Aleteia

List otwarty do… maleństwa pod sercem mamy

PREGNANCY,
Nastyaofly | Shutterstock
Udostępnij

Na ten wakacyjny okres Aleteia proponuje pięć niezwykłych listów, których lektura pozwoli ci przenieść się w czasie do różnych etapów życia. Dzisiaj czeka na nas list skierowany do nienarodzonego jeszcze dziecka – mistrza prostoty i życia wewnętrznego, który poprowadzi nas do tego, co najważniejsze.

Kochane dzieciątko!

Masz duszę od momentu poczęcia i rozumiesz tajemnice zakryte przed mądrymi i roztropnymi. Ty nas prowadzisz do istoty tego, co niewidzialne i zdradzasz nam taki oto sekret: wartości życia nie sposób zmierzyć, zważyć czy policzyć. Zachęcasz nas, wsłuchanych w bicie twojego serduszka w łonie mamy, byśmy przestali przykładać do naszych dni miarę obiektywnych osiągnięć. Dorośli mają obsesję na punkcie tego, by ich życie było nieprzerwanym pasmem sukcesów. Niewielu z nich troszczy się o to, aby jednym z nich była śmierć… Na czym polega takie udane życie? Czy przypadkiem nie na tym, że pniemy się po drabinie społecznej i zawodowej, kończymy świetną szkołę, pobieramy się, mamy dzieci… i „umieramy nieszczęśliwi, niczego nie żałując”, jak słyszymy w pewnej piosence? Wszystkie te rzeczy są dobre, ale jeżeli do rangi absolutu wyniesiemy dokonania widoczne, materialne i namacalne, w takim razie twoje życie jest przegrane…

Umknęło naszej uwadze to, co stanowi o wartości życia, a ty powierzasz nam skarb ubogich duchem i śpiewasz za psalmistą tę pieśń dzieciństwa (Ps 131): „Panie, moje serce się nie pyszni i oczy moje nie są wyniosłe. Nie gonię za tym, co wielkie, albo co przerasta moje siły. Przeciwnie: wprowadziłem ład i spokój do mojej duszy. Jak niemowlę u swej matki, jak niemowlę – tak we mnie jest moja dusza. Izraelu, złóż w Panu nadzieję odtąd i aż na wieki!”.

Ty nas uczysz, jak wprowadzać „ład i spokój do naszych dusz”, nas, którzy żyjemy w ciągłym zamęcie i hałasie. Ty uczysz nas również, jak być zależnym od drugiego, ty, które jesteś związane z łonem matki poprzez jej oddech i krew. Zbyt często zapominamy, że przestrzeń naszego życia rozciąga się tylko w sercu drugiego, a w ostatecznym rozrachunku w sercu Boga. Dopóki tego nie zrozumiemy, zawsze będzie nam ciasno we własnym sercu. Ty nam wyjaśniasz to, czego nie ma w książkach, czyli to, co Bóg chce powiedzieć, kiedy w gorejącym krzewie objawia swoje tajemnicze imię: „Powiesz faraonowi – temu, który zabija dzieci i ciemięży lud, czyniąc z niego niewolników – Jestem, który jestem”.

Bóg daje się poznać za pośrednictwem tego, kim jest, a nie tego, co robi. To oznacza, że nie pozwala się On zmierzyć przez rzeczy materialne czy osiągnięcia. Bóg po prostu jest. Już nie mamy w zwyczaju mówić tak jak kiedyś „Jestem tym, kim jestem”, ale wolimy powtarzać „Jestem tym, co posiadam, tym, co robię”.

Maleńkie dzieciątko, przypominasz Boga. Zachęcasz nas, byśmy cieszyli się z roli „sług nieużytecznych” (Łk 17, 10) w tym świecie, w którym człowiek coraz częściej staje się przedmiotem handlu. Ty niczemu nie służysz, tak, jak piękno czy istota rzeczy. W tym właśnie tkwi twoja niepodważalna wielkość. Jakże to wspaniałe być bezużytecznym, być ukochanym za to, kim się jest, a nie za to, co się daje. Bóg powołał cię do istnienia ze względu na ciebie samego.

Małe dzieciątko, mistrzu prosty i życia wewnętrznego, ja z całą pewnością zbyt dużo straciłem z okresu dzieciństwa. Pomóż mi do niego wrócić poprzez postawę świętości.

Ks. Luc de Bellescize