Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Instrukcja obsługi – jak otrzymać łaskę zawierzenia

MODLITWA ZAWIERZENIA
Krakenimages.com | DepositPhotos
Udostępnij

Jak trudno jest zawierzyć się łasce Bożej, zwłaszcza wtedy, gdy wydarzenia w naszym życiu kolidują z naszymi osobistymi planami. Tymczasem jest to niezbędnie konieczne do zbawienia. Trzeba by jeszcze wiedzieć, czym jest prawdziwie zawierzenie Bożej Opatrzności!

Wiedzą o tym wszyscy ratownicy: gdy niesie się pomoc osobie tonącej, największe zagrożenie stanowią jej wysiłki, by się uratować. Strach, chęć, by za wszelką cenę utrzymać się na wodzie prowokują często chaotyczne ruchy. Taka osoba szarpie się lub chwyta desperacko swojego wybawcy, co bardzo skutecznie utrudnia mu płynięcie. Dokładnie w taki sposób zachowujemy się często wobec Boga.

Zamiast pozwolić Mu się ocalić, próbujemy kierować rzeczami po naszej myśli. Z powodu lęku lub dumy (a często mieszanki jednego i drugiego) nie zgadzamy się, by Mu się poddać, powierzyć się w zaufaniu. Jak tonący, który próbuje oddychać, tak każdy człowiek próbuje być szczęśliwy. To głęboko zapisane w nas pragnienie. I to pragnienie jest dobre, ponieważ pochodzi od Boga. Czy wierzymy jednak, że On wie lepiej niż ktokolwiek inny, co jest potrzebne do szczęścia naszego i naszych dzieci?

 

Zawierzenie nie jest tchórzostwem ani lenistwem

Gdy odrzucamy zawierzenie się Bożej miłości, to tak, jakbyśmy mówili Mu „Wiem lepiej od Ciebie, czego potrzebuję, czego potrzebuje moja rodzina”. Jesteśmy jak tonący, który odrzuca proponowaną mu pomoc, ponieważ boi się i usiłuje utrzymać nad wodą za wszelką cenę, nie widząc, że ten, kto go ratuje, wie co ma robić, by pozwolić mu dotrzeć na stały ląd. A jednak nie możemy bezczynnie czekać na zbawienie.

Bóg za bardzo nas szanuje, by dać nam szczęście, ot tak. Chce nas włączyć w swoje dzieło miłości i dlatego daje nam pragnienia, wolność i liczne talenty, byśmy budowali Jego Królestwo. Jednak niech te talenty nie przesłonią nam prawdy, że sami z siebie nic nie możemy. Wszystko otrzymujemy od Pana, bez Niego jesteśmy niczym i nic nie możemy uczynić.

Za każdym razem, gdy o tym zapominamy, odrzucamy możliwość zawierzenia się Jemu. Często mylimy niezależność i wolność, stwierdzając: „Nie potrzebuję nikogo, doskonale sam(a) daję sobie radę”. Sądzimy, że jesteśmy bardzo silni i zdolni wiele uczynić, podczas gdy tak naprawdę jesteśmy całkowicie i zupełnie słabi.

Jednak istnieje również inne niebezpieczeństwo – Zły. Jest niezwykle sprytny i próbuje zawsze kusić nas do zła pod pozorami dobra. Dlatego też osoba leniwa będzie kuszona, by swoją bierność usprawiedliwić rzekomym zaufaniem Opatrzności: „Nie ma sensu, żebym ja się trudził, bo Bóg zatroszczy się o nas”. Podobnie będzie myśleć osoba tchórzliwa, uciekając w modlitwę, aby uniknąć konfrontacji konkretnego zobowiązania i nieuniknionych zmian, jakie ze sobą niesie: „Panie, liczę na Ciebie, ponieważ, przede wszystkim nie chcę, byś prosił mnie o jakieś działanie”. A tymczasem zawierzenie nie jest ani lenistwem, ani tchórzostwem.

 

Zawierzenie nie jest postawą oderwanych od rzeczywistości ludzi

Wcielenie sprawia, że stąpamy mocno po ziemi i nie ma innego sposobu, by spotkać Pana i służyć Mu, inaczej, jak żyjąc w codzienności, w najbardziej prozaicznych aspektach tego życia. Nie wystarczy powtarzać: „Panie, Panie, dziękujemy, że się o nas troszczysz!”. Oczywiście, uwielbienie jest też modlitwą tego, kto zawierza się Bożej miłości.

Jednak jedynym sposobem na zweryfikowanie autentyczności tego uwielbienia jest skonfrontowanie Go z rzeczywistością. Stawianie sobie właściwych pytań: „Czy moje uwielbienie ogranicza się do czasu modlitwy czy zmienia sposób w jaki traktuję moje osobiste sprawy, rozwiązuję trudności rodzinne, przyjmuję troski finansowe, buduję moje plany na przyszłość itp.?”.

„Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 18, 3). Jeśli nie zgadzamy się na to, by powierzyć się Ojcu z absolutną ufnością małego dziecka, jeśli nie zgadzamy się, by w ręce Ojca powierzyć wszystko – wszystkie nasze pragnienia, nasze plany, nasze troski, tych, których kochamy, a nawet nasze grzechy – nie będziemy mogli wejść do Królestwa Bożego. Nie będziemy mogli skosztować szczęścia w tym Królestwie, obiecanego już tu na ziemi tym, którzy mają serce ubogie.

Christine Ponsard