2 / 8
Marta Brzezińska, „Przypadki Robinsona Cruzoe, Daniel Defoe
Bycie mamą 4,5-latka to wyzwanie. Na każdym polu, także czytelniczym. Dlatego z lekką obawą sięgałam po opowieść o nieszczęśniku, który trafił na bezludną wyspę. Czemu? Pamiętam ze szkolnych czasów, że lektura nie robiła na mnie wielkiego wrażenia. Może dlatego, że była obowiązkowa ;) A dziś? Dziś sama czuję się trochę jak Robinson, który na tej swojej wyspie sam musiał sobie wszystko ogarnąć. #koronawirus wyzwolił we mnie nowe skille – sama piekę chleb (na zakwasie!), jestem fryzjerką, kucharką, inicjatorką zabaw, nie wspominając o byciu nauczycielką ;) Zamknięta w czterech ścianach czuję wielką wspólnotę myśli z Robinsonem (choć on miał do dyspozycji całą wyspę, jakże mu zazdroszczę!). A mój syn? Cóż, co dzień bladym świtem rusza konstruowanymi przez siebie okrętami na podbój mórz i oceanów, budząc przy tym matkę ;) Ahoj, przygodo!
+