Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

1/6

„Na ulicy”

Jedna z naszych sióstr szła kiedyś przez miasto. Nagle podbiega dziecko, coś szybko mówi i ucieka. Zanim zdążyła zebrać myśli, dziecka już nie było, tylko za sobą słyszy głos:

– Mamusiu, mamusiu! Ja mówię „Pochwalonego”, a ten żeński ksiądz nie odpowiada!
2/6

„Skąd się u nas wzięły nowicjuszki”

Była w naszym nowicjacie przez kilka lat pustka, aż wreszcie Matka Ksieni zarządziła modlitwy o powołania: miała codziennie siostra prowadząca chór dodać w modlitwie litanijnej odpowiednie wezwanie. Ułożyć je miała sama. No i pewnego dnia modli się pewna pobożna dusza głośno i z przejęciem:

– Przez przyczynę Matki Najświętszej przyślij, Panie, do naszego domu, liczne i dobre zwierzęta!...

Miała powiedzieć „dziewczęta”, a powiedziała „zwierzęta”. My w kwik, pochowałyśmy głowy pod pulpity i wyjść nie mamy siły; Matka miała śpiewać Pater noster, ale też nie może. Potem ta biedna siostra życia z nami nie miała, bo co się tylko świnka oprosiła, albo krówka ocieliła, to my do niej, że modlitwa wysłuchana... Ale w niebie tak się uśmiali, że przysłali.
3/6

„Kazanie o św. Benedykcie”

W czasach, kiedy jeszcze Kościół obchodził uroczystość św. Benedykta w marcu, zdarzyło się raz, że właśnie w ten dzień przypadło zakończenie parafialnych rekolekcji wielkopostnych. Prowadził te rekolekcje bernardyn z sąsiedztwa; ludzie byli zachwyceni, bo krzyczał strasznie, więc szczelnie wypełnili kościół, a my byłyśmy na chórze; nowicjuszki, jak zwykle, w pierwszym rzędzie, przy samej balustradzie. Kazanie, wtedy jeszcze głoszone z ambony, zaczęło się dokładnie tak:

– Najmilsi! Opowiadają o św. Benedykcie, że kiedyś podano mu naczynie z trucizną, a on to naczynie przeżegnał, i naczynie pękło na dwoje. A gdyby tak teraz wśród nas, najmilsi, stanął św. Benedykt – i was, najmilsi, przeżegnał! – Co stałoby się z niejednym z was??

W tym momencie nasza najmłodsza postulantka (którą nazywałyśmy „Rżecz”, bo strasznie głośno się śmiała) zarżała z uciechy prosto w nos kaznodziei. Złapałyśmy ją za głowę i wcisnęłyśmy pod balustradę, przykrywając poduszką, żeby ją przytłumić. Ale kaznodzieja niezrażony ciągnął swoje dalej, aż do końca, który brzmiał dokładnie tak:

– NAWRÓĆCIE SIĘ! Bo inaczej na śmierć zdrętwiejecie – AMEN!
4/6

„Z kapituły win”

Autentyczne i z wielką skruchą wypowiedziane oskarżenie: – Przewielebna matko ksieni, oskarżam się, że narobiłam wielkiego krzyku i próbowałam matkę przekrzyczeć, ale mi się nie udało...
5/6

„Przejęzyczenia lektorek”

Czytanie głośne jest w klasztorze stałym punktem programu: w chórze, w refektarzu… I nieraz cała wspólnota podskakuje z uciechy, kiedy lektorka coś nie tak odczyta. Oto kilka zapamiętanych przejęzyczeń:

– Na ukończeniu jest proces kanalizacyjny bł. brata Alberta...

– Ojciec św. udał się do rzymskiej synagogi na spotkanie ekonomiczne...

– Szczur mierniczy szczodrze mi dział wyznaczył...

– Wyrośnie różdżka z psa Jessego...

– Z reguły naszego ojca, św. Benedykta, rozdział sześćdziesiąty czwarty: O oborze opata... (nie-benedyktynom wyjaśniamy, że tytuł rozdziału brzmi: O obiorze opata).

– Jak czytamy w listach świętego Padła...