
W jego parafii jest 1500… łóżek. Kapelan szpitala opowiada o swojej pracy
Co najbardziej porusza księdza Anžeta Cunka, gdy towarzyszy umierającym w ich ostatnich chwilach?

Kapłan, który czuwał nad ciałem księżnej Diany w noc jej śmierci i udzielił jej sakramentu namaszczenia, skrytykował serial „The Crown” za komercyjne wykorzystanie tragicznych wydarzeń, które miały miejsce wczesnym rankiem 31 sierpnia 1997 roku.

Miał okazję uciec z powstania, przeprawić się na drugą stronę Wisły. Ale oddał miejsce w pontonie rannemu żołnierzowi. Chciał dzielić los żołnierzy i ludności cywilnej. Zginął, ale to nie była zwykła, wojenna śmierć. To był akt okrutnej nienawiści.

Jako że II Rzeczpospolita była państwem wielonarodowym, również jej siły zbrojne składały się z przedstawicieli wielu etnosów. Za tym z kolei szła konieczność zapewnienia im opieki wojskowych kapelanów.

„Nadal nie wiemy, ilu filozofów, lekarzy, nauczycieli, dobrych ojców i matek zostało pochowanych w gruzach z powodu bezmyślnego, bezsensownego zła kroczącego po naszych ulicach” – mówi koordynator greckokatolickich kapelanów wojskowych, o. Andrij Zelinski.

Prawosławny duchowny Patriarchatu Kijowskiego zmarł wskutek rosyjskiego ataku w Wołnowasze (obw. doniecki).

Wstrząsającym obrazem walk i realiów rosyjskiej okupacji podzielił się kapelan wojskowy, o. Maksym z prawosławnej parafii Narodzenia NMP w podchersońskiej Dariwce (Patriarchat Kijowski).

Było ich co najmniej kilkunastu. Trudno jednak dokładnie określić ich liczbę, ze względu na czas i sposoby sprawowania posługi. Ze zrozumiałych względów nie zawsze mogła się ona odbywać oficjalnie, w kościołach. Często za dom Boży musiała posłużyć leśna łąka, gospodarstwo wiejskie lub więzienie - choćby to na Mokotowie - czy inne miejsca kaźni Żołnierzy Niezłomnych.

Okupanci zabili duchownego przy wyjeździe z wioski. Nie zezwolili na wywiezienie ciała.

„Nie mamy takiej mocy, aby kogoś uzdrowić. Możemy jednak dać mu nadzieję, choćby tak małą jak ziarno gorczycy. Towarzyszyć w tej niełatwej sytuacji” – zapewnia o. Marek Donaj OSA, kapelan szpitalny.

O. Marek Donaj towarzyszył w odchodzeniu księdzu Józefowi Tischnerowi, Piotrowi Skrzyneckiemu, Czesławowi Miłoszowi. I setkom innych osób, których nie znamy z gazet, ale które tak samo odcisnęły na nim swoje piętno. Pomogły zrozumieć, jaką wartością jest obcowanie z umierającymi. Bo przecież ból i cierpienie – to także część człowieczeństwa.

Zdarzało się, że to on z miejsca walk przenosił rannych do szpitala. Łączniczkę, która została ranna w nogę, niósł przez cztery kilometry na plecach. Dziewczyna przeżyła wojnę.

Księża dokonywali cudów, aby zdobyć hostie do konsekracji. Komunikanty dzielono na małe kawałki. W relacjach powstańczych powtarza się wspomnienie o przyjmowaniu okruchów – żeby wszystkim starczyło…

Były kapelan wojskowy nominowany do Nagrody Księżnej Asturii za swoją pracę na rzecz młodych ofiar skrajnego ubóstwa i handlu ludźmi, warto poznać jego historię

Pewien osadzony napisał list, w którym docenił posługę księdza w zakładzie karnym. Jak stwierdził: „Zawsze byłem imbecylem, a tu, w środku, dla wielu jestem »rzeźnikiem«, który powinien umrzeć pogrzebany żywcem. Msza św. to moja prawdziwa cotygodniowa godzina świeżego powietrza”.

Biegał pomiędzy okopami, wyciągając rannych i udzielając konającym sakramentu namaszczenia. Spowiadał wśród huku wystrzałów i eksplozji. Powstrzymał egzekucję rannych żołnierzy i wynegocjował z wrogiem ich ocalenie.

„Każda z tych skazanych pań miała na koncie wiele zabójstw: jedna sześć, inna dziesięć” – mówi ks. Paweł Wojtas. W tej rozmowie opowiada nam też o egzekucjach w USA i Kazachstanie oraz o tym, jak osobiście rozmawiał z… królową Elżbietą II.

Z okazji zbliżającej się Niedzieli Miłosierdzia, ksiądz Waldemar – wraz z pozostałymi posługującymi kapelanami – chce okazać duchową pomoc chorym. Pomysł jest bardzo prosty i nie wymaga wielkiego wysiłku.




