Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Twoje dziecko cierpi na nieuleczalną chorobę? Pamiętaj, że dotyka ona również rodzeństwo

Mother, Child, Sick, Hospital,
© Photographee.eu
Udostępnij

Poważna choroba dziecka wstrząsa całą rodziną, szczególnie jeśli wiadomo, że nie ma na nią lekarstwa. W centrum tego rodzinnego dramatu znajduje się rodzeństwo chorego. Choć ono również zmaga się ze skutkami choroby, często czuje się odtrącone. Uwaga! To poczucie wykluczenia może powodować rany i napięcia w gronie rodziny.

Pierwsze pytania, jakie się nasuwają, kiedy dziecko zapada na poważną chorobę, to: czy powiedzieć prawdę? Najpierw choremu maluchowi, a później pozostałym dzieciom? Zdaniem personelu medycznego warto szczerze rozmawiać z dziećmi o chorobie, dostosowując odpowiednio przekaz do ich wieku.

W rodzinie Élisabeth i Christiana sześcioro rodzeństwa Cécile miało od 19 do 2 lat, kiedy dziewczynka zachorowała. „Dzieci słyszały nasze rozmowy telefoniczne, dlatego lepiej było im powiedzieć – opowiada Christian. – Zawsze mówiliśmy prawdę starszej trójce, która wtedy miała 19, 18 i 16 lat. Kiedy już nie było nadziei na ocalenie Cécile, poinformowaliśmy ich o tym. Z najmłodszymi również rozmawialiśmy o tym, jak bardzo choroba jest poważna, ale w inny sposób, nie wspominając o tragicznym końcu”. Ich druga córka, Hélène, potwierdza, że „lepiej jest wiedzieć. Gdyby nas odsunięto, mielibyśmy wrażenie, że nagle przestaliśmy być godni zaufania. My, wbrew temu, co niektórzy sądzą, mamy intuicję i wyobrażamy sobie mnóstwo rzeczy”.

Liliane, mama Audrey, dodaje: „Powiedzieć prawdę, tak, ale zawsze z nadzieją. Kiedy nasza najstarsza córka, dziewięcioletnia Aline, pytała nas, czy mamy nadzieję, że Audrey wyzdrowieje, odpowiadaliśmy, że tak, ponieważ jako chrześcijanie wierzymy w cuda i żyjemy nadzieją”.

Osobą, która przekaże tę informację dzieciom, jak najbardziej może być ktoś spoza rodziny, na przykład lekarz lub ktoś, kogo darzą one dużym zaufaniem. Jérôme i Liliane powierzyli to zadanie znajomemu księdzu. „Jest bardzo blisko z naszą rodziną i to właśnie on powiedział naszej starszej dwójce, jak bardzo choroba jest poważna”. W przypadku Emerica i Gwen, starszego rodzeństwa Marie, mającego odpowiednio 10 i 8 lat, rodzice dużo z nimi rozmawiali o chorobie siostry, ale nigdy nie powiedzieli, że umrze.

 

Cierpienie pozostałych dzieci

Czas choroby to bardzo bolesny i trudny okres dla rodzeństwa: rodzice są smutni, niespokojni, mało dyspozycyjni, spędzają czas w szpitalu, dzieci same też martwią się sytuacją. W domu panuje ponura atmosfera. Każdy boi się odezwać i zostaje sam ze swoimi wątpliwościami. Jak nie dopuścić do tego, by dzieci poczuły się opuszczone?

Nieobecność jednego z rodziców, często matki, która zostaje w szpitalu przy chorym dziecku, odbija się na pozostałych dzieciach. Wtedy drugi rodzic musi zrekompensować ten deficyt, nawiązać z dziećmi rozmowę, wysłuchać ich, poświęcić im maksymalną uwagę. Pewnego wieczoru w porze modlitwy w trakcie choroby Marie, Gwen i Emeric wybuchnęli: „Macie więcej niż jedno dziecko, macie jeszcze dwójkę, którą się wcale nie zajmujecie!”. Ich ojciec wziął w tamtym momencie do ręki Biblię i przeczytał im fragment Ewangelii o zagubionej owcy: kiedy jedna z nich niedomaga, pasterz z jej powodu rzuca wszystko (Łk 15, 4-6). Dzieciom ta przypowieść przyniosła wielką ulgę.

Życie biegnie swoim torem, ale czasami dzieciom trudno nie żywić żalu do samych siebie o to, że mają ochotę się śmiać i bawić. Siedemnastoletni Thomas wyznaje, że czuł się winny z tego powodu, że prowadził normalne życie, podczas gdy jego siostrzyczka Cécile cierpiała w szpitalu. Niektóre dzieci, nawet maluchy, obwiniają chorego o to, że monopolizuje całą miłość rodziców. Ale nie można im tego wyrzucać. Doświadczają one naturalnej potrzeby każdego dziecka, by mieć przy sobie rodziców. Za wszelką cenę trzeba je uwalniać od poczucia winy. Jakiś czas po śmierci siostry Gwen była w stanie przyznać się: „Pamiętam, że były takie chwile, kiedy już prawie życzyłam mojej siostrze śmierci, żeby to wszystko się skończyło…”. Jej mama odpowiedziała na to: „Ja też. To było zbyt trudne dla niej i dla nas”.

Trzeba wyznaczyć zadania każdemu dziecku i w taki czy inny sposób włączyć je w opiekę nad chorym. „Byłem chory, a odwiedziliście mnie…” (Mt 25, 36). Dzięki temu wszyscy członkowie rodziny będą mieli udział w tej wyjątkowo trudnej próbie i nikt nie poczuje się wykluczony.

Florence Brière-Loth

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail