Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

1/6

Kiedy zło wygrywa

Wielu ateistów neguje istnienie Boga z powodu Jego pozornej obojętności wobec cierpienia i zła. Dlaczego nie ześle gromu z nieba, aby wytępić zło z tego świata? Jak może pozostawać niewzruszony w obliczu cierpienia całej rzeszy osób, które wzywają Jego pomocy? Na te pytania jest tylko jedna odpowiedź: „Bo myśli moje nie są myślami waszymi, ani wasze drogi moimi drogami” (Iz 55, 8).

Na jakiej podstawie zakładamy, że na miejscu Boga wszystko urządzilibyśmy lepiej? Naszemu Bogu i Panu nie umyka nawet najmniejsze cierpienie, jakie nas dotyka na tej ziemi. Zapewne nierzadko dopuszcza On jakieś zło, by wydobyć z całej sytuacji jeszcze większe dobro. Nie zapominajmy, że największe Jego zwycięstwo, odkupienie ludzkości wzięło początek z niewyobrażalnej męki Jego Syna na krzyżu, czyli, jak mogłoby się wydawać, Jego największej porażce. Bóg zna liczbę naszych włosów na głowie! Ufajmy, że On (i tylko On w Swojej nieskończonej mądrości) wie, przed jakimi próbami może nas postawić i jakie zło dopuścić, aby pomnożyć dobro na świecie!
2/6

Kiedy przewracamy się tuż przed metą

Kiedy brak nam sił, kiedy czujemy, że nie stać nas już na nawet najmniejszy wysiłek, kiedy wszystkie nasze starania nie przynoszą oczekiwanego rezultatu, my prosimy Go o to, by postawił za nas ten ostatni krok i umożliwił nam w ten sposób osiągnięcie celu. 

Czyż nie mamy często wrażenia, że Bóg nie dostrzega naszego trudu i powstrzymuje się od działania? Sami skrzętnie przechowujemy w pamięci każde nasze poświęcenie i wszelkie akty ofiarności, a Bóg w naszych oczach wydaje się pozostawać bierny i ostatecznie nie udaje nam się dotrzeć do mety.

W ośrodku opieki dla dzieci niepełnosprawnych pod wezwaniem św. Marcina z Tours w argentyńskim mieście San Rafael (prowincja Mendoza) usłyszałem przepiękną opowieść: Nadszedł 6 stycznia, święto Objawienia Pańskiego. Trójka kleryków współpracujących ze wspomnianym ośrodkiem postanowiła w przebraniu Trzech Króli złożyć wizytę podopiecznym.

Niestety, nie posiadali żadnych prezentów, jakie mogliby im ofiarować. [W wielu krajach hiszpańskojęzycznych dzieci otrzymują prezenty nie w Wigilię Bożego Narodzenia, ale właśnie 6 stycznia – przypis Redakcji]. Jedyne, co mogli zrobić, to obdarować je dodatkową porcją słodyczy przy śniadaniu następnego ranka. Pogodzili się z myślą, że w tym szczególnym dniu maluchy nie dostaną żadnych podarunków. Kiedy przestąpili próg ośrodka, ku swemu zdziwieniu, zobaczyli długi rządek bucików, które dzieciaki wystawiły w oczekiwaniu na prezenty.

Po uroczystym przywitaniu Króli podekscytowane maluchy poszły spać z niezachwianą nadzieją na to, iż o poranku ich buty nie będą puste. Zatroskani klerycy natomiast mieli bardzo niespokojną noc. Kiedy szykowali dla dzieci planowane nieco słodsze niż zwykle śniadanie, usłyszeli klakson na dziedzińcu. Dźwięk pochodził z wypełnionej prezentami ciężarówki, która przyjechała z odległej parafii. Okazało się, że zorganizowano tam kwestę na rzecz ośrodka i za zebrane fundusze zakupiono prezenty dla jego podopiecznych. Każde dziecko otrzymało nowiutki prezent przepięknie opakowany w złoty papier. Maluchy wykazały się większą wiarą niż klerycy, a przy okazji nauczyły ich ufać Bożej Opatrzności, która zawsze przewyższa nasze najśmielsze oczekiwania.
3/6

Kiedy krzyż, który dźwigamy nas przygniata

Lub też wtedy, gdy jego ciężar wydaje nam się absolutnie nie do zniesienia. Kiedy umarła nasza córka Cecilia, wraz z moją żoną Marianą zastanawialiśmy się, czy Pan Bóg naprawdę nas miłuje. Po co zesłał nam córkę, skoro później nam ją odebrał? Pożałował w międzyczasie swojej decyzji? Może na nią nie zasługiwaliśmy?

Nie wyobrażacie sobie, jak bardzo się wściekłem na słowa, które przy okazji kondolencji skierował do mnie pewien poczciwy przyjaciel, pragnąc podnieść mnie na duchu. Przypomniał mi słowa z Księgi Hioba: „Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!”. Ten mój biedny przyjaciel ledwo uszedł wtedy z życiem! Klucz do zrozumienia mojej sytuacji znalazłem w jeszcze prostszych i bardziej do mnie przemawiających słowach pewnego świętego kapłana:

Czyż oracz musi prosić rolę o zgodę na orkę? Nie! A po co ją orze? Po to, by wydała ona jeszcze większy plon!”. W pierwszej chwili też się nieco obruszyłem na to stwierdzenie, ale z biegiem czasu zrozumiałem, że tak właśnie się dzieje. Bóg jest mądrzejszy!
4/6

Kiedy grzeszymy

Szczególnie gdy jesteśmy wielkimi grzesznikami, tak jak w moim przypadku. Jak Bóg może pragnąć coś mi ofiarować, jeżeli ja się od Niego odwracam? Jak to jest, że w tej chwili nie strąca mnie do piekła? To właśnie w takich momentach Boża Opatrzność jeszcze bardziej „zabiega” o naszą skruchę i nawrócenie.

Przypomnijmy sobie powrót syna marnotrawnego, kiedy ojciec dostrzegł go z daleka i wybiegł mu na spotkanie, a następnie przytulił go i obsypał pocałunkami. To nie znaczy oczywiście, że mamy grzeszyć, aby otrzymać coś od Boga, ale nawet gdyby nasze grzechy były czerwone jak krew, prośmy Boga o łaskę prawdziwego żalu i powrotu do Kościoła. On nie może się nas doczekać!
5/6

Kiedy mamy być narzędziem w rękach Opatrzności

Zapewne czasami spotykasz jakiegoś skrajnie ubogiego żebraka czy też schorowaną i niedołężną staruszkę, a na ich widok żal Ci ściska serce. Poprzez tego typu sytuacje działa w Twoim wnętrzu Boża Opatrzność! Porusza Twoimi uczuciami nie po to, abyś się roztkliwiał, a wzruszając ramionami rzucił: „Niech Bóg ma ich w opiece!”.

W takich momentach masz być narzędziem w Bożych rękach! Ofiaruj coś tej osobie! Jeżeli nic nie masz, po prostu ją przytul! Jeżeli niewiele posiadasz, daj jej choć cząstkę z Twego niedostatku! Bóg postawił ją na Twej drodze, abyś zaoferował jej pomoc.

W październiku ubiegłego roku papież Franciszek kanonizował księdza Brochero, argentyńskiego kapłana, który zmarł w 1914 roku. Ks. Józef Gabriel del Rosario Brochero objął parafię na głębokiej prowincji w miejscowości Villa del Tránsito. Wśród mieszkańców roiło się od przestępców. Z niewyczerpaną cierpliwością, ten niezwykły kapłan zaopiekował się swoją owczarnią pozbawioną pasterza. Ufundował Dom Rekolekcyjny i jak on sam mawiał: „Nikt mi się nie wymknął” – każdy mieszkaniec jego ukochanej wioski bez wyjątku odbył ćwiczenia duchowe.

Na tym nie kończą się dokonania ks. Brochero: na terenie swojej parafii zainicjował on budowę szkoły dla dziewcząt, prace przy regulacji biegu rzeki, aby zapewnić miasteczku dostęp do wody, budowę pierwszego urzędu pocztowego wyposażonego w telegraf, a także dzieło, które przetrwało do dziś – budowę drogi łączącej wioskę Villa del Tránsito z miastem Córdoba, od którego wcześniej pozostawała ona całkowicie odcięta.

Legenda głosi, że w czasach, kiedy ks. Brochero mieszkał w Córdobie zawsze, gdy podchodził do niego jakiś żebrak, oddawał mu wszystkie pieniądze jakie miał przy sobie, nawet jeżeli to oznaczało dla niego konieczność pieszego powrotu na plebanię katedralną. 

Bóg prosi nas, abyśmy byli narzędziami Jego Miłosierdzia, kiedy stawia nam przed oczy nieszczęścia, które potrafimy dostrzec i które przypominają nam, jak bardzo „łakniemy i pragniemy sprawiedliwości”! W takich sytuacjach musimy ufać, że skoro Bóg postawił nas przed wyzwaniem, zapewni nam również sposób, byśmy mogli mu sprostać!
6/6

Kiedy już odważymy się zaufać

Zdarzają się takie chwile, kiedy naprawdę pokładamy ufność w Bożej Opatrzności, można powiedzieć, że oddajemy skok w przepaść wiary i… nic się nie dzieje! Nie otrzymujemy pomocy. Dlaczego tak długo nie nadchodzi? Dlaczego Bóg dał nam wystarczającą odwagę na skok, a potem zamiast nas złapać w locie, odsunął Swoją dłoń, zostawiając nas w zawieszeniu? «Przecież powiedział: „Jestem Synem Bożym”» (Mt 27,43).

Cierpimy i zamartwiamy się, często nie dlatego, że nie otrzymujemy tego, czego pragniemy, ale dlatego, że obawiamy się postawić Boga w niewygodnej sytuacji, jeżeli nie zaingeruje na naszą prośbę! Nie wolno nam zapominać, że Bóg postrzega czas inaczej niż my. On odnajduje się w bezmiarze wieczności, podczas gdy my jesteśmy zanurzeni w czasie! To, co możemy uczynić to odnawiać w sobie ufność i ponownie błagać Go o rychłą pomoc.