Aleteia

„Dobra” kłótnia w związku – instrukcja obsługi

shutterstock
Udostępnij

Uwaga! To, że się kłócicie, nie oznacza jeszcze, że wasz związek jest zagrożony! W życiu we dwoje konflikty są nieuniknione, najważniejsze to umieć „dobrze” się kłócić.

Kłótnie są częścią życia małżeńskiego ze względu na różnice osobowości, wykształcenia, rytmu życia, upodobań. Poradzenie sobie z tymi małymi napięciami, jakie pojawiają się w życiu codziennym jest jednak możliwe, bez uciekania się do przemocy fizycznej i ograniczając do minimum przemoc słowną. Wbrew temu, co wielu myśli, konflikt nie oznacza porażki. Można się kochać i kłócić jednocześnie. Kłótnie sprawiają, że pozbywamy się starych uraz, nagromadzonych, niewypowiedzianych żalów. Sygnalizują również, że w związku potrzeba pewnej zmiany. Psychoterapeuci Serge i Carolle Vidal-Graf odkrywają przed nami sekrety dobrej kłótni w związku.

Florence Brière-Loth: Dlaczego gniew jest nieunikniony w kłótni? Czy nie moglibyśmy po prostu dyskutować?

Serge i Carolle Vidal-Graf: Kłótnia nie może się odbywać „na sucho”, ponieważ niesie w sobie element emocjonalny, czyli gniew. A gniew oznacza, że coś jest nie tak. Nasze „ja” dochodzi do siebie i stwierdza, że nie jest usatysfakcjonowane. Gniew to niezgoda wyrażona w sposób emocjonalny. Ale reakcja emocjonalna niekoniecznie musi wyrażać się poprzez krzyk lub przemoc.

Na czym polega pożyteczność gniewu?

Gniew ma kiepską reputację, a tymczasem to wspaniała życiowa energia. Pozwala zacząć od zera. Osoby, które się nie kłócą, mają wciąż działające liczniki uraz! Podobnie jak w przypadku szybkowaru, z którego zdjęlibyśmy pokrywkę po roku: skumulowane w nim ciśnienie grozi eksplozją. Niewyrażona na zewnątrz kłótnia jest jak rana, która, nieoczyszczona, jątrzy się. Lepiej więc stopniowo opowiedzieć o swoich trudnościach i rozczarowaniach. W ten sposób unikniemy wybuchu. Należy o nich mówić w sposób jasny i mocny, ale bez przemocy.

Gniew pozwala przyjrzeć się relacji i otworzyć na negocjacje, które usatysfakcjonują obie strony. Gniew jest więc darem dla związku. Pokazuje, że ta relacja jest ważna, że nie jesteśmy sobie obojętni.

Dlaczego więc gniew tak bardzo przeraża?

Ponieważ mylimy go z przemocą. Wszyscy mamy doświadczenie przemocowego gniewu, wybuchowego rodzica lub pracownika, którzy nas upokorzyli werbalnie lub psychicznie. W efekcie myślimy: „Jeśli to jest gniew, to ja dziękuję! Nie chcę go ani wyrażać, ani przyjmować”.

Być może w dzieciństwie rodzice odsyłali nas do pokoju, żebyśmy się uspokoili, komentując to mniej więcej tymi słowami: „Nie kocham cię, kiedy krzyczysz, powinieneś zobaczyć swoją minę!”. Aby zachować miłość naszych rodziców, trzeba było więc wszystko w sobie stłumić. W taki sposób zakorzeniła się w nas myśl, że miłość i gniew są niekompatybilne.

Jak dobrze wyrażać swoją złość/swój gniew?

W metodzie porozumienia bez przemocy uczymy się znaczenia naszego „ja”. To niezwykle ważne, by mówić o sobie, o tym w jaki sposób odczuwamy pewne sytuacje, zamiast mówić „ty” i oskarżać innych. Jest to tym bardziej ważne, że gniew ma często na celu potwierdzenie siebie wobec drugiej osoby. Przejście od „ty” do „ja” wymaga czasu, a zupełne odrzucenie przemocy werbalnej, choć trudne, jest możliwe do zrealizowania.

Kolejnym celem jest trzymanie się tematu i nieodpływanie w stronę generalizujących oskarżeń dotyczących bliskich drugiej osoby czy jej porażek. Ponieważ dobrze znamy swojego współmałżonka, wiemy również doskonale, co sprawia mu ból. Dobrze jest zatrzymać się, zanim tego dotkniemy. Pociąga to za sobą odżałowanie zemsty w sytuacji, gdy druga osoba nas zraniła. Nauka tego, jak się kłócić, to prawdziwa lekcja człowieczeństwa.

Po wybuchu złości radzicie państwo wzajemne słuchanie się w ciszy, jako sposób na to, by na spokojnie przyjrzeć się trudnościom. Na czym ono tak naprawdę polega?

To bardzo użyteczne narzędzie, jeśli sam gniew nie wystarczył, by załagodzić spór. Oczywiście, należy zaczekać, aż każdy się uspokoi. To, co jest trudne, to wrócić do drugiego po tym, jak się pokłóciliśmy, chowając do kieszeni swoją dumę. Każdy mówi po kolei, tyle czasu, ile potrzebuje, a druga osoba nie przerywa. Możemy się zatrzymać, trwać w ciszy, która pozwoli nam rzeczywiście odpuścić. Gdy stwierdzisz, że skończyłeś już przedstawiać swoją perspektywę, powiedz o tym współmałżonkowi. Wówczas to jego kolej, by zabrać głos, nie próbując odpowiedzieć na to, co wcześniej usłyszał, ale po to, by podzielić się tym, co on sam/ona sama odczuwa.

To trudne ćwiczenie. Jednak jego niewątpliwą zaletą jest to, że pozwala uniknąć jałowej dyskusji pełnej wzajemnych oskarżeń i zaprzeczeń. Pozwala porozmawiać na głębokim poziomie, spokojnie, przechodząc ponad wyrzutami, aż do emocji. Wyrzuty każą współmałżonkowi przyjąć postawę obronną, a wyrażenie swojej wrażliwości dotyka serca. Te „sesje wzajemnego słuchania” należy czynić we właściwym każdemu rytmie, nie tylko po kłótni. Takie regularne słuchanie się pozwala podzielić się również tym, co dobre.

A co z negocjacjami?

To zaskakująca metoda, której możemy użyć. Pokazuje ona, że w konflikcie możemy uniknąć podziału na zwycięzcę i przegranego. Negocjacje również stosuje się „na zimno”: kilka godzin po sprzeczce wracamy do drugiej osoby, aby zaproponować jej takie rozwiązanie, w którym każdy w jakimś punkcie będzie musiał zrezygnować ze swoich racji, aby każda z osób coś zyskała. Zaletą negocjacji jest to, że każdy wyraża swoje potrzeby, każdy jest też wysłuchany, a jego racje są uznane. Oto doskonały sposób na naukę funkcjonowania jako odrębna osoba i budowania związku, za cenę kilku ustępstw, które nie działają jednak tylko jednostronnie.

Czy powtarzające się kłótnie wskazują na istnienie jakiegoś głębszego problemu?

Nie są ważniejsze w swojej formie od sporadycznych, przysłowiowych kłótni. Tym, co powinno nas zaalarmować jest ich częstotliwość: pojawiają się niemal codziennie. Ujawniają pełną napięcia atmosferę i istnienie jakiegoś podskórnego problemu, jak na przykład nierozwiązane cierpienia sięgające czasów dzieciństwa. Takie kłótnie są znakiem ostrzegawczym: być może należy podjąć jakąś decyzję, renegocjować jakiś wybór, jak na przykład decyzję o posiadaniu kolejnego dziecka, zmianie pracy, i inne trwające w zawieszeniu sytuacje, które zatruwają relację.

A co wtedy, gdy jedno z małżonków jest cholerykiem, a drugie nie. W jaki sposób mogą zmienić się kłótnie takiej pary?

Jesteśmy przekonani, że nie istnieją ludzie, którzy nie byliby cholerykami. Gniew jest podstawową emocją, nie da się go uniknąć. Nie-choleryk to osoba, która odrzuca gniew, często dlatego, że myli go z agresją. Nieświadomie zamienia swoją złość w poczucie winy: „Nie powinnam była…” lub smutek – „Jak możesz być wobec mnie tak oschły?”. Nie-choleryk nie potrafi wyrażać swojej złości. Będzie więc uciekać się do wszelkiego rodzaju zamierzonych błędów, aby popchnąć swojego cholerycznego współmałżonka do kłótni i użyć w ten sposób gniewu drugiej osoby, aby się wyżalić i pozbyć swojego rozgoryczenia. Dla nie-choleryka ogromnym wysiłkiem jest wyrażanie swoich uczuć, stąd w jego przypadku niezbędne jest wzajemne słuchanie się w milczeniu, które zmusza go do wyrażenia tego, co czuje.

Jakie znaczenia ma według państwa przebaczenie?

Przekonanie o tym, że naprawienie relacji jest możliwe, jest czymś absolutnie zasadniczym. Kiedy zraniliśmy drugą osobę, możemy od razu ją przeprosić. Nawet jeśli nie mieliśmy intencji jej zranić, nie zmienia to faktu, że zadaliśmy ból. Czasami słowa nie wystarczają, wszystko zależy od przewiny. Wówczas relacją należy naprawiać poprzez konkretne działanie: możemy zaprosić drugą osobę do restauracji, obdarować ją kwiatami, zaproponować coś, co sprawi jej przyjemność.

Florence Brière-Loth