadczy o tym, że nie przebaczyliśmy. Nie można jednak zapomnieć wydarzenia, które sprawiło nam ból. Wspomnienie wiąże się z pamięcią, przebaczenie, natomiast, z głębokim aktem woli. To dwie różne rzeczy”.

To, co odnosi się do przebaczenia udzielanego bliźniemu, dotyczy również przebaczenia, jakie winniśmy samym sobie. Nie zawsze bowiem pamiętamy o tym, że w pierwszej kolejności musimy przebaczyć sami sobie. Nazbyt często rozpamiętujemy stare rany czy dręczymy się wyrzutami sumienia: wyrzucamy sobie, że w danej sytuacji nie stanęliśmy na wysokości zadania, że nie dotrzymaliśmy słowa, że się pomyliliśmy czy też popełniliśmy błąd pociągający za sobą poważne konsekwencje… Jeżeli nasza przeszłość przeszkadza nam żyć w pokoju, być całkowicie sobą, to znak, że pozostaje coś do wybaczenia, sobie albo innym.

 

Trzeba pamiętać, by móc wybaczyć

Proces przebaczenia nie polega na negowaniu krzywdy ani na tym, by jak najdłużej tłumić ją w sobie. Wręcz przeciwnie, pierwszym krokiem na drodze przebaczenia jest stanięcie w prawdzie. Aby przebaczyć, należy uświadomić sobie, że zostaliśmy skrzywdzeni. Jaki sens ma odsłanianie ran, które wydają się być zapomniane? Dopóki nie są one przebaczone, przypominają ognisko zapalne, które nas zatruwa. Ileż to doznanych kiedyś zranień, rzekomo pogrzebanych, zakłóca nasze rodzinne relacje!

Wybaczenie sprzyja uzdrowieniu pamięci, przywracając jej pokój. Wspomnienie doznanej krzywdy, które prowadziło do śmierci i przekleństwa, staje się drogą do życia i błogosławieństwa. Przebaczenie prawdziwie jest zmartwychwstaniem: przejściem ze śmierci do Życia. Do tego przejścia uzdalnia nas Zmartwychwstały Chrystus, Ten, który zachęca nas do przebaczania „siedemdziesiąt siedem razy”, czyli bez końca.

Nie bójmy się prosić Ducha Świętego, by ukazał oczom naszej pamięci wszystkie te krzywdy, które pozostaje nam przebaczyć. Chrystus powstał z martwych z bliznami na ciele, a my nosimy w sobie blizny naszej historii. One jednak zamiast skazywać nas na udrękę, stają się znakiem uzdrowienia.

Christine Ponsard

Czytaj także: Jim Carrey: Przebaczenie otwiera i przemienia ludzkie serca

Czytaj także: „Przepraszam” i co dalej? Czyli jak można skrzywdzić kogoś, kto prosi nas o przebaczenie

Czytaj także: Juan Manuel Cotelo dla Aletei: Przebaczenie to największy dar

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail