Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

1/20
Hanna Chrzanowska urodziła się 7 października 1902 r. w Warszawie. Jej rodzicami byli Wanda Szlenkier i prof. Ignacy Chrzanowski. „Jej dziadkowie należeli do najzamożniejszych ludzi w Warszawie, mieli wspaniały dom, pozostawili ogromny spadek”. Ale „ani mama, ani tata nie bronili jej zejść w dół drabiny społecznej, na której zajmowali poczesne miejsce”.
2/20
Pierwszą osobą, która zaszczepiła w Hannie miłość do pielęgniarstwa, była jej ciotka Zofia Regina Szlenkier – w 1913 roku wróciła ze słynnej londyńskiej Szkoły Pielęgniarskiej Florence Nightingale i za pieniądze, które otrzymała w spadku, zbudowała w Warszawie (ul. Żytnia 39) bardzo nowoczesny szpital. Niestety, podczas Powstania Warszawskiego został on zniszczony. Pozostał po nim jeden tylko pawilon, na którym wisi dziś pamiątkowa tablica.
3/20
Hanna zapisała się na kurs pielęgniarski prowadzony przez Amerykański Czerwony Krzyż, a konkretnie miss Stellę Tylską. „Doznałam wtajemniczenia w narożniki z prześcieradła, w wysokie ułożenie, rozbieranie pod kocem, kładzenie koszuli zawiązywanej z tyłu, zawiązywanej z przodu, słania łóżka z chorym leżącym na boku, leżącym na wznak… Wbito mi w głowę, że odleżyna to hańba dla pielęgniarki, zapoznano z tajnikami toalety porannej, wieczornej i kąpieli w łóżku… Niektóre zabiegi wykonywałam potem w domu na mojej matce, cierpliwej jak zawsze wobec moich pomysłów i na pewno zadowolonej, że mnie ta praca «bierze»”.
4/20
Ukochany ojciec Hanny, Ignacy Chrzanowski, był profesorem na Uniwersytecie Jagiellońskim, historykiem literatury. 6 listopada 1939 r. – razem z innymi uczonymi – udał się do Collegium Novum na spotkanie z SS-Sturmbannführerem Brunonem Müllerem. Miało dotyczyć wznowienia zajęć uniwersyteckich. Niestety, wszyscy obecni tam wykładowcy, a także studenci, pracownicy administracyjni i kilka przypadkowych osób (łącznie 183) zostali aresztowani. Niemiecka akcja pacyfikacyjna przeszła do historii jako Sonderaktion Krakau.
5/20
Ignacy Chrzanowski zmarł 19 stycznia 1940 r. w szpitalu obozowym w Sachsenhausen. Jego żona tak wspominała nadejście smutnej informacji: „Leżałam porażona przez długą chwilę, wreszcie wstałam, podeszłam do Hani, by ją utulić. Płakałyśmy mało. Jeszcze ja płaczę łatwiej, ale Hania tak trudno”. Jakiś czas później dotarła do niej kartka, wysłana na 5 dni przed śmiercią profesora. Podpisał: „Jestem zdrów i Twój na zawsze”.
6/20
Hanna miała jednego brata, Bohdana. Jako 18-latek walczył w wojnie polsko-bolszewickiej. W 1939 roku awansował do stopnia porucznika mianowanego. Ożenił się z Fery, Austriaczką węgierskiego pochodzenia. Mieli córkę Wandę. 31 sierpnia został zmobilizowany i wysłany na front. Zginął w Katyniu, wiosną 1940 roku.
7/20
W 1926 roku Hanna otrzymała propozycję wyjazdu na stypendium w Paryżu, w Fundacji Rockefellera. To właśnie tam po raz pierwszy zetknęła się z pielęgniarstwem społecznym i zdobywała doświadczenie. Po powrocie została instruktorką w Uniwersyteckiej Szkole Pielęgniarek i Higienistek w Krakowie.
8/20
Zaraz po wybuchu II wojny światowej Hanna włączyła się w charytatywną działalność Obywatelskiego Komitetu Pomocy (zainicjowanego przez kard. Sapiehę). Zatrudniono ją w Dziale Opieki nad Przesiedlonymi i Uchodźcami. Jednym z jej zadań było poszukiwanie rodzin dla żydowskich sierot. Po aresztowaniu przewodniczącej działu opieki, Marii Starowieyskiej, Hanna objęła jej stanowisko.
9/20
Hanna służyła podopiecznym Domu Samotnej Matki – przekazywała kobietom fachową wiedzę o opiece i pielęgnacji, a także pracowała na oddziale noworodków kliniki położniczej.
10/20
Od kwietnia 1945 r. Hanna pracowała w reaktywowanej Uniwersyteckiej Szkole Pielęgniarek i Higienistek. Uczyła, jak opiekować się chorymi w domach – to zupełnie nowa gałąź pielęgniarstwa w Polsce.
11/20
W 1946 r. została wysłana na roczne stypendium do Ameryki. Ale zamiast edukacji, czekały na nią… miotły i ścierki. Mimo to zdobyła cenne doświadczenie. Udało jej się np. uprosić wizytę w szpitalu na Harlemie. „Pojechała tam chyba z jakąś obstawą, że to jest niebezpieczne. Wróciła wstrząśnięta i właściwie zdruzgotana. Opowiadała, że chore Murzynki przyjęły ją z jakąś ogromną pokorą i nie mogły uwierzyć, że «biała» pielęgniarka przyjechała do nich, że chce z nimi rozmawiać, jest serdeczna, pyta o ich zdrowie, życie”.
12/20
Uważała, że nieprzyjemne doświadczenia odgrywają w życiu pozytywną rolę, a jedzenie obrzydliwych potraw… wzmacnia charakter. "Mając surowe wymagania zawodowe, potrafiła okazać wyrozumiałość wobec pojedynczych wykroczeń, była tytanem pracy, ale nie wyobrażała sobie życia bez wizyty w filharmonii czy przeczytania ciekawej książki".
13/20
Dokładnie tłumaczyła swoim uczennicom zasady pielęgniarstwa: „Lekcja pierwsza. Do kogo idę, w jakim środowisku żyje chory? Dobra pielęgniarka tym więcej pomoże, im więcej będzie wiedzieć. Dlatego zbiera informacje o chorym, o jego otoczeniu, możliwościach opieki. Ile tam mieszka osób? Co to są za osoby? Czy pracują i ewentualnie, gdzie pracują? A ponieważ dobra pielęgniarka ma wielu chorych, musi zachować porządek. Po wizycie robimy krótką notatkę, do której sięgniemy przed następnymi odwiedzinami. Uwaga! Nigdy nie notujemy w obecności chorego i rodziny!”.
14/20
„Dla ludzi ją znających nie było tajemnicą jej bałaganiarstwo. Bywało, że szybkim ruchem wsuwała do szuflady wszystko, co miała na biurku, a potem nie mogła nic znaleźć. Zajęła się tym w dojrzałych latach życia. Notes, zapisywanie spraw do załatwienia, porządek wokół siebie – walczyła o ład nie dla samego ładu, ale żeby być bardziej skuteczną, szczególnie, że sił miała już znacznie mniej”.
15/20
Była prekursorką polskiego pielęgniarstwa domowego i tzw. parafialnego - to udało się dzięki wsparciu K. Wojtyły i ks. F. Machaya. To właśnie ona była przewodniczką Jana Pawła II po świecie cierpienia. "To ona prowadziła go do konkretnych chorych, ona uczyła go, jak należy z nimi obcować, ona wreszcie stała się motorem rozległej pracy charytatywnej, która tak wspaniale rozwinęła się w czasie jego pasterzowania na stolicy krakowskiej".
16/20
„Cioteczka uczyła nie tylko tajników zawodu, ale przede wszystkim kochania bliźniego jak siebie samego. (…) Potrafiła słuchać, czasem dać jakąś małą radę, ale przede wszystkim wlać spokój do serc tych dziewcząt wkraczających w samodzielne życie”.
17/20
Jej drugim domem był Tyniec. Przyjeżdżała tam na spotkania ze swoim spowiednikami o. Piotrem Rostworowskim i o. Placydem Glińskim. W 1956 r. została oblatką benedyktyńską, przyjmując imię Klara. Lubiła atmosferę skupienia, bycie sam na sam z Bogiem.
18/20
„Hanna walczyła zawzięcie z traktowaniem zawodu pielęgniarki jako zajęcia drugiej kategorii w opiece medycznej, w której najważniejszy jest lekarz. Uczyła dziewczęta cenić siebie i to, co robią, ponieważ troska o chorego jest niezastąpiona, a często ma większe znaczenie niż same lekarstwa”.
19/20
„Miłość do chorych była sterem jej życia, ale kierunek kursu wyznaczał Bóg”. Pisała: „(…) powiedziałam, że u źródła mojej obecnej pracy leży wielkie cierpienie. Że miałam, mogłam wyjechać do bardzo kochanego i bardzo kochającego człowieka, ale się tego wyrzekłam. Chcę wyjaśnić: nie wyrzekłam się dla tej pracy, o której wtedy jeszcze wcale nie myślałam, ani dla innej, tylko dla samego Boga”.
20/20
„Żal mi chorych, oni się zmartwią. Tak bardzo są mi bliscy. Nie wolno ich zawieść. Muszą nadal czuć miłość Kościoła” – mówiła przed śmiercią. Ale nie mogła się też doczekać spotkania ze Stwórcą. „Boże mój, jakże będę szczęśliwa, jeśli danym mi będzie już teraz odejść. Nie, nie chodzi o piękno. Chodzi o Miłość, w której kiedyś, po pokucie tak bardzo należnej, zamieszkam” – napisała przed śmiercią. Odeszła 29 kwietnia 1973 roku, po chorobie nowotworowej.