Aleteia

Dramat wielu rodziców oraz dzieci, które zawsze uważają, że coś jest nie tak

TEENAGER
Monkey business images | Shutterstock
Udostępnij

Czy być „miłym” nie znaczy po prostu pozwolić się kochać? Tymczasem dramat wielu rodziców polega na tym, że nie potrafią dotrzeć z tym przesłaniem miłości do swoich dzieci.

Co takiego widują rodzice (jeśli nie zawsze, to z pewnością często), że to powtarzają? Tym, co uderza w pierwszej kolejności, są ponure twarze; plejada ludzi wiecznie niezadowolonych, gotowych krytykować, którym nie spieszno nigdy pomóc, choć tyle zawsze jest w domu do zrobienia i o ileż łatwiej byłoby to zrobić wspólnie. Muszą więc nieustannie krzyczeć, aby uzyskać choć minimalną pomoc, a często i to pozostaje bez skutku. Sami więc, dla świętego spokoju, robią to, co jest do zrobienia.

To, co widzą rodzice, to młodzi ludzie, którzy w poważaniu mają punktualność i rodzinne tradycje. Nie mówiąc już o późnych, nocnych powrotach do domu, które wywołują katastroficzne wizje i lęki, których nie sposób nawet wyrazić, nie narażając się na wyrzuty, że to zamartwianie się o głupoty.

Tym, co widzą rodzice, są młodzi ludzie, których kochają, a którzy dają im do zrozumienia, że jest to miłość bez wzajemności. Doświadczają nieprzyjemnego uczucia bycia wykorzystanym. Często odnoszą wrażenie, że żyją z ludźmi, których nie sposób zaspokoić. Uczucia, pomoc, pieniądze, wszystko to należy się dzieciom, a rodzice… nie dostają nic w zamian. Szczególnie delikatna jest zwłaszcza kwestia pieniędzy. Gdy człowiek dorasta, rosną też jego potrzeby. I choć miłość można dawać bez ograniczeń, nie dotyczy to pieniędzy! Jeśli nie masz takiej możliwości, to jej nie masz, i tyle. A nawet jeśli możesz sobie na to pozwolić, jak daleko w tym dawaniu można się posunąć?

 

Za kogo ci starzy się uważają?

No i jeszcze ta cisza! Rodzicom wydaje się czasem, że żyją z głuchoniemymi. Jeśli o coś pytają, są niedyskretni. Jeśli nic nie mówią, znaczy, że nie okazują zainteresowania. Czy ci, z którymi żyją pod jednym dachem, nie mają nic do powiedzenia? Odpowiadanie onomatopejami niespecjalnie służy rozmowie. A muzyka? Możliwe, że wraz z wiekiem zmienia się też struktura uszu. To, co mogły znieść w czasie młodości, wraz z wiekiem staje się nie do zniesienia. Najgorsza jest jednak sytuacja, w której rodzice próbują podzielać gusta swojego młodego melomana. Obraza majestatu. Patrzy się na nich z pogardą i pyta: „za kogo ci starzy się uważają?!”. Ktoś nie omieszka zauważyć, że to śmieszne próbować zgrywać młodego, gdy już się nim nie jest.

„Co więc robić?” – zastanawiają się zakłopotani rodzice. I domyślają się odpowiedzi: znosić to i milczeć. A, i jeszcze kwestia stroju! Można by przypuszczać, że każde kolejne pokolenie czerpie złośliwą przyjemność, obierając styl będący kompletnym przeciwieństwem tego, który panował w pokoleniu poprzednim. W tym przypadku również, jeśli rodzice pytają, co powinni zrobić, usłyszą tylko jedną radę – pogodzić się z tym!

 

Miej miłosierdzie dla swoich rodziców

Jednak najtrudniejszy jest brak życzliwości. Czy być „miłym” nie znaczy po prostu pozwolić się kochać? Tymczasem dramat wielu rodziców polega na tym, że nie potrafią dotrzeć z tym przesłaniem miłości do swoich dzieci. One z kolei zawsze uważają, że coś jest nie tak. Rodzice albo za bardzo się starają i są uciążliwi, albo robią nie dość, co sprawia, że dzieci krzyczą, że czegoś im brakuje. To, czego dzieci nie widzą, i czego być może nie potrafią zauważyć, to jak bardzo ich rodzice cierpią z tego powodu. Tym bardziej, że nie czują się odpowiednio przygotowani, by stawić temu czoła. Cierpią, ponieważ czują, że nie stanęli na wysokości zadania, wyrzucają sobie, że nie potrafili zrobić lub powiedzieć tego, co należało zrobić lub powiedzieć we właściwym momencie. Dobrze zdają sobie sprawę z tego, że moralizują, choć chcieliby rozmawiać. To dlatego należy wprowadzać w życie jednocześnie dwie cnoty: sprawiedliwość i miłosierdzie.

Tak, należy być sprawiedliwym i wymagającym, przede wszystkim w stosunku do siebie. Jednak najtrudniej jest być miłosiernym, przede wszystkim wobec swoich rodziców. Dokładnie tak samo, jak tego pragniemy w stosunku do siebie. Pozostaje jeszcze kwestia tego, że rodzice chcieliby powiedzieć swoim dorastającym nastolatkom o tym, że pora już przygotować się do dorosłego życia, że wkrótce oni sami będą mieć dzieci, które należy wychować, że grozi im co najmniej bezradność wobec tego zadania.

Tych, którzy w młodości przywykli do egoizmu, czeka upadek z wysoka lub rezygnacja. Grozi im to, że będą jeszcze gorsi od swoich rodziców. Wiele dramatów młodych małżeństw wynika z niczego innego, jak właśnie z trwania w nawykach z czasów młodości. Tak naprędce zarysowany obraz jest oczywiście śmiesznie wybiórczy, jednak można powiedzieć, że mimo wszystko bycie miłym nie jest wcale takie trudne. To mała rzecz, która sprawia, że życie jest o wiele przyjemniejsze. A więc kto zaczyna?

Alain Quilici