Aleteia

Spadek, który nie prowadzi do podziału – czy to w ogóle możliwe?

Inheritance, Family, Brother, Sister,
© fizkes
Udostępnij

Podział spadku okazuje się czasami trudną przeprawą w życiu rodzinnym i potrafi mocno nadwyrężyć relacje pomiędzy rodzeństwem. Rozgoryczenie, frustracja, żal, wrażenie, że zostaliśmy pokrzywdzeni… długo by można wymieniać, a jeszcze dłużej leczyć rany. Jak przezwyciężyć te konflikty w gronie spadkobierców i zachować więź z bliskimi?

Niestety, czasami spotykamy się z nienawiścią tam, gdzie najmniej byśmy się jej spodziewali: ze strony naszego brata bądź siostry. Przy okazji kwestii spadkowych może dochodzić do bardzo ostrych spięć. Niektórzy czują się poszkodowani: „Gdzie podziała się biżuteria po mamie? Zniknęła?”, „Nasz starszy brat chciał przejąć dom rodzinny, spłacił każdego z nas, ale zaniżył przy tym jego faktyczną wartość”.

Inni z kolei szukają dla siebie przywilejów, czasami nawet w nieuczciwy sposób potrafią wykroić lwią część spadku. Ogólnie rzecz biorąc, każdy patrzy na problem z innej perspektywy: „Biegły dokonał wyceny domu!”, „Nawet jeżeli wyszedłem na tym trochę korzystniej, to sprawiedliwości stało się zadość: kto zajmował się naszymi chorymi rodzicami?”. Jeżeli tak się sprawy mają, przede wszystkim warto się zastanowić, czy problem rywalizacji między rodzeństwem nie sięga daleko wcześniej w przeszłość.

 

Zazdrość, która rodzi się w dzieciństwie

Zazdrość, która dochodzi do głosu przy okazji dzielenia spadku, często ma swoje źródło w odległej przeszłości. Kiedy rodzina powiększa się o kolejnego członka, będące już na świecie dzieci nie zawsze są tym zachwycone. Walka o władzę może zacząć się bardzo wcześnie: „Nasz najstarszy brat zawsze chciał o wszystkim decydować!”. Miejsce, jakie zajmujemy w rodzinie to czynnik, który w znacznym stopniu kształtuje nasz temperament i naszą osobowość, może wyjaśniać opiekuńczość jednego czy skłonność do agresji drugiego.

Pozycja najstarszego różni się od tej, jaka przypada najmłodszemu, a ten, kto jest „pośrodku” może mieć wrażenie, że jest odtrącony czy ignorowany. Nawet przyjąwszy, że rodzice któreś z dzieci faworyzowali (często nieświadomie) lub też, że nadmiernie podkreślali zalety bądź wady któregoś z nich, powody do zazdrości są wyolbrzymione. Rodzi się pragnienie, by pewnego dnia „się odegrać” – dlaczego by nie przy podziale spadku – i wraca agresja, którą inni odbierają w kategoriach złośliwości. Ale jak konkretnie ograniczyć problemy pojawiające się przy okazji podziału spadku?

 

Rozdysponować wszystko przed śmiercią rodziców

Odpowiedź może się wydawać zbyt prosta: trzeba wybiegać spojrzeniem do przodu i zapobiegać problemom zawczasu. Od najwcześniejszych lat, to znaczy od dzieciństwa. Kiedy dzieci są jeszcze małe, rodzice powinni nauczyć je rozwiązywać spory poprzez rozmowę i w postawie wzajemnego szacunku. To często pozwala uniknąć rosnącej góry niedopowiedzeń. Jednocześnie rodzice powinni antycypować problemy związane z podziałem spadku i jeszcze za życia zadecydować o tym, jak chcą nim rozporządzić.

Narada rodzinna może być dla każdego okazją do wyrażenia swoich pragnień i zastrzeżeń. Mogłaby pojawić się obawa, że nie wszyscy się na niej pojawią: bardzo rzadko jednak ma to miejsce, w grę bowiem wchodzą pieniądze! Trudność, z jaką muszą zmierzyć się niektórzy rodzice tkwi w nieuświadomionym braku obiektywizmu na rzecz jednego z dzieci, czy też pragnienie pogodzenia równego podziału majątku z chęcią pomocy dziecku niepełnosprawnemu lub temu, któremu gorzej się powodzi.

 

Szukać pomocy u kogoś trzeciego, a przede wszystkim w Ewangelii

Jeżeli po śmierci rodziców wypływa, na przykład, problem wyceny dóbr rodzinnych, można zwrócić się do biegłego o wycenę czy też kontrwycenę (ryzykując jednocześnie, że spór przeciągnie się w nieskończoność, ponieważ kompetencje rzeczoznawców mogą zostać w każdej chwili zakwestionowane przez pokrzywdzoną stronę). Istnieje również możliwość powierzenia za ogólną zgodą roli rozjemcy jednej osobie, na przykład bratu, który znany jest ze swej uczciwości i bezinteresowności.

Jego zadanie będzie polegało nie tyle na rozstrzyganiu sporów o majątek, co na umożliwieniu każdemu, by przedstawił swój punkt widzenia i na przyjęciu go bez uprzedzeń. W dalszej kolejności powinien zachęć on każdego z rodzeństwa do refleksji nad własnym stosunkiem do pieniędzy: „Dlaczego tak bardzo mi zależy na tym, czego się domagam?” lub też odwrotnie: „Dlaczego tak bardzo mnie boli poczucie, że jestem stratny?”.

Wygląda na to, że nie istnieje żaden cudowny sposób, który pozwoliłby nam uniknąć konfliktów. Najważniejsze, by każdy w swoim sercu pozwolił dojść do głosu miłości (tej najgłębiej ukrytej), i zdobył się na empatię w stosunku do wymagań jednego czy rozgoryczenia drugiego, a przede wszystkim był raczej gotów wybaczyć niż osądzać.

Posłuchajmy, co podpowiada nam Ewangelia: „Błogosławieni ubodzy w duchu”, „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał?”, „Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz!”, a w szczególności „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem!”. Kto by pomyślał, że będzie trzeba przypominać o tym rodzonym braciom i siostrom, którzy często kochają się znacznie bardziej, niż im się wydaje!

Denis Sonet