Aleteia

Dwa filmy dla wrażliwców, którzy nie boją się wzruszeń

"Cinema Paradiso", materiały prasowe
Share
Comment

„Cinema Paradiso” oraz „Mój przyjaciel Hachiko” to doskonałe propozycje dla osób, które szukają w kinie całej gamy emocji.

Kino to przede wszystkim emocje. Im jest ich więcej, tym bardziej dany obraz zapada nam w pamięć. Filmem, który bez wątpienia przynosi całą paletę doznań jest „Cinema Paradiso”. Miłość, radość, życzliwość, przyjaźń, melancholia, niepokój, żal, strach – to wszystko udało się zmieścić we włosko-francuskiej produkcji z 1988 roku, która była jedną z najbardziej kasowych w historii filmów nieanglojęzycznych. Pomimo komercyjnego sukcesu, obraz w reżyserii Giuseppe Tornatore to prawdziwe dzieło sztuki.

Na początku historii ruszamy w nostalgiczną podróż po małym sycylijskim miasteczku z czasów tuż po II wojnie światowej. Jedyną rozrywką było tam kino. Filmowa fascynacja prowadzi do przyjaźni między niesfornym urwisem Toto i kinowym operatorem Alfredo. Relacja stała się jeszcze bliższa, gdy pewnego dnia Alfredo stracił wzrok i mały Toto musiał przejąć jego zawodowe obowiązki w kinie.

„Gdy straciłem wzrok, widzę więcej”, powiedział pewnego razu Alfredo do dorastającego chłopca, dla którego starał się być życiowym przewodnikiem.

Jeśli jeszcze nie widziałeś „Cinema Paradiso” to szczerze zazdroszczę przyjemności oglądania po raz pierwszy tego filmu. Będzie dużo śmiechu i wzruszeń.

Druga propozycja, „Mój przyjaciel Hachiko” z 2009 roku, uchodzi za mniej ambitną produkcję. I choć ten film faktycznie momentami wydaje się być banalny i przewidywalny to – pomimo tych wad – jest w stanie dobrać się nawet do najbardziej zatwardziałego serca.

„Mój przyjaciel Hachiko” to remake japońskiego filmu „Hachiko Monogatari”, inspirowanego prawdziwą historią profesora z wydziału rolnictwa Uniwersytetu Tokijskiego i jego psa Hachiko.

Hachiko zasłynął na początku XX wieku w Japonii tym, że zawsze wychodził po swojego pana na peron kolejowy i codziennie witał go po powrocie z pracy. Było tak do maja 1925 roku, kiedy profesor zmarł. Jednak nawet po jego śmierci pies nadal wyczekiwał swojego pana na stacji, czym ujął całą lokalną społeczność.

Ta historia o lojalności przetrwała w japońskim społeczeństwie dziesięciolecia, doczekując się pod koniec lat 80. minionego wieku ekranizacji. Później na nowo opowiedzieli tę historię Amerykanie, adaptując ją go do swoich realiów.

 

 

Share
Comment
This story is tagged under:
filmkinokultura
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail