4 / 8
Ania Salawa, „Dzieci z Bullerbyn”, Astrid Lindgren 
Jako dziecko czytałam to jako lekturę szkolną i niewiele z niej zapamiętałam. Kiedy półtora roku temu zaczęłam z córką odkrywać Astrid Lindgren, zakochałam się w przygodach dzieci z wioski Bullerbyn. Do tego stopnia, że w wakacje całą rodziną udaliśmy się do Szwecji, do miasteczka, w którym znajduje się wielki park rozrywki stworzony na podstawie bajek Lindgren (polecam, jak wrócą lepsze czasy). W czasie kwarantanny po „Dzieci z Bullerbyn” sięgam najczęściej. Córka uwielbia jej słuchać, ja uwielbiam ją czytać. Beztroskie dzieciństwo spędzone w małej wiosce, z prostymi zabawami na łonie natury, gdzie atrakcją jest szukanie kurzych jaj lub spacery po lesie, to rzeczywistość, za którą bardzo się tęskni, zwłaszcza teraz, w zamknięciu. Mnie książka uczy tego, że to co proste, zwykłe jest piękne. I że w naszym życiu, a przede wszystkim w życiu naszych dzieci, nie potrzeba wielkich fajerwerków.
+