3 / 5
„Kazanie o św. Benedykcie”
W czasach, kiedy jeszcze Kościół obchodził uroczystość św. Benedykta w marcu, zdarzyło się raz, że właśnie w ten dzień przypadło zakończenie parafialnych rekolekcji wielkopostnych. Prowadził te rekolekcje bernardyn z sąsiedztwa; ludzie byli zachwyceni, bo krzyczał strasznie, więc szczelnie wypełnili kościół, a my byłyśmy na chórze; nowicjuszki, jak zwykle, w pierwszym rzędzie, przy samej balustradzie. Kazanie, wtedy jeszcze głoszone z ambony, zaczęło się dokładnie tak: – Najmilsi! Opowiadają o św. Benedykcie, że kiedyś podano mu naczynie z trucizną, a on to naczynie przeżegnał, i naczynie pękło na dwoje. A gdyby tak teraz wśród nas, najmilsi, stanął św. Benedykt – i was, najmilsi, przeżegnał! – Co stałoby się z niejednym z was?? W tym momencie nasza najmłodsza postulantka (którą nazywałyśmy „Rżecz”, bo strasznie głośno się śmiała) zarżała z uciechy prosto w nos kaznodziei. Złapałyśmy ją za głowę i wcisnęłyśmy pod balustradę, przykrywając poduszką, żeby ją przytłumić. Ale kaznodzieja niezrażony ciągnął swoje dalej, aż do końca, który brzmiał dokładnie tak: – NAWRÓĆCIE SIĘ! Bo inaczej na śmierć zdrętwiejecie – AMEN!
+

© Shutterstock