
„Rok później brałam ślub kościelny z najwspanialszym mężczyzną na świecie” [wasze świadectwa]
Maryja nie bez powodu jest nazywana najczulszą z matek. Oto świadectwa naszych czytelników o Jej pomocy i wsparciu.

Darek przeszedł od bycia Szawłem do bycia Pawłem.

Czy można być wdzięcznym za pobyt w więzieniu? Nasz czytelnik pokazuje, że tak!

Wypadek i operacja twarzy. Lekarze załamywali ręce i jedyne, co zostało, to modlitwa.

Całe życie była satanistką. Nie umiała odejść od diabła. Wtedy z pomocą przyszła Maryja.

Mariusz i jego żona stracili dwójkę dzieci. Kolejna ciąża napawała ich radością i obawą.

Anna jest nauczycielką przedmiotów zawodowych. A od niedawna także katechetką. Choć żyje z wyrokiem śmierci jest po prostu szczęśliwa!

Stwierdzono depresję, nerwicę, zaburzenia lękowe, w kolejnym etapie zaburzenia odżywiania. Myśli i próba samobójcza, samookaleczenia, notoryczne zwracanie pokarmów kilka razy dziennie, wyniszczenie organizmu, ataki paniki, zaburzona samoocena, kłopoty szkolne – wszystko to stało się naszym udziałem

Karina, jej mąż i dzieci mieli jedno marzenie – własny dom.

Pani doktor wyliczyła mi szereg wad. W jej głosie była taka pewność co do tego, o czy mówi, że nie zapomnę tych słów do końca życia.

Depresja. Walka o zdrowie i równowagę. Upadki i powstania. Barbara złożyła swoją nadzieję w Bogu.

W kościele trafiłam na nabożeństwo do św. Joanny. Na końcu modlitwy można było ucałować nawet jej relikwie. Wtedy zaczęło do mnie docierać, że dzieje się coś dziwnego.

Zgodził się na spowiedź, ale stojąc w kolejce żałował tej decyzji. W końcu podszedł do konfesjonału.

W pewnym momencie wiedziałam, że to zrobi i zaczęłam modlić się na głos modlitwą „Ojcze nasz”. W tym momencie otrzymałam 3 ciosy nożem.

Agnieszka doświadczyła wielu traum w swoim życiu. Przygniotły ją do tego stopnia, że chciała odebrać sobie życie. Jezus jednak nie dał za wygraną.

Czytałam o tym, ale do końca nie wiedziałam, od czego zacząć. Koleżanka wszystko mi wyjaśniła, mąż się zgodził, powiedział, że zrobi wszystko, abym była szczęśliwa.

Dogadaliśmy się: ja obiecałem stanowczą poprawę a ona, że już więcej nie będzie spotykała się za moimi plecami. Byłem spokojny – wierzyłem jej, choć gdzieś z tyłu głowy tliły się podejrzenia i nieufność.

Najpierw krzyk rozpaczy, potem – cisza… W głowie masa pytań: „ale jak to? Co się stało? Śmierć?! Był i nagle go nie ma?!”




